Artukuły Co warto przeczytać

 

-Rezurekcja 2012
-Wielki Tydzień
-Powołanie proroka (cz.2)
-Prezentacja o osobie Ks. Bpa Adolfa Piotra Szelążka
-Rozważania Drogi Krzyżowej
-Bp Tadeusz Bronakowski przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości
-Jubileusz 75- lecia Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus
-Potrzeba proroka (cz.1)
-e-mail od Boga do Ciebie
-O akcjach Jerzego Owsiaka...
-Wigilia i Boże narodzenie w tradycji...
-Przebieg wieczerzy wigilijnej...
-Jak pomóc duszom czyśćcowym
-Dlaczego warto czytać?...
-
Jak rozmawiać ze świadkami Jehowy?...


Rezurekcja 2012

Christus resurrexit – Chrystus zmartwychwstał!

Vere resurrexit- Prawdziwie zmartwychwstał!

Zmartwychwstanie ukazuje, że w Jezusie Chrystusie zostaliśmy ukierunkowani na życie, i to życie, które się nie kończy. Jest to nasze wielkanocne odkrycie, które wyzwala nas z lęku o swoje istnienie i jest źródłem radości ogarniającej cały świat.

   My chrześcijanie nie możemy dzisiaj nie głosić pochwały tego wydarzenia, które nadaje ludzkiej egzystencji nowy sens i nowe znaczenie.

  Św. Jan Chryzostom tak opisuje wydarzenia z dzisiejszej nocy: ,,Przyjdźcie z radością do swego Pana, bogaci i ubodzy, wszyscy razem się cieszcie. Zapobiegliwi i lekkomyślni, uczcijcie ten dzień. Niech nikt nie płacze, że biedny, bo nastało królowanie wszystkich.

Niech nikt nie martwi się z powodu swych grzechów, bo z grobu zabłysło przebaczenie. Niech nikt nie lęka się śmierci, bo wyzwoliła nas od niej śmierć Zbawiciela.”

   Jak uczy nas Benedykt XVI, w Zmartwychwstaniu Jezusa zostały zrealizowane nowe możliwości bycia człowiekiem, które mają znaczenie dla wszystkich i otwierają przed ludźmi przyszłość, nowy rodzaj przyszłości.

Nie wystarczy, że w szalonym postępie cywilizacyjnym człowiek wznosi się na szczyty swoich osiągnięć technologicznych, kiedy uzurpuje sobie niemal ,,boskie przymioty’’, daje życie metodą  in vitro , zmienia płeć, a jednocześnie nie jest w stanie nakarmić głodnych, mimo światowych nadwyżek żywności, uleczyć chorych, mimo wielu rodzaju lekarstw, pocieszyć strapionych, mimo ogromnego przemysłu rozrywkowego.

  Źródłem prawdziwej radości i szczęścia jest nawrócenie się do Boga i autentyczne przeżycie spotkania ze Zmartwychwstałym.

  Oto przed każdym z nas otwiera się nowa , radosna przyszłość w Kościele, który jest naszym domem, jej początkiem jest przyjęcie bez lęku Zmartwychwstałego Pana, który dziś mówi:

,,Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz. Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie. ’’/Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę/

    A święty Piotr daje świadectwo: ,,każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów’’/Dz.10,43/ - Jak tę prawdę przekazać współczesnemu katolikowi, który w kościele zachowuje się jak w supermarkecie. Chce , żeby Kościół- parafia świadczyła mu usługi w dziedzinie chrztu, ślubu, pogrzebu, itp. Bez osobistych zobowiązań. Typowy konsument religijny. Przyszedł kupić jakościowo dobrą ,,usługę” religijną.

    Jak dotrzeć do jego wnętrza, serca, duszy?

,,Nasz naród w większości jest ochrzczony, ale czy Polacy żyją w mocy Ducha Jezusa Chrystusa? – pytał bp Kościoła Siedleckiego w Wielki Czwartek.

     Od prawie 1050 lat spoczął na naszym narodzie poprzez chrzest Duch Pański, po to abyśmy byli jedno, abyśmy byli jednego Ducha, Ducha Chrystusowego.

     Wielu naszych ochrzczonych rodaków nie wie czyjego są ducha, albo trudno im to określić.

,,Nieustanne spory i przepychanki w życiu społecznym pokazują jak bardzo jesteśmy targani duchem tego świata. W sakramencie chrztu zostaliśmy namaszczeni Duchem Świętym, by iść za Jezusem, który objawił całą prawdę o człowieku.(...) Chcę stać po stronie Jezusa Chrystusa, a nie po stronie takiej czy innej frakcji politycznej. Proszę również was...,  abyście stali ze mną po tej samej stronie –’’prosił nasz Pasterz, Bp Zbigniew Kiernikowski.

 Tak, po stronie Chrystusa, to znaczy również i po stronie Jego Kościoła. Bo jeśli mówię Chrystus -  tak, a Kościół – nie! – to objaw schizofrenii duchowej. Nie można oddzielać Chrystusa od Jego Mistycznego Ciała, czyli Kościoła, nie można dzielić Chrystusowego Kościoła na tych ,,dobrych”, postępowych świeckich i konserwatywnych, nie nadążających za duchem czasów, duchownych... .

  Dziś miliony znają Chrystusa, jest miliony ochrzczonych, a ilu w Niego wierzy autentycznie, ilu stanęłoby dziś pod krzyżem, by Go bronić, ilu poddaje się pod rządy tego Króla w cierniowej koronie na tronie krzyża?

   Ilu dziś jak Piłat pyta cynicznie: co to jest Prawda. Nie ma prawdy obiektywnej. Prawdą jest to co dla mnie jest dobre, przyjemne, wygodne........

 Co znaczy dla wielu współczesnych: pamiętaj abyś dzień....

Nie zabijaj, nie cudzołóż...., nie kradnij , nie mów fałszywego świadectwa.....

   Trwa dramat Wielkiego Piątku. Przesłuchania, kłamstwa, szantaże, lęk i wszechobecna pustka duchowa w ludziach, którzy osądzają Jezusa. Spoliczkowany Jezus przez jednego ze sług Annasza odpowiada: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23)

A do niejednego współczesnego Szawła, dobrze wykształconego, dobrze usytuowanego w życiu, należącego do elity władzy mówi:

,,Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto ty jesteś, Panie? – powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”/Dz 9,4-5/

Dlaczego prześladujesz Kościół mój !

Dlaczego straszysz Kościołem jako zagrożeniem dla tolerancji, wolności człowieka czy budżetu państwa.......

  Nie tak dawno, uczestnicy tzw. Manify w Warszawie krzyczeli: najwyższy już czas przeciąć pępowinę łączącą państwo z Kościołem, aby w ten sposób uwolnić państwo od tego ciężaru.

    Tylko ci młodzi, gniewni, podburzani na forach internetowych, którym coraz bardziej ogranicza się lekcje historii w szkołach, nie są w pełni świadomi tego, że organizmem macierzyńskim, karmiącym jest Kościół, nie państwo. Początki państwa polskiego wiążą się z Kościołem i z przyjęciem chrześcijaństwa. Gdy  w 1966 r. przeżywaliśmy wielkie millenium, towarzysz Gomułka próbował przecinać tę pępowinę, organizując uroczystości konkurencyjne do tych, które zorganizował Kościół pod przewodnictwem Prymasa Wyszyńskiego i była to wielka porażka komunistycznego przywódcy.

To nie państwo polskie rodzi Kościół, natomiast rola Kościoła przy rodzeniu i odradzaniu się państwa polskiego jest nie do przecenienia. Bez uwzględnienia tego faktu, porównanie relacji między państwem i Kościołem w Polsce do pępowiny staje się zafałszowane i przewrotne.

Religia katolicka i polski Kościół wraz z polską kulturą to także decydujący czynnik, który pozwolił rozdartemu przez zaborców narodowi zachować jedność i odzyskać państwo po 123 latach niewoli.

Każdy uczciwy człowiek przyzna również, że w wyzwoleniu z komunizmu i narodzeniu się dzisiejszego, demokratycznego państwa, rola Kościoła, z prymasem Wyszyńskim i Janem Pawłem II była ogromna, jeśli nie decydująca.

  Bracie i Siostro mówię do ciebie w ten wielkanocny poranek. Kochaj swój Kościół, to jest twój Dom, to twoja Matka zatroskana o ciebie, choć jednocześnie wymagająca – jak każda dobra matka jest wymagająca. Kościół to twoja rodzina, gdzie znajdziesz oparcie, zrozumienie, przebaczenie, sakramentalną moc, która zdolna jest cię przemienić, bo w Kościele jest obecny Zmartwychwstały Chryst
Kościele Chrystusowy
Jesteś domem

Jesteś rodzina

Jesteś komunią

W bólach rodzisz swoje dzieci

W wichrze Ducha Świętego

W ogniu chrztu świętego

Twoje ramiona są jeszcze bardziej otwarte

Niż ramiona całego kosmosu.

Kościele ośmiu błogosławieństw.

Kościele Magdalen i  Augustynów

Drogo wracających z bezdroży
 

Moście rzucony z nieba na ziemię

 Święty Kościele grzeszników

Raniony grzechem swoich dzieci

Rozdzierany. Spotwarzany

Krzyżowany

Żywy znaku Zmartwychwstałego Pana

Zwycięski  świadku

Proroku tego co ostateczne

Piękna Oblubienico

Czekająca na powrót swego Pana

Kościele, Matko moja. Amen

Ks. Kanonik Stanisław Małek


Wielki Tydzień

Wielki Tydzień to w tradycji chrześcijańskiej okres siedmiu dni tuż przed Świętami Wielkanocnymi. Ma on na celu przede wszystkim upamiętnienie ostatnich dni życia Chrystusa. Jest to niezwykły czas zadumy nad Ofiarą Pana. Najważniejszym momentem Wielkiego Tygodnia jest Triduum Paschalne, czyli czas rozpoczynający się wieczorną Mszą w Wielki Czwartek, a kończący drugimi nieszporami, czyli przedostatnią częścią modlitwy brewiarzowej, po południu w Niedzielę Wielkanocną.

Sama treść Wielkiego Tygodnia obejmuje wydarzenia począwszy od triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy w Niedzielę Palmową, poprzez Jego ostatnie dyskusje z Sanhedrynem, przepowiednie Jezusa o zburzeniu Jerozolimy i końcu świata, odbycie Ostatniej Wieczerzy i Mękę Pańską, na chwalebnym Zmartwychwstaniu skończywszy.

Wielki Tydzień w tradycji chrześcijańskiej pojawił się dopiero w IV wieku. W zależności od danego odłamu chrześcijaństwa, spotykamy się z różnorodnością obrzędów dotyczących poszczególnych dni Wielkiego Tygodnia.

Niedziela Palmowa

Niedziela Palmowa to pierwszy dzień Wielkiego Tygodnia. Geneza nazwy wywodzi się od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm. Jest to dzień uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, będący jednocześnie czasem poprzedzającym Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Podczas Liturgii Niedzieli Palmowej wyróżnić należy dwa momenty: procesję z palmami oraz wspomnienie Męki Pańskiej podczas czytania Ewangelii według jednego z trzech Ewangelistów: Mateusza, Marka bądź Łukasza.

Okres Niedzieli Palmowej ma więc na celu uświadomienie wiernym, iż triumf Chrystusa i Jego Ofiara są ze sobą nierozerwalnie połączone. Warto zauważyć, iż w tym czasie szaty kapłana nie wyrażają pokuty (okres pokutny oddają szaty barwy fioletowej), lecz są w kolorze czerwonym. Tak naprawdę okres Niedzieli Palmowej podkreśla majestat i siłę Chrystusa, który to poprzez swoją Mękę zostaje jedynie umocniony w sile i wkracza do miasta w pełnym majestacie, jako jego Pan i Król.

Zgodnie z tradycją, poświęcone palmy przechowuje się przez cały rok, by następnego roku można je było spalić i tak uzyskanym popiołem, obsypać głowy wiernych w dzień Środy Popielcowej. Warto dodać, iż dzień Niedzieli Palmowej dawniej określany był również mianem Niedzieli Kwietnej, gdyż najczęściej przypadał on w kwietniu – miesiącu pojawienia się pierwszych kwiatów.

Poniedziałek, Wtorek, Środa

Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środa to dni poświęcone sakramentowi pojednania. Ten czas Chrystus spędzał na nauczaniu swych uczniów w Świątyni, by na nocleg udać się do domu Łazarza, który mieścił się w odległej od Jerozolimy o około 3 kilometry Betanii. Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środa to dni niewyróżniające się specjalnymi obrzędami liturgicznymi.

Niemniej warto dodać, iż w Wielki Poniedziałek Chrystus spowodował śmierć drzewa figowego, gdyż nie znalazł na nim owoców, a jedynie same liście. Wielki Wtorek natomiast upamiętnia czas, w którym Jezus podczas polemik ze starszyzną żydowską zapowiada zniszczenie Jerozolimy, koniec świata, który zamknie dzieje ludzkości oraz najważniejsze wydarzenie - swoje Zmartwychwstanie.

Wielka Środa ma zaś bezpośredni związek z wydarzeniami Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku. To właśnie wtedy Sanhedryn na tajnej naradzie postanawia zgładzić Jezusa, do czego przyczynia się Judasz, który zawierając pakt z radą żydowską zdradza Mesjasza za 30 srebrników. Obiecuje tym samym śledzenie Proroka, a gdy Ten będzie sam – zawiadomienie rady i ułatwienie pojmania Chrystusa.

Wielki Czwartek

Wielki Czwartek to pierwszy dzień Triduum Paschalnego – czasu Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. Za moment oficjalnego rozpoczęcia Triduum Paschalnego przyjmuje się Mszę Wieczerzy Pańskiej. To dzień Ostatniej Wieczerzy, pożegnania Chrystusa i rozstania Nauczyciela ze swymi Apostołami, będący jednocześnie dniem ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa. Kapłaństwa, z jednej strony kładącego nacisk na Najświętszą Ofiarę, natomiast z drugiej - podkreślającego słabość i grzech człowieka, czego bezpośrednie tło stanowi zdrada Judasza.

Warto zwrócić uwagę, iż w Wielki Czwartek mają miejsce dwie msze: poranna - Krzyżma Świętego i wspomniana wieczorna Msza Wieczerzy Pańskiej.

Wielki Piątek

Wielki Piątek to dzień powagi, skupienia, kontemplacji i postu. To również dzień, w którym nie są odprawiane msze, ze względu na wielki szacunek do Ofiary złożonej na krzyżu przez Jezusa Chrystusa.

Na Liturgię Wielkiego Piątku składają się cztery części, a mianowicie: liturgia Słowa, adoracja Krzyża, Komunia św. i procesja do grobu. Liturgia Słowa poprzedzona zostaje prostracją, czyli symbolicznym leżeniem krzyżem przez kapłana. To właśnie wtedy odbywa się czytanie, które uwiecznia Modlitwa Powszechna.

Następnie do prezbiterium przenoszony zostaje krzyż, którego odsłonięcia kapłan dokonuje w trzech etapach, za każdym razem śpiewając: „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata”, po czym uzyskuje odpowiedź wiernych: „Pójdźmy z pokłonem”.

Następnie, z Hostii konsekrowanych w Wielki Czwartek, rozdawana zostaje Komunia Święta, po czym odbywa się procesja do Grobu Pańskiego, wystawienie Najświętszego Sakramentu w monstrancji nakrytej białym welonem oraz modlitwa.

Wielka Sobota

Wielka Sobota to szczególny czas w kościele katolickim. To okres ciszy, skupienia i przeżywania Paschy. Wtedy też wierni święcą wielkanocne pokarmy i czuwają przy grobie Pańskim. Po zachodzie słońca rozpoczyna się natomiast Wigilia Paschalna, przypominająca o Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Na Liturgię Wigilii Paschalnej składają się cztery elementy: Liturgia Światła, Liturgia Słowa, Liturgia Chrztu i Liturgia Eucharystyczna.

Zapraszamy wszystkich do przeżywania w duchu wiary poszczególnych dni poprzedzających mękę i zmartwychwstanie Chrystusa.
 


Powołanie proroka (cz.2)

W drugiej części I katechezy powiemy o powołaniu proroka. Na początku postawmy pytanie, co to znaczy być prorokiem, albo inaczej, czy łatwo być prorokiem?

Być prorokiem to być przekreślonym w oczach ludzkich. Dlatego prorok Jeremiasz, kiedy słyszy powołanie boi się, ale z drugiej strony wie, że jest niemożliwe tego głosu, który kieruje do niego Pan nie słuchać. Jeremiasz nie chciał być prorokiem. Mówi przeklęty dzień, kiedy się narodziłem. Bo wie z czym się wiąże być prorokiem. Bo to jest wystawienie siebie pod wiatr. Jeremiasz mówi Pan skierował do mnie słowo żebym ja był jego narzędziem i działał tak jak on chce, a nie tak jak ja, który chce działać dla siebie.

I Bóg zapewnia, że ja ciebie znałem zanim się jeszcze urodziłeś, poświęciłem cię, ustanowiłem cię (Jr 1,5). Co to znaczy, że Pan Bóg znał mnie zanim się jeszcze narodziłem, a więc przewidział wszystko we mnie? To znaczy, że to Bóg decyduje kto i kiedy będzie prorokiem. Może być tak, że ktoś w życiu będzie tylko 5 min prorokiem. Zależy to czy Pan Bóg przewidział Ciebie do tego i czy jesteś gotowy dać na to swoje życie. To jest bardzo ważne, że proroctwo to nie jest samo wybranie się. Jest to wybranie z racji i z mocy Pana Boga i jest niezależne od kondycji życiowej, społecznej, religijnej tego człowieka. Nie jest ważne kim jest. Ważne jest, że usłyszy słowo i okaże swoją gotowość pójścia wszędzie tam gdzie Pan pośle. Dotyczy to nie tylko kapłanów, osób zakonnych. Ale być prorokiem, to być nim również w swoim domu, wtedy kiedy dasz się Bogu prowadzić.

Ustanowiłem Ciebie prorokiem, tzn., że będziesz wszędzie tam gdzie ja ciebie pośle by inni mogli lepiej być, być wyprowadzeni z fałszu, głupoty, bałwochwalstwa. Aby inni mogli być w prawdziwych relacjach.

Prorok otrzymuje więc przesłanie, że jest w ręku Boga narzędziem wobec innych, wobec narodów. To Pan go zna, czyli wybiera, i poświęca, to znaczy przeznacza do posługi, i go ustanawia, a więc wyposaża w moc, by był dla innych. Znajdujemy tu odbicie właśnie tego, co zawiera się w imieniu samego Boga. Tego, który JEST, aby inni byli i by inni mieli życie. Prorok wchodzi w tę prawdę, która jest dla niego samego tajemnicą, i staje się głosicielem tajemnicy Boga. Będzie zwiastował rzeczy i prawdy, które często będą odmienne od ludzkich oczekiwań i zamiarów. Takie powołanie przerasta człowieka.

Prorok Jeremiasz mówi, że ja jestem młody, nie potrafię. A Pan Bóg na to: nie bój się pójdziesz tam i będziesz mówił to co ja Ci powiem. I ja cię będę bronił (Jr 1,6-7).

Motywacją do gotowości i odwagi podjęcia misji przez proroka jest zapewnienie, że Pan jest z nim. Można wprost powiedzieć, że prorok będzie doświadczał tego, że Pan nie tylko jest z nim, ale także jest całkowicie dla niego, by nie musiał dbać i zabiegać o siebie, ale mieć w sobie przekonanie, że to Pan utrzymuje i prowadzi jego życie i powierzoną mu misję. W życiu i misji proroka istotne jest to, aby nie bał się o siebie. Pan jest z nim, by go chronić.

I dalej Bóg też mówi – nie bój się żebym ja nie sprawił żebyś musiał się lękać. Kiedy Pan Bóg to sprawi? Wtedy, kiedy Ci zabierze pewność, wiarę, że On jest. A kiedy człowiek ma tę wiarę, że Bóg jest z nim, to nie musi się niczego lękać.

Pan Bóg mówi nie bój się, Ja będę ciebie prowadził, będę cię chronił (Jr 1,8). To nie znaczy, że nic ci się nie stanie, że będę cię prowadził, aby cię zachować. Nie, to nie o to chodzi, ale tzn., że ty będziesz miał najtrudniejsze różne doświadczenia, i w tym wszystkim Ja będę z tobą; tzn. zachowam cię, abyś ty spełnił swoją misje. Bo prorok jest tym, który nie jest dla siebie. Ale staje się kimś, a więc człowiekiem tej nadanej misji. Co więcej, właśnie pośród różnych przeciwności, których będzie doświadczał okaże się słuszność i prawość misji. Okaże się, że prorok nie prowadzi jej we własnym interesie, lecz w interesie tych, do których jest posłany. Prorok potrzebny jest do tego, aby w człowieku zostało odnowione podobieństwo Boga. Tej misji może sprostać ten prorok, który oddaje swoje życie dla objawienia prawdy, którą głosi. A więc ten, który swoim życiem pokazuje, że być na obraz i podobieństwo Boga, to nie być dla siebie, ale dla innych.

I co jest ważne, że prorok ma iść i będzie spotykał się z przeciwnościami. W posłannictwie jakie otrzymuje prorok znamienne są negatywne wyrażenia, że Bóg daje mu władzę, aby on wyrywał i obalał, by niszczył i burzył, a dopiero potem pozytywne - budował i sadził (Jr 1,10). Jest to zrozumiałe dlatego, że to co prorok obwieszcza jest wprowadzaniem nowego, a żeby coś nowe osadzić to trzeba najpierw zrobić porządek z tym co jest niewłaściwe. A zauważmy, że my byśmy chcieli przyoblec się w nowego człowieka nie tracąc starego. Chcielibyśmy być dobrymi, żyjącymi w pokoju, ale równocześnie ciężko nam jest zaprzeć się samego siebie. A nie da się skutecznie czynić i wprowadzać dobra, jeśli całkowicie nie odetnie się od zła. Odrobina zła niszczy dobro.

Na zakończenie zastanów się i porozmawiaj o tym ze swoimi bliskimi:

Misja proroka nieodłącznie jest związana z przełamywaniem samego siebie. Czy zauważam, że czasem próbuję występować w roli proroka i nawet z tego powodu ponosić ofiary, ale że głoszę własne poglądy i chcę przeprowadzić swoją wolę? Jak reaguję, gdy w moim życiu spotykam się ze sprzeciwem wobec siebie? Czy wtedy staram się rozeznać, czy jest on słuszny, czy nie, czy też z uporem trwam w moich przekonaniach?

2.  Jak wpływa na mnie to, co mówi prorok Jeremiasz o swoim powołaniu? Czy znajduję w historii własnego życia takie wydarzenia, które mi uświadamiają wierność Boga w moim życiu? W jaki sposób takie doświadczenia oddziaływały i oddziałują na moje decyzje; jak kształtują moje relacje z bliźnimi? W jakich sytuacjach zobaczyłem, że może jestem prorokiem według tego świata (tzn. tym, który mówi: jakoś to będzie, byle pomyślność, byle zdrówko, nic się nie poradzi, trzeba się jakoś urządzić, płynąć z prądem, nikomu się nie narazić itp.)?

W jakich sytuacjach potrafiłem stanąć po stronie prawdy Bożej i płacić za to czymś z własnego życia, a jednocześnie pozostałem wolny od forsowania własnych przekonań? Kiedy czuję (jestem pewien), że nie ulegam namowom powszechnie przyjmowanych opinii i trendów, a jednocześnie nie pozostaję z uporem przy swojej woli, lecz szukam woli Pana Boga?

Jak przeżywam sytuacje, w których sumienie (głos Boży) mówi mi, że trzeba najpierw wyrywać i obalać, niszczyć i burzyć, aby potem budować i sadzić (por. Jr 1,10)? Co jest wówczas we mnie silniejsze (wychodzi na pierwszy plan): dążenie (samo)zachowawcze czy gotowość pełnienia woli Bożej? Co będzie najpierw ode mnie domagało się ofiary? Jak patrzę na sytuacje tak zwanego zamiatania spraw pod dywan, gdy dotyczą one bezpośrednio mojego życia lub gdy w nich uczestniczę i jestem (współ)odpowiedzialny? Czy mam w sobie poczucie udziału w Bożej „władzy nad narodami”? Jak z tego udziału korzystam?

Ks. dr Marek Paluszkiewicz


Prezentacja o osobie Ks. Bpa Adolfa Piotra Szelążka 

1.             Błogosławiony Jan Paweł II powiedział, że „Naród bez przeszłości to naród bez tożsamości”. Poznając więc historię swojej rodziny, miasta, regionu, zagłębiając się w dzieje wydarzeń i życie ludzi, którzy tworzyli tę historię, odkrywamy własne bogactwo i odrębność wobec innych społeczeństw, pogłębiamy świadomość pochodzenia naszych przodków i poznajemy świat ich wartości dla których żyli, a wszystko w tym celu, aby odnaleźć tam własny ideał życia i dorastać do niego każdego dnia.

2.             Pragniemy także wszystkim tu obecnym przybliżyć postać Ks. bp Adolfa Piotra i jego wkład w historię Kościoła Chrystusowego i Ojczyzny, by właśnie tu, w miejscu jego narodzin dla świata i włączenia we wspólnotę Ludu Bożego, wybrzmiał ideał wartości, któremu poświęcił całe swoje życie i piękno osobowości, które może zachwycić niejednego człowieka.

 

Dzieciństwo i młodość

3.             Adolf Piotr urodził się 30 lipca 1865 r. właśnie tu, w Stoczku Łukowskim. Jego rodzice: Marianna z domu Gregoriew i Stanisław Szelążek ochrzcili go 13 sierpnia w kościele parafialnym. Miał on dwóch braci: starszego - Władysława i młodszego - Juliana. Niestety, gdy Adolf Piotr miał rok i sześć miesięcy zmarła jego matka oraz młodszy brat Julian.

4.             Z zachowanych akt metrykalnych wiemy, że ojciec Adolfa pochodził z Żelechowa, w 1863 był organistą w Łukowie, w 1865 r. mieszkał w Stoczku Łukowskim i pełnił funkcję pisarza gminnego w pobliskiej Prawdzie a w dwa lata później, po śmierci żony i najmłodszego syna, przeniósł się wraz z synami do Węgrowa, gdzie powierzono mu funkcję sędziego pokoju.

5.             Po tych przejściach rozpoczął się dla nich nowy etap życia, albowiem Stanisław Szelążek zawarł drugie małżeństwo z Eleonorą Dobraczyńską z Puław, zamieszkali wówczas w drewnianym, parterowym domu, położonym blisko kościoła parafialnego.

6.             W domu Szelążków panowała atmosfera głęboko religijna przeniknięta elementami o charakterze patriotycznym, w duchu miłości Boga i Ojczyzny. Młody Adolf Piotr był ściśle związany z domem rodzinnym oraz węgrowskim kościołem, gdzie przyjął po raz pierwszy komunię św. O tym wydarzeniu wspominał po latach: przed Najświętszym Sakramentem w naszym ukochanym kościele zespoliły się serca nasze z Najświętszym Sercem Pana Jezusa.

7.             Właśnie z domem rodzinnym związana była jego żarliwa pobożność Maryjna i eucharystyczna, pielęgnowana zarówno przez rodziców jak i przez miejscowych księży. Różaniec pozostał do końca życia jego ulubioną modlitwą.

Nauka

8.             Adolf Piotr ukończył szkołę początkową w Węgrowie a następnie podjął naukę w Męskim Gimnazjum Klasycznym w Siedlcach. Jego gimnazjalny kolega w taki sposób opisywał jego postawę z lat szkolnych. Kolega Szelążek lubił również niezmiernie nasze zabawy, z kościołem jednak najsilniej był zawsze związany. Na długo utkwiły mu w pamięci (...) mroczne poranki, gdy przy brzasku gwiazd, iskrzących na niebie, śpieszył do kościoła na roraty lub przed wieczorem dążył na ulubione przez młodzież majowe nabożeństwo.

Alumn płockiego seminarium (1883-1888)

9.             W 1883 r., gdy osiągnął 18 lat – zdecydował się na wstąpienie do seminarium w Płocku. Na tę decyzję Ojciec wykazał postawę ogromnej dojrzałości i głębię ojcowskich uczuć wobec syna, co wyraził w liście do rektora Seminarium. Napisał wówczas: Synowi memu Adolfowi Piotrowi (...) nie tylko zezwalam na obiór stanu duchownego, ale udzielam mu swego rodzicielskiego błogosławieństwa i proszę Ducha Świętego, aby raczył kierować jego sercem i rozumem tak, żeby stał się godnym obranego stanu.

10.        W okresie formacji seminaryjnej poprzez wytrwałą i systematyczną pracę zdobywał gruntowne przygotowanie intelektualne i duchowe do przyszłej posługi kapłańskiej. 26 maja 1888 roku przyjął święcenia kapłańskie, stając się sługą Boga i głosicielem Dobrej Nowiny.

Studia w Petersburgu 1889-1893

11.        Ks. Szelążek studiował w Akademii Duchownej w Petersburgu, którą ukończył tytułem magistra teologii. Po powrocie do Płocka został posłany do różnych zadań, w Kurii biskupiej i seminarium duchownym, a oprócz tego poświęcał wiele czasu na prace społeczne i charytatywne.

Rzymsko-Katolickie Kolegium Duchowne w Petersburgu

1904-1907

12.        Po wielu latach pracy w diecezji ponownie wyjechał do Petersburga na okres trzech lat, by pracować w Rzymsko-Katolickim Kolegium Duchownym oraz w seminarium duchownym, jako wykładowca. Jeden z jego wychowanków – biskup Ignacy Świrski - zaraz po swym ingresie do Katedry siedleckiej napisał w liście do Szelążka: Wasza Ekscelencja był w moim życiu gwiazdą przewodnią. Zapatrzony w tę gwiazdę porwałem się na studia wyższe, potem do kapłaństwa, potem na profesurę, wreszcie na rektora seminarium. Obecnie na tron biskupi. (...) Teraz kiedy rzucam wzrok wstecz, aż hen do czasów petersburskich śmiało mogę powiedzieć, że kierunek i kształt mojemu życiu nadał Wasza Ekscelencja.

Rektor seminarium

1909-1918

13.        Po powrocie do Płocka ks. Szelążek podejmował znów różne zadania. W 1909 r. został mianowany rektorem płockiego seminarium duchownego, gdzie z ojcowską troską dbał o rozwój intelektualny i duchowy kleryków. Oprócz tego bardzo aktywnie udzielał się w instytucjach charytatywnych. Warto zaznaczyć, że troska o ludzi opuszczonych, doświadczonych przez los lub dotkniętych chorobą stanowiła szczególny rys jego charakteru. W tym właśnie upodabniał się do Chrystusa, gdyż jak sam pisał: Podobieństwo do Ojca Niebieskiego polega najbardziej na miłosierdziu.

Biskup pomocniczy Płocki 1918-1925

14.        Ojciec św. Benedykt XV, doceniając szerokie zaangażowanie w sprawy kościoła ks. Szelążka 29 lipca 1918 r. mianował go biskupem pomocniczym płockim.

W jednym ze świadectw czytamy, że Ksiądz Szelążek, o postaci pełnej skromności, niedużego wzrostu, jest jednak, jak o nim mówią, człowiekiem o szalonej ambicji. Zdolny, pracowity, rozumny, przy tym zręczny dyplomata, umiał korzystać z każdej okoliczności i zyskać sobie zwolenników. (...).

Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego 1918-1925

15.        Wkrótce po ingresie przeniósł się do Warszawy, gdzie podjął pracę w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. W tym czasie przypadły mu w udziale prace związane z przygotowaniem i wprowadzeniem w życie konkordatu, który został podpisany w 1925 r.

16.        Piękne wspomnienie z tamtego okresu jego pracy odnajdujemy w Pamiętnikach profesora Eugeniusza Romera, który napisał: Z wielkim szacunkiem wspominam księdza Szelążka […] który prócz wysokich kwalifikacji towarzyskich uderzał punktualnością w pracy, a jednością informacji w słowie i piśmie. Jego zaś pogoda i siła ducha z chwilą zbliżania się nawałnicy wojennej do Warszawy uderzała w tamtym towarzystwie czarującym spokojem.

Biskup diecezji łuckiej na Wołyniu

17.        Papież Pius XI, który znał osobiście ks. bpa Adolfa Szelążka, i darzył go głębokim zaufaniem, 14 grudnia 1925 r. mianował go ordynariuszem diecezji łuckiej na Wołyniu. Ks. Biskup miał wówczas 60 lat.

18.        W jednym z artykułów w prasie napisano wówczas: Z woli Stolicy Apostolskiej zostaje w roku 1925 pierwszym biskupem łuckim w wolnej Ojczyźnie. I chociaż może serce mu radziło pozostać w centrum Polski, gdzie tak zasłużoną cieszył się miłością i uznaniem, gdzie tyle trzymał w ręku nici wiążących go ze sprawami polskimi i katolickimi w Państwie, rozum a przede wszystkim wola Ojca świętego każe pielgrzymować na wschód, by słowem gorącym, Pawłową miłością i nigdy nie wyczerpanym ani przygasłym zapałem, użyźniać nasze kresy.

 

Dążenie do odnowy Kościoła lokalnego

19.        Wyjeżdżając na Wołyń, biskup Szelążek był dobrze zorientowany w rzeczywistym stanie diecezji. Odnowę Kościoła w diecezji łuckiej rozpoczął od zwołania synodu diecezjalnego, który był pod hasłem: Przez synod do odrodzenia kleru – przez odrodzony kler do odrodzenia ludu.

20.        Ks. biskup Adolf Piotr Szelążek posiadał ogromny autorytet wśród kapłanów. Był to biskup, który rządził, ale nie rozkazywał. Dla kapłanów miał wielkie i dobre serce. (...) Nikogo (...) nie potępiał. Nie tylko wymagał od kapłanów by byli pobożni i posłuszni, ale własnym życiem dawał przykład takiej postawy.

21.        Był szczególnie wrażliwy na potrzeby chorych kapłanów. I jak to jeden ze świadków jego życia zauważył: Wobec nich Arcypasterz wprost jak gdyby przestaje być zwierzchnikiem, ażeby zostać wyłącznie ojcem.

22.        Wiele czasu poświęcał na wizytowanie poszczególnych parafii. Wykazywał niezwykłą umiejętność czytania w sercach ludzkich. Miał również zwyczaj odwiedzania diecezjan w ich prywatnych domach. Podczas tych spotkań – jak wspomina jeden z uczestników wizytacji – był pełen życia i uprzejmości, dla każdego znalazł czas i serdeczne słowo, aby go pocieszyć, rozmówić się z nim oraz udzielić swej światłej rady.

Pod opieką

św. Teresy od Dzieciątka Jezus

23.        Przed biskupem Szelążkiem Opatrzność Boża odsłania nowe źródło, w którym Ordynariusz dostrzega szanse na odrodzenie się moralne i duchowe diecezji łuckiej. Tym źródłem staje się nowa święta Kościoła powszechnego – Teresa od Dzieciątka Jezus. Zafascynował się jej małą drogą miłości i całkowitego zawierzenia się Dobremu Bogu.

24.        We wszystkich swoich trudnościach zwracał się o pomoc do małej świętej, a w końcu wybrał ją na Patronkę diecezji. Rozmiłowany w św. Teresie pragnął, by jej kult i duchowe dziedzictwo było przekazywane przez pokolenia.

 

Założyciel Zgromadzenia Sióstr św. Teresy

od Dzieciątka Jezus (1936)

25.        1 sierpnia 1936 roku powołał do istnienia Zgromadzenie Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus, aby siostry, na wzór swej Patronki, kształtowały w swej duszy pokorę, wielką miłość Boga i bliźnich, oraz pielęgnowały wśród dzieci i młodzieży dziecięcy stosunek do Pana Boga i przez służbę innym szerzyły cześć swej Patronki.

26.        Od początku istnienia Zgromadzenia Ojciec Założyciel całkowicie powierzył Opatrzności Bożej jego przyszłość i nigdy nie zwątpił, że Temu Dziełu Pan Bóg pobłogosławi.

Złoty Jubileusz Kapłaństwa (1938)

27.        Mówiono o biskupie Szelążku, że: jest dla diecezjan i rozumem i sercem i głosem sumienia. W rocznicę jego 50-lecie święceń kapłańskich napisano w jednym z czasopism:

W życiu naszego Pasterza zjawisko wyczerpania sił zdaje się nie istnieć. Jak za lat młodych tak i dzisiaj czcigodny 70-letni Starzec jest co dnia od godziny 5-tej rano na nogach, każdy dzień spędza przy regularnej pracy, umysł posiada zawsze jasny i bystry. Rokuje to długie jeszcze rządny naszego pasterza i pozwala się spodziewać wielu jeszcze pożytecznych dzieł dla życia religijnego naszej diecezji.

Wierność Kościołowi w okresie prześladowań (1939-1946)

28.        Wkrótce po tym wschodnie ziemie Polski znalazły się w niepokojących okolicznościach. 17 września 1939 r. Armia Czerwona przekroczyła wschodnią granicę, i diecezja łucka znalazła się pod okupacją radziecką. Nowa władza wyrzuciła Księdza Biskupa z Pałacu Biskupiego, ale on chociaż zmienił miejsce zamieszkania, nie opuścił swojej owczarni. Właśnie wówczas okazał się prawdziwym dobrym Pasterzem pozostając pośród swego cierpiącego ludu.

29.        Atmosferę tamtych dni oddaje świadectwo naocznego świadka, który w liście do Ordynariusza napisał: Płacz wdowców, lament wdów i sierot, półnagich i głodnych, niebo ustawicznie od pożarów czerwone, ryk bydła głodnego, wycie psów bezdomnych, oto atmosfera, którą przez szereg tygodni oddycham. Ks. Biskup otrzymywał też informacje z licznych parafii o bestialskiej rzezi polskich katolików i tym bardziej pragnął być ze swym cierpiącym ludem, dzieląc ich bóle i podtrzymując nadzieję.

30.        Władze radzieckie przy końcu 1944 r. nakazały księdzu biskupowi definitywnie opuścić Łuck. On jednak odpowiedział, że tylko papież może go odwołać. W konsekwencji za wierność Kościołowi i Papieżowi został aresztowany w nocy z 3/4 stycznia 1945 r. Umieszczono go w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego w Kijowie, gdzie przeprowadzono właściwe śledztwo.

31.        Ksiądz Biskup Adolf Piotr stając przez drzwiami celi, ucałował je i rzekł: Teraz rozumiem, dlaczego przypadła mi diecezja łucka, abym mógł cierpieć dla Chrystusa. Współuwięziony kapłan wspominał, że Ksiądz Biskup długo modlił się na klęczkach każdego dnia rano i wieczorem. Wszyscy księża razem głośno odmawiali trzy razy dziennie różaniec, a rano recytowali z pamięci Mszę świętą.

32.        Śledztwo zakończono odczytaniem aktu oskarżenia. W sporządzonym wówczas dokumencie proponowano wyrok: Adolfa Szelążka, Syna Stanisława (...) poddać najwyższemu wymiarowi kary – rozstrzelanie z konfiskatą całego osobistego mienia.

33.        Sam Biskup doświadczenie tych ciężkich miesięcy opisał w liście do papieża Piusa XII. Jeśli miałbym wyjaśnić jakie przeciwko mnie wysuwano zarzuty, mówię ogólnie: wyłącznie sprawy kościelne i religijne (...). Więzienie stało się dla mnie dosłownie Czyśćcem.

Właśnie tam, w więzieniu, 30 lipca 1945 r. ukończył osiemdziesiąty rok życia.

34.        Kapłani i diecezjanie wytrwale i gorąco modlili się o łaskę ocalenia swego Ojca. W relacji do Stolicy Apostolskiej czytamy: We wszystkich kościołach Diecezji modliliśmy się płacząc i błagając o zwolnienie naszego ukochanego Pasterza. (...) Niech Pan Nasz zlituje się nad więźniem z Kijowa.

35.        Modlitwy zostały wysłuchane. 6 maja 1946 r. Kolegium Specjalne przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, na skutek interwencji Stolicy Apostolskiej, zamieniło sugerowaną wcześniej karę śmierci na przymusową deportację. 17 maja Ks. Biskup Szelążek został przywieziony do Polski.

Powrót do Polski

36.        W sierpniu przybył do miejscowości Zamek Bierzgłowski koło Torunia, gdzie powitał go ordynariusz bp Kazimierz Kowalski słowami pełnymi serdeczności i życzliwości: „Proszę Waszą Ekscelencję o tę łaskę by przyjął Pałac i zechciał w nim zamieszkać ku radości nas wszystkich. W osobie Waszej Ekscelencji pragniemy posiadać i uczcić samego Chrystusa Pana na ziemiach pomorskich.”

37.        Ten niezłomny Biskup Wygnaniec, już nigdy nie mógł oglądać oczami ziemskimi swej diecezji, za którą bardzo tęsknił. Stał się jednak ogniwem łączącym wszystkich wygnańców i jak jeden z kapłanów wspominał: Kapłani naszej diecezji porozrzucani po całym kraju, pracują na różnych stanowiskach. Mimo rozproszenia czujemy się wszyscy jedną rodziną. Więzią, która nas łączy, jest nasz Arcypasterz (…).

38.        Pod koniec grudnia 1949 roku, w oktawie Świąt Bożego Narodzenia, Biskup Szelążek zachorował na grypę. Ta pozornie nie groźna choroba, połączona z trudami wygnania i przeżyciami z wiezienia, przyczyniła się do wycieńczenia organizmu. Po 3 i pół letnim pobycie w Zamku Bierzgłowskim Ksiądz Biskup odszedł do Domu Ojca 9 lutego 1950. Pogrzeb jego odbył się 13 lutego z licznym udziałem biskupów, kapłanów i wiernych świeckich.

39.        Podczas homilii pogrzebowej Bp Kowalski mówił o Biskupie Szelążku, że: „Wierni diecezjanie posiadali w Jego sercu zawsze pierwszeństwo, gdziekolwiek się znajdowali. (…) Dlatego (…) dziś żegnamy Go ze szczerym żalem w sercu, ale i też z nadzieją w duszy, że Jego życiowe dzieło, obumarłe dziś ziarnko pszeniczne, w przyszłości Chrystusowej i polskiej z Miłosierdzia Bożego tyle przyniesie owocu, że prześcignie i zasługi nasze i prośby.”

40.        Swoim życiem zaświadczył, że miłość do Chrystusa to przede wszystkim posłuszeństwo Jego woli i całkowite zawierzenie Opatrzności. Ten niezmordowany duch i siła wewnętrzna, jaką posiadał ks. bp Adolf Piotr niech się stanie wzorem dla każdego z nas do podejmowania walki o codzienne przybliżanie dusz do Chrystusa i rozpalenia miłości Bożej w sercach braci, stojących obok nas.

 


Rozważania Drogi Krzyżowej

Panie Jezu oto po raz kolejny w naszym życiu stajemy na progu Wielkiego Postu. Myślimy: czy to już? Jak ten czas szybko umyka. Nasze myśli uciekają od okresu Wielkiego Postu. Jest w nas trochę lęku, że znów będziemy słyszeć o Twoim cierpieniu za nasze grzechy Panie, o potrzebie przyjęcia cierpienia w naszym życiu. Te myśli tak bardzo nie pasują do tego jak żyje dzisiaj świat. Cierpienie nie jest w cenie. W cenie jest szukanie ucieczki, skutecznej i trwałej od cierpienia.

 

Panie Jezu proszę Cię o łaskę odwagi chrześcijańskiej. Proszę Panie poślij Swojego Ducha, Ducha Męstwa dla nas wszystkich, którzy zechcą rozważać Twoją Drogę Krzyżową Jezu.

Proszę Panie o odwagę przyjęcia prawdy o nas samych.

Proszę o odwagę trwania w tej prawdzie u stóp Twojego krzyża prosząc, aby Twoja Krew obmywała nas z naszych win.

Proszę o łaskę odwagi bycia chrześcijaninem w zwykłym codziennym życiu.

Proszę o łaskę odwagi wejścia w tajemnice miłości, miłości naszych nieprzyjaciół

Stacja I

Pan Jezus na śmierć skazany

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezu stoisz osaczony przez szalejących z nienawiści przeciwników. Jesteś sam jeden. Wokół nikogo, kto jest dla Ciebie zwyczajnie, po ludzku życzliwy. Patrzysz w oczy oskarżycielom, Piłatowi, osobom z tłumu. Panie jeszcze niedawno była niedziela palmowa, tak niedawno było słychać owacje, szmer gałązek oliwnych. Gdzie są Twoi zwolennicy? Gdzie są ci, których uzdrowiłeś, uwolniłeś, dałeś nowe życie?

Jezu sam jeden przyjmujesz niesprawiedliwy wyrok. Masz dosyć odwagi, aby to uczynić w milczeniu i ze spokojem, wolny od nienawiści, która rządzi tłumem krzyczącym „ukrzyżuj”.

Panie fundamentem Twej odwagi jest przylgniecie do Ojca. Bo ja i Ojciec jedno jesteśmy. Twoja siła tkwi w tym, że pełnisz wolę Boga Ojca.

A ja?

Zobacz Panie jak bardzo się boję niesprawiedliwych ludzkich ocen, chociaż one nie skazują mnie na śmierć. Jaki ból, gniew i złość budzą we mnie złe słowa kierowane do mnie. Ty widzisz Panie jak jestem wyczulony na najmniejszą nawet krzywdę. Jak bardzo chcę się tłumaczyć, wyjaśniać, czasami nawet sądzić za każde słowo zniewagi. Jezu, Ty jeden dostrzegasz jak często w chwilach ludzkiego skazywania szukam rozpaczliwie przyjaciół, tych, którzy mi pomogą. Ile we mnie buntu, gdy widzę, że ludzie się odwracają albo tchórzliwie milczą.

Przyjąć w samotności i milczeniu atak, bez nienawiści w sercu, bez zaciętości i chęci odwetu. Jakie to trudne dla mnie Panie.

Panie, przyjmujący niesprawiedliwy wyrok, błagam Cię o Twojego Ducha, szczególnie w tych sytuacjach, gdy spotyka mnie ludzka obmowa, nienawiść, zazdrość. Błagam Cię Panie uzdolnij mnie teraz do tego abym przebaczył, moim oskarżycielom, jeżeli takie sytuacje miały miejsce w moim życiu.

Panie udziel daru odwagi abym nie koncentrował się na sobie, na własnej krzywdzie, osobistym poczuciu sprawiedliwości. Uzdolnij Panie moje serce, aby przyjęło ten ludzki wyrok z cichością, w jedności z Tobą Boże Ojcze.

Daj mi Panie łaskę trwania przy Tobie, szczególnie blisko, wówczas, gdy inni ludzie odejdą daleko, na bezpieczną odległość, aby nie stała się im krzywda. Proszę uzdolnij do przyjęcia tej trudnej sytuacji w łączności z Twoją Wolą Boże Ojcze, abyś Ty był moją siłą. Panie niech Twój Krzyż będzie ukojeniem dla moich oczu

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja II

Pan Jezus przyjmuje krzyż.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Panie Jezu całe Twoje życie było przyjmowaniem krzyża. Zanim Panie wyciągnąłeś ramiona na belce krzyża, brałeś na siebie krzyże tak wielu ludzi chromych, niewidomych, opanowanych przez złego ducha. Panie, dzień po dniu wypełniałeś w ziemskim życiu wolę Twojego Ojca.

Panie, Ty pokazujesz swoim życiem, że odwagi uczymy się przez całe życie, przez tak wiele sytuacji. Uczysz każdego z nas stopniowo podejmować coraz trudniejsze zadania, coraz cięższe krzyże. Wzmacniasz nasze ramiona i dodajesz odwagi, choć my tego tak często nie widzimy.

Jak jest u mnie?

Jezu, Ty widzisz jak wiele krzyży w swoim życiu odrzuciłem. Jak w ostatniej chwili wybrałem to łatwiejsze wyjście, może nawet za cenę zdrady, kompromisu ze złem, ucieczki w obojętność.

Panie, mój trudno jest mi zwyczajnie przyjmować codzienny krzyż. Najpierw jest we mnie myślenie, co zrobić, aby było mi lżej. Tak rzadko rodzi się pytanie w sercu o to jak Ty, Bóg byś postąpił w tej mojej konkretnej sytuacji.

Panie proszę Cię ucz mnie każdego dnia, małymi krokami, trudnej sztuki odwagi w kroczeniu za Tobą. Sztuki przyjmowania krzyża trudnych relacji w rodzinie, choroby swojej lub kogoś bliskiego, braków materialnych, braku pracy, samotności, starości etc.

Panie proszę o odwagę przyjmowania krzyża, o zrozumienie, że nie ma innej drogi jak przyjęcie swojego krzyża i niesienie go razem z Tobą Boże.

Proszę jeszcze o jedno, aby moje przyjmowanie krzyża było czymś dla mnie normalnym, abym nie opowiadał o tym, nie szukał wsparcia w innych, abym Panie potrafił iść za Tobą zwyczajną, szarą drogą codziennych sytuacji. Uchroń mnie od życia w postawie męczennika, frustrata, stale niezadowolonego. Jezu ucz mnie codziennego trwania przy Tobie, przy Twoim i moim krzyżu.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała

Stacja III

Pan Jezus upada po raz pierwszy.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Panie Jezu, Ty Bóg – Człowiek zwyczajnie upadłeś i leżysz w prochu, brudzie ulicy. Upadłeś, bo przyjąłeś krzyż mojego życia, życia nas wszystkich, ze wszystkich pokoleń, które żyły i które będą jeszcze żyć po nas.

Jezu, Ty pokazujesz, że upadek pod ciężarem jest czymś naturalnym. Ty Człowiek byłeś również słaby a ciężar naszych win jest niewyobrażalny.

Jezu, z trudem, powoli, podnosisz się z brudu ulicy, z nędzy mojego grzechu. Ty, Panie nie odrzucasz krzyża, aby było Tobie łatwiej wstać. Dźwigasz się razem z tym wielkim ciężarem. Jesteście już zrośnięci ze sobą Bóg i Krzyż Miłości.

A ja…

Tak często załamuję się na pierwszej, poważniejszej przeszkodzie, którą spotykam na swojej drodze życia. Wówczas nie widzę, że jest to mój egzamin z odwagi. Panie Jezu nie mogę mieć do Ciebie pretensji, mówiłeś, że Twoja droga jest stroma i kręta.

Panie, powstający z pierwszego upadku spraw, aby nas nie zniechęcały pierwsze przeszkody. Jezu jak smutne było Twoje serce, gdy słyszało, że nie widzę sensu kolejnej spowiedzi z takiego czy innego, powracającego stale grzechu. Jak cierpiałeś, gdy nie powstawałem z upadku grzechu, jak kolekcjonowałem grzechy zanim znalazłem się u kratek konfesjonału.

Panie, Ty widzisz jak zmagam się z uczuciem wstydu podczas każdego upadku, jak koncentruje się na swojej słabości a nie na Twojej Miłości Miłosiernej, jak widzę w konfesjonale w osobie kapłana tylko człowieka a nie Boga, który czeka, aby mnie podnieść.

Jezu proszę o odwagę powstawania z moich pierwszych upadków abym nie odrzucał swego krzyża, nie oczekiwał, że ty Bóg zdejmiesz ze mnie zmaganie z konkretną sytuacją, słabością, grzechem. Proszę o zwyczajne, spokojne wołanie do Ciebie Panie unieś mnie z mojego brudu ulicy, w którym leżę. Podnieś mnie Panie razem z moim krzyżem i daj mi nowe siły na następne kilka kroków pod górę.

Proszę Panie o odwagę kroczenia za Tobą, mimo że jest to droga upadków.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja IV

Pan Jezus spotyka swoją Matkę.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezu w swojej dalszej drodze dostrzegasz Matkę. Maryja była od początku przy Tobie Jezu. Tak jak każda matka, czasami niewidoczna, tym razem wyszła, aby umocnić swoją dobrocią i zwyczajną obecnością.

Maryja była odważna, ponieważ kochała. Miłość zawsze jest odważna. Apostołowie uciekli, zginęli w tłumie, tak bardzo bali się o samych siebie, że zapomnieli o Tobie Jezu. Tchórzostwo zawsze ma korzeń w naszym lęku o samych siebie.

Maryjo, Ty uczysz, że odwaga chrześcijańska wynika z miłości. Tam gdzie nie ma miłości nie będzie odwagi.

Co widzę w swoim sercu?

Matko tak mi wstyd teraz, gdy dostrzegam ile razy nie miałem odwagi stanąć po stronie Jezusa, po stronie jakiegoś uczciwego człowieka, po stronie przegranej sytuacji. Tyle razy kalkulowałem, patrzyłem czy to ma sens wyjść z tłumu i okazać, chociaż niemy sprzeciw. Tyle razy nie miałem odwagi stanąć po stronie tego, który walczy. Myślałem to nie ma sensu, jemu nie pomogę a sobie zaszkodzę, to z góry przegrana sytuacja.

Matko Bolesna uproś nam łaskę wzrastania w miłości do Boga i ludzi a moja odwaga narodzi się sama w konkretnych sytuacjach. Proszę Cię Matko ucz nas jak być wsparciem dla innych, jak podnosić na duchu swoją obecnością, życzliwością, dobrocią.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …=

Stacja V

Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi dźwigać krzyż.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Szymonie, wracałeś zmęczony z pracy w polu, chciałeś już jak najszybciej być w domu, zwyczajnie odpocząć. Nie zamierzałeś nikomu pomagać. Przymuszono cię do dźwigania krzyża Jezusa. Nie miałeś odwagi ani potrzeby serca. Myślałeś o sobie, ot zwyczajny ludzki egoizm i dbanie jedynie o swoją wygodę. Znam to dobrze z własnego życia.

Ta droga z krzyżem Jezusa odmieniła twoje serce Szymonie. Nawet nie wiedziałeś, że dźwigając krzyż Jezusa niesiesz również ciężar własnego egoizmu. To wędrowanie odmieniło cię całego -  Święty Szymonie z Cyreny.

Panie, tyle razy jak Szymon próbuję nie dostrzegać kogoś, komu trzeba pomóc. Może już moje serce jest tak zajęte sobą, że nawet nie dostrzegam wśród ludzi codziennie spotykanych tych z krzyżem, którzy niemym wołaniem proszą o pomoc.

Czasami Bóg wymaga od nas zajęcia odważnej postawy. Zwykle stawia obok nas wówczas odważnego człowieka i wzywa do współpracy. Początek wydaje się trudny, ale jest to godzina łaski, czas, gdy Jezus uśmiecha się do mnie spod krzyża niesionego razem z Szymonem.

Jezu, proszę o odwagę zaparcia się siebie i  przyjęcia krzyża drugiego człowieka. Sądzeni będziemy z miłości, więc proszę Panie nie patrz na moją niechęć. Proszę przymuś mnie tak jak przymuszono Szymona. Proszę daj łaskę, aby dźwiganie krzyża z drugim człowiekiem odmieniło moje serce.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja VI

Święta Weronika ociera twarz Jezusowi.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Weroniko, miałaś serce czułe na potrzebę pomocy drugiemu, serce kochające czynem, serce odważne. W rozumieniu tylko ludzkim to, co zrobiłaś było szaleństwem, porywem serca, które nie patrzy na siebie, nie chroni, nie kalkuluje. Jeden gest a ile w nim miłości.

Oto zapłata Boga za tą miłość. Odbicie Oblicza Jezusa na twojej chuście Weroniko. To Oblicze zawsze patrzy i na nas, kiedy uczynimy jakieś zwyczajne dobro innemu nie patrząc na nagrodę, na własne koszty.

Weroniko uczysz mnie dzisiaj, że na miłość zawsze jest czas, nie można nie mieć czasu kochać. Można natomiast mieć skamieniałe serce, które już nie jest zdolne na taki czyn jak twój.

Weroniko proszę módl się na naszymi kamiennymi sercami, które tak bardzo chcą być kochane, że zapominają kochać. Proszę o spontaniczność, o odwagę w czynach, których źródło jest w Bogu – Miłości.

O Święta Twarzy Jezusa czyń mnie zdolnym do zwykłych, odważnych gestów miłości. Jezu ucz mnie przez dar odważnej spontanicznej miłości sztuki zapominania o sobie, oczyść moje intencje czynienia dobra abym nie dla nagrody, nie dla dobrego imienia, ale z potrzeby serca wychodził z własnego egoizmu, ku drugiemu. Miłość to proste, spontaniczne gesty. Jezu ucz mnie takiej miłości abym mógł uradować Twoje Oblicze, jak Weronika.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja VI

Pan Jezus upada po raz drugi

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Panie Jezu przyszedł czas na Twój drugi upadek. Wiedziałeś, że on nastąpi, że będzie trudniejszy od poprzedniego. Bóg przygnieciony krzyżem naszego braku miłości, leży na kamieniach ulicy. Pot, krew i brud miasta, to wszystko jest teraz na Twojej Twarzy Jezu. Krzyż przygniata, widzisz jak wielu z nas zwyczajnie nie przyjmie Twojego trudu, jak odrzuci łaskę zbawienia, wybierze inną drogę.

Panie podnosisz się, wśród krzyków tłumu, dodatkowych poszturchiwań i bicza żołnierza, który chce Cię w ten sposób podnieść. Boją się, że umrzesz na ulicy, a nie taki mają plan zemsty dla Ciebie.

Uczysz Jezu, że wytrwałość jest najszlachetniejszą formą odwagi. Zniechęcenia są największym wrogiem odwagi.

Trzeba wiele odwagi, aby przejść przez życie, przez tak wiele trudnych decyzji, dramatów, porażek. Potrzebujemy Panie Twojego daru odwagi, aby być chrześcijaninem do końca. Ty mówisz: kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony.

A ja…

W tej stacji oddaję Tobie Panie wszystkie moje zniechęcenia w podjętych postanowieniach wielkopostnych, moje upadki, te które są tak silne, że nie mam siły się z nich podnieść, sytuacje gdy ludzie wokół, gdy upadnę, rzucają się na mnie obrzucając obelgami, sarkazmem, swoją nienawiścią.

Jezu podnoszący się z drugiego upadku proszę o łaskę wytrwałości dla mnie, gdy będę leżał bez sił w brudzie mojego życia. Panie broń mnie przed zniechęceniem. Spraw, abym czuł Twoją obecność, Twoją siłę, gdy mojej ludzkiej siły zabraknie całkowicie

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiał

Stacja V

Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezu już coraz bliżej Golgota, ale jeszcze przed Tobą płaczące niewiasty. Panie, który widzisz serce człowieka. Dostrzegasz w tych łzach więcej strachu niż odwagi współczucia Tobie. Panie mówisz do każdego serca plączących kobiet jerozolimskich – córko nie płaczesz nade mną, łzy wyciska tobie własny żal i ból nad sobą i najbliższymi.

W ludzkim życiu tak wiele jest sytuacji, gdy inni płaczą nad naszym cierpieniem. Dziwna rzecz, że te łzy nie dają otuchy cierpiącemu. Ciebie Panie łzy plączących kobiet również nie podniosły na duchu.

A ja …

Jak często jestem wśród płaczących kobiet, gdy innych spotyka cierpienie. Jak często wydaje mi się, że to moja szlachetność wyciska łzy na czyimś pogrzebie, przy zetknięciu z dramatem choroby lub kalectwa.

Panie i do mnie mówisz, że prawda o moim sercu jest całkiem inna. Dramat drugiego rozczulił mnie, skoncentrował na sobie, łzy wysika mi lęk o mnie samego o to, co będzie, gdy to mnie spotka podobne nieszczęście?

Jezu pocieszający płaczące niewiasty proszę Cię o łaskę solidarności w odwadze przechodzenia przez każdy dramat życia. Proszę uchroń nas od solidarności w lęku o nas samych, od rozczulania się, od tchórzostwa.

Proszę Jezu abym zobaczył tak jak, płaczące niewiasty, że nie nad Tobą Jezu płaczę a nad sobą.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja IX

Pan Jezus upada po raz trzeci.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Panie Jezu, tak niedaleko już do Golgoty. Po raz trzeci upadasz. To najgłębszy kryzys. To kres wszystkiego, co było w Tobie ludzkie, już żadnej siły, żadnego oparcia. Ty – Bóg leżysz bezsilny w rynsztoku ludzkiego grzechu, mojego grzechu. Czujesz Panie mój grzech całym sobą.

Ludzka odwaga opiera się o siłę. Dlatego tak bardzo boimy się sytuacji, gdy brakuje nam ludzkiej siły. Lękamy się starości, choroby, kalectwa gdyż te stany wprowadzają nas w stan bezsilności ludzkiej. Często mówimy o kimś – jaki on silny, jaki odważny.

Jezu podnoszący się z trzeciego upadku pokazujesz nam, że prawdziwa siła i odwaga, ta oparta na Ojcu, zaczyna się dopiero tutaj, gdy nie ma już nic z ludzkiej siły.

Panie ucz mnie prawdy, że chrześcijanin nie jest silny mocą własną, ale siłą i mocą pochodzącą od Boga. Nasza ludzka siła zwykle buduje w nas pychę, samozadowolenie. Siła przychodząca z wysoka uczy pokory, gdyż wiemy, że nie od nas ona pochodzi.

Panie powstający z trzeciego upadku, proszę o odwagę potrzebną do wyjścia z najcięższego kryzysu, jaki czeka mnie w życiu. Błagam Panie abym miał wówczas wiarę, aby powstać.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja X

Pan Jezus z szat obnażony.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył. Jezu teraz każdy skrawek Twojego ciała jest sklejony potem i krwią z szatami. Każdy krok to ból, każdy ruch mięśni rozrywa ledwie przyschnięte rany. Co jeszcze jako człowiek mogę wymyśleć dla Ciebie?

Odarcie z szat! Jaki niewyobrażalny ból rozerwania wszystkich ran! Jaki ból stanięcia przed wrogami całkiem nagi, bez żadnej obrony, nawet osłony ubrania!

Panie Jezu obnażony z szat uczysz mnie teraz tej trudnej sztuki stawania w prawdzie o sobie przed Bogiem i ludźmi. Mieć odwagę spojrzeć w oczy prawdzie o sobie. Mieć odwagę pytać Boga – Panie, jakie tak, naprawdę jest moje serce? To prawdziwa odwaga.

A ja …

 Widzisz Jezu, że całkiem nie posiadam tej sztuki. Nawet więcej, uważam często, że wiem, jaki jestem i że nie ma się, nad czym zbytnio zastanawiać, przecież jest tylu innych gorszych ode mnie. Trzeba się zająć prawdziwymi problemami a nie grzebaniem w sobie!?

Jezu moja pycha obdziera Cię teraz z Twoich szat!!!

 Jezu, odarty z szat na Golgocie, błagamy Cię o potrzebę prawdy w życiu każdego z nas. Błagamy o to abyś Ty sam mówił i pokazywał nam prawdę o nas. Błagamy abyśmy koncentrowali się na prawdzie o nas a nie mieli pragnienie mówienia niby prawdy o innych.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja XI

Pan Jezus przybity do krzyża.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Panie, oto tajemnica, w której ludzkie słowa wszystkie stają się małe. Cóż można powiedzieć, o Bogu – Miłości przybitym do krzyża? Niewyobrażalne cierpienie fizyczne, ale jeszcze bardziej niepojęta wielkość Ducha.

W czasie przybijania do krzyża Jezus nie myśli o tym, co ludzkie w Nim, o bólu, samotności, lęku. Jezus modli się za oprawców : Ojcze nie poczytaj im tego grzechu, bo nie wiedzą co czynią.

 Potrzebna jest wielka odwaga, całkowita wolność od swojego egoizmu by tak skrajnie nie myśleć o sobie. Odwaga niepojęta, aby prosić o przebaczenie winy oprawcom.

A u mnie Jezu…

Widzisz Panie jak trudna jest dla mnie ta stacja nawet do tego, aby się nią modlić. Balansuję gdzieś między tanim współczuciem a lękiem o siebie – jak płaczące niewiasty.

Panie boję się nawet pomyśleć, że może mnie kiedyś spotkać tak trudna sytuacja, że coś lub ktoś może mnie tak skrępować i odebrać wszystko, tak jak Tobie.

Jezu składam u Twojego krzyża mój lęk przed cierpieniem. Lęk nawet przed myśleniem o cierpieniu.

Zobacz Panie jak słaba jest moja wiara. Jak bardzo liczę na siebie i dlatego rozważanie tej stacji całkowicie mnie przerasta jako człowieka.

Jezu, przybity do krzyża uczyń cud przemiany mojego serca. Staję przed Tobą jak dobry łotr i wyznaję moją nicość.

Panie obiecaj, że tak przeprowadzisz mnie przez życie, że w godzinie mojej śmierci usłyszę: dziś jeszcze będziesz ze Mną w niebie.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

 Stacja XII

Pan Jezus umiera na krzyżu.

 Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 Na krzyżu umiera Człowiek. Miłość żyje wiecznie. Nie można zabić Miłości. Ostatnie słowa Człowieka – Ojcze, w ręce Twoje powierzam ducha Mego. Wielkość tej chwili nie wyrażą słowa. Pozostawmy chwilę na milczenie aby to serce odczuwało.   (…)

 Ostatni moment Jezusa jako człowieka i kiedyś nasz ostatni moment, niech będzie czasem odwagi spojrzenia w oczy Miłującego Boga. Proszę uwolnij mnie o lęku przed śmiercią.

A ja…

Zobacz Jezu jak boję się tematu śmierci. Tematu potraktowanego poważnie. Nie z filmów grozy ani sensacji. Świat żyje tak jakoby śmierci miało nie być. To, co przypomina nam nieuchronnie o śmierci to starość i choroba nieuleczalna, więc dlatego tyle pomysłów, aby niby ulżyć w cierpieniu poprzez skrócenie czyjegoś życia.

 Tak na prawdę nie chodzi o dobro osoby, która cierpi tylko o strach tych, którzy żyją i na to patrzą bez wiary. Stając w majestacie śmierci nie można już żyć jak w reklamach i serialach. Wówczas stając u łóżka umierającego, widze co tak naprawdę jest warte moje życie. Ten obraz mnie przeraża, bo nie jest dla mnie korzystny. Dlatego tyle pomysłów, aby usunąć umieranie.

 Panie Jezu umierający na krzyżu przyjdź proszę z łaską do każdego z naszych serc. Proszę wlej wiarę, że umierając idziemy w ręce Boga Miłującego, Boga Miłosierdzia. Tylko ta wiara usunie z naszych serc pogański lęk przed umieraniem.

Panie Jezu poślij swojego Ducha do wszystkich pogrążonych w żałobie, aby wierzyli, że ktoś, kogo kochali tutaj na ziemi teraz jest kochany i kocha w pełni, bo jest jedno z Bogiem, który jest samą Miłością.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Stacja XIII

Chrystus zdjęty z krzyża.

Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 Panie Jezu Twoje ciało jeszcze wisi na krzyżu. Pod krzyżem Matka i Jan. Czy znajdzie się ktoś, kto odda Twoje ciało w ręce Matki? Nikodem i Józef z Arymatei to odważni ludzie, którzy w chwili całkowitej klęski tego co ludzkie, nie baczą na siebie, na to, że mogą za opowiedzeniem się za Tobą utracić godność, stanowisko, dobre imię. To mężczyźni, którzy pojęli Miłość i stąd wynika ich odwaga. Już Jezu jesteś w najlepszych z ludzkich dłoni, w ramionach matki.

 A jak jest u mnie?

 Józefie z Arymatei Ty wiesz doskonale jak trudno jest przeciwstawić się naciskowi środowiska. Wiele razy Panie Jezu nie potrafiłem zachować godności chrześcijanina na pogrzebie. Wiele razy słuchałem lub może nawet rozgłaszałem w kondukcie żałobnym ostatnie informacje o zmarłym, te dobre, ale i te złe. Ile razy Jezu nie miałem chęci pójść na różaniec za zmarłego tłumacząc się tak błahymi powodami. Ile razy groby najbliższych traktuje jak okno wystawy sklepowej – najładniejsze znicze, największe wieńce i jedynie odrobinę modlitwy.

 Panie zagubiłem to, co najważniejsze – miłość. Proszę Panie abym odnalazł w ostatniej posłudze to co stanowi istotę  – Ciebie, Boga.

 Matko Bolesna proszę Cię wyjednaj potrzebne łaski osobom, które teraz zmagają się z ciężarem żałoby po najbliższych. Matko Ty jedna wiesz jak trafić do zamkniętego bólem serca. Proszę o Ducha Pocieszyciela dla wszystkich potrzebujących.

Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

 Stacja XIV

 Pan Jezus złożony do grobu.

 Kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, duszy zabić nie mogą. Panie Jezu pocieszasz Apostołów, którzy owładnięci lękiem i rozczarowaniem znaleźli się w grobie niewiary, chociaż byli żywi. Teraz Panie Twoje słowa stały się takie realne. Pokazujesz, że nie grób jest końcem życia, ale piekło. Z grobu jest wyjście ku wiecznemu szczęściu. Wyjścia nie ma jedynie z piekieł.

 A ja…

 Panie czy przypadkiem nie żyje tak jakby śmierć miała nigdy na mnie nie przyjść? Może żyje jedynie tym, co niesie codzienność, płynę z prądem, raz z Tobą, więcej przeciwko Tobie. Jak naprawdę w Twoich oczach wygląda moje życie?

Panie uwolnij mnie od lęku przed grobem. Pokaż proszę prawdę o tym czy przypadkiem uciekając myślą od grobu nie idę szeroką drogą ku zatraceniu?

 Panie Jezu złożony w grobie, proszę o łaskę prawdziwego szacunku dla cmentarzy, grobów najbliższych, ale i grobów zaniedbanych, anonimowych.

Proszę o zrozumienie, że cmentarz jest miastem najbardziej szczęśliwym, nigdzie nie mieszka tylu świętych co na każdym cmentarzu, tym wielkim i słynnym i tym małym wiejskim.

 Któryś za nas cierpiał rany …

I Ty, któraś współcierpiała …

Amen


Bp Tadeusz Bronakowski przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Starożytny mędrzec Platon w jednym ze swoich dzieł zapisał metaforyczną historię, która do dzisiaj budzi wiele refleksji. Oto grupa ludzi zamieszkuje mroczną jaskinię. Nie mogą jej opuścić, ponieważ są przykuci łańcuchami. Nie znają zewnętrznego świata.  Za ich plecami płonie ognisko, które oświetla jedną ze ścian. Na tej ścianie pojawiają się cienie prawdziwego życia, które toczy się na zewnątrz jaskini. Od niej odbijają się także głosy ludzi i przyrody. A zatem mieszkańcy jaskini trwają w mroku. Widzą tylko wyblakłe cienie. Słyszą niewyraźne echo. Żyją w świecie nieprawdziwym, w świecie iluzji.

Tę filozoficzną opowieść można rozumieć na wiele sposobów. Dzisiaj odnosimy ją do naszego życia moralnego i społecznego. Widzimy bowiem, jak każdego dnia media kreują wirtualną rzeczywistość. Niekończące się seriale, wszechobecne reklamy, programy rozrywkowe i inne przejawy kultury masowej tworzą nową wizję świata i człowieka. Wielu socjologów twierdzi, że współcześni ludzie postrzegają sztuczne wytwory mediów za coś realnie istniejącego.

Widzimy to również w naszej ojczyźnie. Coraz częściej Polacy przypominają właśnie ludzi uwięzionych w mrocznej jaskini. Ludzi, którzy nie znają prawdziwych wartości. Ludzi wpatrzonych w fałszywe obrazy i rozmyte cienie.  Ludzi zasłuchanych w głuche echo półprawd i kłamstw.

 Pogrążamy się w mroku grzechu i zła, nie dostrzegając dookoła nas prawdy, dobra, miłości. Coraz więcej osób przyjmuje wizję życia bez Boga i bez Jego przykazań. Dookoła tworzy się świat pełen relatywizmu, świat pomieszanych wartości, świat moralnego zagubienia.

 Platońską metaforę ludzi uwięzionych w mrocznej jaskini odnosimy dzisiaj do społecznej świadomości związanej ze spożywaniem alkoholu. Polacy tak bardzo przyzwyczaili się do wszechobecnego alkoholu, że nie potrafią już wyobrazić sobie innego życia. Łańcuchy wielopokoleniowych przyzwyczajeń i nawyków krępują myślenie o alkoholu. Przywykliśmy do tego, co nie jest i nie powinno być postrzegane jako norma.

Alkohol jest wszędzie. W osiedlowych sklepikach i wielkich marketach, na stacjach paliw i w pociągach, w samolotach i barach. Nawet w akademikach powstają nielegalne meliny, gdzie alkohol kupują studenci - przyszła polska inteligencja. Alkohol jest dzisiaj dostępny non-stop. W rzeczywistości łatwiej dzisiaj w Polsce kupić w nocy alkohol, niż lekarstwa.

Co roku alkohol zabija kilkanaście tysięcy Polaków. Zabija dwukrotnie więcej, niż śmiertelne wypadki na polskich drogach. Ale nie przebija się to do szerokiej świadomości. Nie rozmawia się o tym.

A jakie uczucia wzbudza w większości Polaków osoba nietrzeźwa spotkana na ulicy? Czy potrafimy jeszcze dostrzec dramat takiego człowieka? Czy nie odwracamy zbyt łatwo oczu? Może wydajemy szybki wyrok, znajdujemy łatwe wytłumaczenie. A przecież każdy uzależniony to nie tylko indywidualna historia ludzkiego upadku. To nie tylko osobna historia rodzinnego dramatu. Każdy uzależniony, a jest ich w Polsce milion, to donośne wołanie do sumienia społeczeństwa. To oskarżenie wypowiedziane pod adresem społecznej bierności, to oskarżenie o brak odpowiedzialności i miłości do drugiego człowieka.  Czy potrafimy jako społeczeństwo usłyszeć to oskarżenie?

Dlaczego nie dziwią nas już młodzi pijący alkohol? Dlaczego nie oburza zachowanie tych, którzy  sprzedają młodym alkohol? Dlaczego lekceważy się łamanie prawa? Dlaczego w potocznym rozumieniu każda młodzieżowa impreza musi się przerodzić w alkoholową libację? Skąd tyle beztroski u rodziców, którzy przymykają oczy na upijanie się ich dzieci? Dlaczego nie reaguje się, skoro polska młodzież topi swoje życie w alkoholu?!

Widzimy też, jak wiele niezrozumienia i kpin spotyka tych, którzy decydują się na organizację bezalkoholowego przyjęcia weselnego. Większość społeczeństwa żyje w szkodliwym przekonaniu, że nie ma wesela bez alkoholu. Nie ma chrzcin, ani komunii świętej bez alkoholu. Dla wielu nie można świętować sukcesu, nie można odpoczywać i dobrze się bawić bez alkoholu.  Jeżeli większość osób nie umie spędzić z najbliższą rodziną i przyjaciółmi kilku radosnych godzin bez alkoholu,  to jest to właśnie przejaw nasze zniewolenia.

A czyż nie przyzwyczailiśmy się do tego, że nasze ulice oblepione są reklamami alkoholu? Czy naprawdę nie potrafimy już sobie wyobrazić naszych miast bez kolorowych reklam piwa?

Alkohol traktowany jest jako podstawowy produkt spożywczy w  tak wielu rodzinach. Mimo kryzysu, mimo biedy, mimo wielu problemów, w ubiegłym roku w Polsce wydano na piwo i wódkę 25 miliardów złotych. To kwota którą można by dwukrotnie spłacić zadłużenie wszystkich polskich szpitali. To jest skala naszego społecznego zniewolenia.

Pogrążanie się w świecie złudzeń i pozorów, w świecie mrocznego zniewolenia, dobrze pokazują także ostatnie wydarzenia w polskim życiu publicznym.  Rada Ministrów przyjmuje wartościowy program profilaktyki i zapobiegania problemom alkoholowym. Wzywa się w nim do ograniczenia fizycznej dostępności alkoholu. Kilka miesięcy później Sejm przyjmuje jednak rządowy projekt ustawy umożliwiającej handel piwem na stadionach. Sprzeczność deklaracji z czynami jest aż nazbyt widoczna.

Idźmy dalej. Przez kilka tygodni przychylne rządowi media zachwycały się raportem „Młodzi 2011." Nikt nie zapytał jednak ministrów odpowiedzialnych za powstanie tego raportu, dlaczego nie czynią nic, aby realizować zapisy w nim zawarte. Dlaczego rządzący nie próbują zakazać reklamy alkoholu, skoro w raporcie czytamy, że „...wiele problemów zdrowotnych [ludzi młodych] wynika (...) ze świadomego wyboru stylu życia lansowanego przez kulturę. Przykładem jest np. sięganie po używki." Badania mówią jasno, że zakazanie reklamy alkoholu przyniesie spadek spożycia alkoholu o kilkanaście procent.

Widzimy więc, że rządzący dysponują odpowiednią wiedzą. Czego zatem brakuje, aby zmieniać nasze społeczeństwo na lepsze? Czego brakuje, aby chronić zdrowie Polaków, przede wszystkim zdrowie najmłodszych? Kiedyś pytaliśmy wspólnie, czy to ignorancja, czy zła wola? Skoro wykluczamy ignorancję, odpowiedź jest tylko jedna.

Spójrzmy na inny przykład. Wielu ekspertów alarmuje, że w Polsce rośnie liczba bezpłodnych osób. Panaceum na to zjawisko ma być moralnie niedopuszczalna praktyka zapłodnienia in-vitro. Żaden z tych ekspertów nie mówi jednak w publicznej dyskusji, że wiele przypadków bezpłodności wynika z nieodpowiedzialnego spożywania alkoholu przez młodych. Nie mówi się głośno, że alkohol działa jak środek wczesnoporonny. Dlaczego tak mało uwagi poświęcono wynikom badań mówiących, że co trzecia Polka w ciąży pije, czyli szkodzi swojemu nienarodzonemu dziecku? Skąd się bierze takie przemilczenie? Jakie motywacje za nim stoją?

Dlaczego w naszym społeczeństwie sprawy troski o trzeźwość spowija mrok? Dlaczego musimy wciąż poruszać się pośród mgły, dlaczego zadowalamy się rozmytymi cieniami i głuchym echem prawdy?

Próbą oświetlania tego mroku, próbą pokazywania prawdziwej rzeczywistości jest sierpień - miesiąc abstynencji. Tylko dlaczego w mediach niemal powszechnie go przemilczano? To najskuteczniejsza strategia manipulacji i propagandy. Jeżeli czegoś nie ma w mediach, to w umysłach wielu ludzi to nie istnieje. Pytamy zatem - skąd się wzięło to wstydliwe, pełne lęku milczenie o miesiącu abstynencji? Dlaczego żadne z mediów nie przywołało chociażby statystyk zawartych w apelu? Dlaczego nie podjęto dyskusji o zagrożeniach, które stają przed naszym społeczeństwem? Może wynika to z faktu, że najwięksi producenci piwa wydają na reklamę kilkaset milionów złotych rocznie? Te wymierne pieniądze płyną najszerszym strumieniem do wielkich koncernów mediowych, do właścicieli gazet, stacji radiowych i telewizyjnych? Czy możemy więc naprawdę mówić o wolności słowa?

Te media odzywają się tylko wówczas, gdy pojawi się tragedia.

Drodzy moi!

Pytamy zatem - co możemy uczynić? Przywołując platońską opowieść o ludziach żyjących w mrocznej jaskini możemy powiedzieć, że powinniśmy wnieść do tej jaskini pochodnie. Powinniśmy wnieść światło odnowy do naszego mrocznego świata. Powinniśmy uwolnić nasze siostry i naszych braci z duchowego i mentalnego zniewolenia.

Przede wszystkim więc trzeba zacząć od osobistego świadectwa. Powtarzamy to bardzo często, ale nie ma skuteczniejszej metody, niż dzielenie się świadectwem w swoich rodzinach, wspólnotach zawodowych i lokalnych środowiskach. Wiemy, że wymaga to odwagi. Człowiek zawsze boi się odmienności. Boi się wykluczenia i ośmieszenia. Trudno więc odstawić kieliszek, gdy widzi się salę weselną pełną pijących gości. Trudno zrezygnować z piwa, gdy na miejskim festynie piją go niemal wszyscy.

Dlatego też modlimy się i prosimy Boga o dar odwagi i niezłomności. Przez modlitwę możemy wzmacniać nasze sumienie i kształcić siłę, która pozwoli stanąć naprzeciw tym słabościom, które chcemy pokonać. Musimy zatem przyjąć z ufnością słowa św. Pawła: Jeżeli Bóg z nami, to któż przeciw nam? I z taką postawą musimy budować nową świadomość.

W sposób szczególny musimy budować nasze rodziny, jako środowiska kształtowania i umacniania trzeźwości. Przez najbliższe lata chcemy w duszpasterstwie trzeźwości realizować hasło: Rodzina szkołą trzeźwości. Niech ta prawda przyświeca naszym rodzinom. Proszę wszystkich małżonków, aby byli dla siebie nawzajem świadkami trzeźwości. Aby potrafili podjąć abstynencję, jako wzór i przykład dla dzieci, które do osiemnastego roku życia nie powinny pić alkoholu.

Nie bójmy się także mówić o naszej abstynencji, o naszym trzeźwym stylu życia. Nie wstydźmy się, że w naszym domu nie pije się alkoholu w trakcie spotkań świątecznych, w trakcie najważniejszych uroczystości. Opowiadajmy o tym naszym współpracownikom, naszym sąsiadom i znajomym. Niech to będzie dla nas powód do dumy, a nie zawstydzenia. Opowiadajmy o tym, jak piękne może być rodzinne spotkanie, gdy nie ma na nim alkoholu. Gdy ludzie po prostu cieszą się swoją obecnością, a nie uciekają w stan upojenia.

To nasze osobiste świadectwo wspierajmy przynależnością do ruchów i grup troszczących się o trzeźwość. Pomagajmy kapłanom inicjować i prowadzić działalność takich ruchów na poziomie parafii. Ale szukajmy również możliwości pomagania diecezjalnym duszpasterzom trzeźwości w działaniach wychodzących poza nasze małe środowisko.

 Umiłowani!

Musimy podejmować także bardziej zdecydowane działania. Niech przykładem będzie dla nas historia amerykańskiej matki. Jej siedemnastoletnia córka zginęła przez nadużycie alkoholu. Kobieta z wielką szczerością przyznała, że czuje się winna za śmierć swojego dziecka. Powiedziała, że winna jest także jej córka, która sięgnęła po alkohol.

Ale winne są także te osoby, które umożliwiły córce spożycie alkoholu. Winni są rodzice znajomych, w których domach i przy akceptacji których młodzi spożywali alkohol. Aby więc dać znak przestrogi dla innych, ta zrozpaczona matka pozwała wszystkich, co do których miała pewność, że dostarczali jej nieletniej córce alkohol. Wszyscy staną więc przed sądem.

Trzeba także i w Polsce podjąć podobne działania. Jeżeli tak wielu sprzedawców łamie prawo i sprzedaje alkohol nieletnim, to należy pozywać tych sprzedawców, właścicieli barów, dyskotek, organizatorów koncertów i imprez, na których sprzedaje się młodym alkohol. Trzeba wytaczać procesy reklamodawcom i tym, którzy wyświetlają reklamy mające negatywny wpływ na zachowanie młodych związane z alkoholem. Trzeba wnosić pozwy cywilne przeciwko samorządom, które wbrew duchowi obowiązującej ustawy, zwiększają dostępność alkoholu i narażają na utratę zdrowia tak wielu młodych Polaków. W tej sferze trzeba przezwyciężyć beztroskę i poczucie bezkarności tych, którzy dla zysku rozpijają nieletnich.

Kropla drąży kamień nie siłą, ale uporczywym padaniem. Niech to będzie nasze motto. Nie martwmy się tym, że po drugiej stronie jest większy potencjał finansowy i medialny.  Powtórzmy jeszcze raz: Jeżeli Bóg z nami, to któż przeciw nam?

Umiłowani!

Tak wiele spraw należałoby jeszcze powiedzieć. Wiele jest dróg troski o trzeźwość. Na wszystkich tych drogach naszym drogowskazem niech będzie chrześcijańska miłość i odpowiedzialność za zbawienie bliźniego. Drogowskazem niech będą Boże przykazania, które znajdują swoje streszczenie w przykazaniu miłości.


Jubileusz 75- lecia Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Dniem szczególnym dla Naszej Rodziny Zakonnej Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus jest rok 2011/1012, gdyż 1 sierpnia 2011 roku, rozpoczęłyśmy dziękczynienie Bogu za dar Jubileuszu 75 - lecia powstania Zgromadzenia /1936 - 2011/.

Dziękujemy Bogu za św. Teresę od Dzieciątka Jezus za głębokie, proste, czyste piękno, jakie zostało w niej objawione Kościołowi i światu. To piękno zachwyca nas współczesnych. Św. Teresa z Lisieux posiada dar zachwycania pięknem duszy, a chociaż wszyscy wiemy, że to piękno było trudnym pięknem wyrosłym na cierpieniu, nie przestaje ono cieszyć oczu naszych dusz szczególnym urokiem.

Tym pięknem duchowym św. Teresy zafascynował się Ksiądz Biskup Adolf Piotr Szelążek - ordynariusz diecezji łuckiej. Uczestniczył w jej beatyfikacji i kanonizacji (1923 i 1925r.). Doświadczając duchowej pomocy „małej świętej” odkrył w sobie na nowo moc Bożej łaski. Uczył się od swojej ulubionej Świętej jak należy być wiernym Bogu w małych rzeczach przeżywając zwykły dzień, uczył się bezgranicznej miłości, modlitwy i umiejętności cierpienia. Wybrał ją na osobistą duchową mistrzynię i Patronkę diecezji, rozpowszechniając jej duchową doktrynę. Dostrzegając opatrznościowy wpływ św. Teresy na ówczesne społeczeństwo, sercem i umysłem szerzył kult nowej świętej.

Owocem nawiązania przyjaźni ze św. Teresą było powołanie do istnienia Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus, co zostało urzeczywistnione 1 sierpnia 1936 roku. Biskup pragnął, aby w czasach braku poszanowania autorytetu, siostry pielęgnowały wśród dzieci i młodzieży dziecięcy pełen miłości stosunek do Pana Boga. Duchową drogę, św. Teresy uczynił regułą życia sióstr, które od początku prowadziły działalność katechetyczną, wychowawczą i społeczno- religijną przede wszystkim na Wołyniu. Prowadziły zakład naukowo - wychowawczy, internat, przedszkole, dom starców, kursy kroju i szycia. Opiekowały się Kółkami Żywego Różańca, Akcją Katolicką i Stowarzyszeniem Młodzieży Żeńskiej. Towarzyszyła im nieustannie podniosła myśl Ojca Założyciela: „Nie można szczerze kochać Boga bez pragnienia, aby był On znany, kochany i uwielbiany przez wszystkich ludzi”.

 

Ksiądz Biskup Adolf Piotr Szelążek

Wzór Pasterza na 3. tysiąclecie.

 

Adolf Piotr Szelążek urodził się 30 lipca 1865 roku w Stoczku Łukowskim na Podlasiu. Pochodził z rodziny drobnoszlacheckiej. W wieku dwóch lat doświadczył cierpienia związanego ze śmiercią 27 - letniej matki i młodszego brata Juliana. W niedługim czasie ojciec Stanisław ożenił się z Eleonorą Dobraczyńską i przeniósł się do Węgrowa. Tam Adolf Piotr ukończył szkołę początkową. Był uczniem pilnym, pracowitym i bardzo zdolnym. Można było u niego zauważyć umiejętność praktycznego rozwiązywania problemów życiowych, tak bardzo pomocną w dalszym jego życiu i posługiwaniu kapłańskim. Potrafił także łączyć zainteresowanie intelektualne i troskę o bliźnich z rozwojem własnej religijności.

            Z domu rodzinnego wyniósł pobożność eucharystyczną i głębokie nabożeństwo do Maryi. Miłość do Maryi przejawiał w całkowitym Jej zawierzeniu, jak też w modlitwie różańcowej, której był wierny do końca życia. Ważnym elementem w kształtowaniu osobowości młodego Adolfa Piotra było wychowanie patriotyczne i religijne.

We wrześniu 1883 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Płocku. Piękną postawę w stosunku do wyboru syna zajął ojciec, który w liście do rektora seminarium pisał: ” (...) nie tylko zezwalam na obiór stanu duchownego, tj. na wstąpienie do seminarium, ale udzielam mu swego rodzicielskiego błogosławieństwa i proszę Ducha Świętego, aby raczył kierować jego sercem i rozumem tak, iżby się stał godnym obranego stanu”. 26 maja 1888r. biskup Henryk Kossowski udzielił mu święceń kapłańskich. Ks. Szelążek otrzymał nominację na wikariusza parafii św. Bartłomieja w Płocku. W pracy kapłańskiej był wzorowym, gorliwym duszpasterzem, wykazywał duże zdolności kaznodziejskie. Odznaczał się pracowitością, sumiennością w wypełnianiu powierzonych sobie obowiązków, starannym przygotowaniem do kazań, piękną wymową. Po rocznej pracy duszpasterskiej został skierowany na studia
w Akademii Duchownej w Petersburgu. Tam otrzymał tytuł magistra świętej teologii. Następnie wrócił do Płocka, gdzie pełnił funkcje: sekretarza w konsystorze generalnym, obrońcy węzła małżeńskiego, notariusza, ojca duchownego, wykładowcy wielu przedmiotów /prawo kanoniczne, filozofia, ascetyka, język łaciński, wymowa ogólna/ i rektora seminarium. Cieszył się ogromnym autorytetem. Pociągał młodych przykładem, pracowitością, pokorą, prostotą i głęboką pobożnością. Troszczył się o gorliwość i religijność alumnów. Był człowiekiem dobroci, wiele czasu poświęcał na działalność społeczno-charytatywną. Prowadził akcje dobroczynne, przyczynił się do powstania wielu dzieł charytatywnych, między innymi: przytułków dla osób starszych, szkół dla chłopców, ochronek dla dzieci, organizował kwesty na terenie Płocka. Miłosierdzie względem opuszczonych, doświadczonych przez los lub dotkniętych chorobą, stanowiło bowiem jeden z podstawowych rysów jego charakteru.

29 lipca 1918 r. Benedykt XV mianował ks. Szelążka sufraganem płockim. Zaangażował się tu w akcję misyjną Kościoła, uczestniczył w pertraktacjach pokojowych
w Rydze, wniósł również duży wkład w opracowanie Konkordatu z 1925r. Łatwo dostrzec
w posługiwaniu pasterskim młodego biskupa troskę o dobro Kościoła stawianą ponad osobiste pragnienia i potrzeby.

14 grudnia 1925 r. został mianowany przez Piusa XI ordynariuszem diecezji łuckiej na Wołyniu. Jego głównym zadaniem było odrodzenie życia religijnego w diecezji. W tym to celu zwołał w 1927 r. synod diecezjalny pod hasłem: ”Przez synod do odrodzenia kleru – przez odrodzony kler do odrodzenia ludu”. Ponadto organizował rekolekcje, misje dla różnych grup społecznych, sprowadził cudowne obrazy: Matki Bożej Latyczowskiej oraz Jezusa Tarnorudzkiego. Dostrzegał też potrzebę wznoszenia kaplic, świątyń, tworzenia nowych parafii, dekanatów, odnowy kościoła lokalnego poprzez zespolenie społeczeństwa na Kresach i pracę duszpasterską z młodzieżą, tworzenie grup parafialnych: Krucjaty Eucharystycznej, Akcji Katolickiej, Sodalicji Mariańskiej, Kółek św. Teresy. Dużo czasu poświęcał na wizytowanie parafii, odwiedzanie diecezjan w ich prywatnych domach. Interesował się ich rodzinami i życiem religijnym, służył im posługą sakramentalną. Znając potrzeby duchowe oraz materialne wiernych, w miarę możliwości starał się im zaradzić. Pisał „Im większa jest niedola bliźniego, tym większa winna być nasza gorliwość ku jej złagodzeniu i usunięciu”. W 1928 r. reaktywował Rzymskokatolickie Diecezjalne Towarzystwo Dobroczynności. Zafascynowany „małą drogą” św. Teresy od Dzieciątka Jezus, jej zawierzył całe swe pasterskie posługiwanie i założył w 1936 r. Zgromadzenie Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Biskup pragnął, aby w czasach braku poszanowania autorytetu, siostry pielęgnowały wśród dzieci i młodzieży dziecięcy, pełen miłości stosunek do Pana Boga. Duchową drogę św. Teresy uczynił regułą ich życia.

Biskup Szelążek miał duży autorytet wśród kapłanów, troszczył się o ich formację duchową, zmierzającą do wierności Chrystusowi w chwilach prób i doświadczeń. Podkreślał, iż w życiu kapłana ważna jest wewnętrzna świętość, która buduje Królestwo Boże i owoce przynosi. Wymagał posłuszeństwa i pobożności, w czym dawał własny przykład. Interweniował osobiście prośbą, modlitwą, a nawet na kolanach, prosząc kapłanów o poprawę tam, gdzie były potknięcia i upadki. Cieszył się wzrostem życia religijnego diecezjan
i owocami pracy duszpasterskiej kapłanów.

Przełom w posłudze pasterskiej stanowi wybuch II wojny światowej. Po wkroczeniu wojsk sowieckich i zajęciu Łucka został on pozbawiony swobody sprawowania swego urzędu i eksmitowany ze swej rezydencji. Zamieszkał w niedużym mieszkaniu. Był stale szykanowany. Zamknięte zostały przez Sowietów seminaria w Łucku i Dubnie. Formalnej likwidacji uległy też wszystkie istniejące na obszarze diecezji zgromadzenia zakonne. Wielu duchownych aresztowano i osadzono w więzieniach lub łagrach. Deportacje dotknęły też ludność cywilną. Zmianę sytuacji przyniósł dopiero wybuch wojny niemiecko- sowieckiej
w czerwcu 1941 r. i zajęcie tych terenów przez hitlerowskiego okupanta. Jednak na wiosnę 1944r. tereny diecezji łuckiej na powrót znalazły się pod rządami Sowietów. Po zajęciu Łucka nakazali oni ordynariuszowi opuścić ziemię biskupstwa i udać się za Bug, który stanowić miał nową granicę wschodnią państwa polskiego. Odmówił on podporządkowania się tej decyzji, mówiąc, że „tylko papież może go odwołać” i pozostał na miejscu, co spowodowało jego aresztowanie w nocy z 3 na 4 stycznia 1945 r. Władze NKWD oskarżyły go
o szpiegostwo na rzecz Watykanu. Akt oskarżenia odesłano do Moskwy. W raporcie była propozycja - poddać najwyższemu wymiarowi kary – rozstrzelanie z konfiskatą całego osobistego mienia. Od tego czasu więziono go w Kijowie przez 16 miesięcy. W więziennych murach przyszło sędziwemu biskupowi obchodzić swoje 80. urodziny. Warunki w więzieniu były bardzo ciężkie. Zamiast materaca – własne palto i spodnie, zamiast poduszki –węzełek. Liczba więźniów wahała się od 30 do 50. Stając przed drzwiami celi, ks. biskup ucałował je
i rzekł: „Teraz rozumiem, dlaczego przypadła mi w udziale diecezja łucka, abym mógł cierpieć dla Chrystusa”. Tu biskup Szelążek okazał także dowody wierności Bogu. Modlił się na klęczkach rano i wieczorem, wspólnie z kapłanami odmawiał 3 razy dziennie różaniec, recytował Mszę świętą. Modlitwą i dobrym słowem dodawał otuchy załamanym osobom, dzielił się żywnością z paczek. Był żywym przykładem niezłomnej wiary i ufności.

Dzięki interwencji Stolicy Apostolskiej 15 maja 1946r. został deportowany do Polski. Zatrzymał się u biskupa Czesława Kaczmarka w Kielcach. 20 sierpnia 1946 roku zamieszkał w Zamku Bierzgłowskim k. Torunia. Zamek Bierzgłowski stał się stolicą diecezji łuckiej
i siedzibą biskupa wygnańca, a z biegiem czasu sporej grupy kapłanów wysiedlonych
z diecezji łuckiej. Biskup wygnaniec tęsknił za Wołyniem, podejmował starania o uwolnienie kapłanów, prowadził obszerną korespondencję z nimi. Mimo zakazów utrzymywał kontakty
z wiernymi, otaczał ich opieką duchową, stale modlił się za nich. Był serdeczny, wdzięczny, dowcipny i radosny.

9 lutego 1950 roku ks. biskup Adolf Piotr Szelążek odszedł do Pana. Został pochowany 13 lutego w kościele św. Jakuba w Toruniu. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył Prymas Stefan Wyszyński, który podczas homilii żałobnej wypowiedział znamienne słowa: „Diecezja łucka w osobie ks. biskupa Adolfa Piotra Szelążka zyskała nowego, wielkiego orędownika przed Bogiem”.

Historia życia kapłana, biskupa, wygnańca, wiernego świadka Chrystusa pozostawiła o nim niezatartą pamięć. Potwierdzają to słowa ks. Prymasa Józefa Glempa wypowiedziane
w Toruniu podczas 50. rocznicy śmierci ks. biskupa Szelążka: „Mężny biskup Adolf, wierny Ojcu świętemu i swojej diecezji, aż po upokorzenia z lat podwójnej okupacji i więzienia
w Kijowie, zasługuje na trwałą pamięć Kościoła i wdzięczność narodu”.

Wydawane publikacje, prace doktorskie i magisterskie, sympozja naukowe ukazują świetlaną postać biskupa Szelążka. Jako rodzina zakonna Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus, głęboko złączona z naszym Ojcem założycielem korzystamy z bogactwa duchowych darów i Bożej mądrości, pozostawionej przez niego. Wdzięcznym sercem dziękujemy Bogu za liczne dobro, jakie spłynęło na Kościół, Zgromadzenie i Ojczyznę przez dar gorliwej
i wiernej, pełnej miłości i ofiary służby Bożej ks. biskupa Szelążka. Prosimy tez Boga o łaski za jego wstawiennictwem. Widzimy w nim wspaniały wzór pasterza, opiekuna, przewodnika duchowego, nauczyciela modlitwy i całkowitego zawierzenia Bogu we wszystkim. Odczuwamy jego pomoc i orędownictwo nad całym naszym Zgromadzeniem od początków jego powstania. Ufamy, że ks. biskup Adolf Piotr Szelążek zostanie zaliczony
w poczet świętych w niebie. Komisja historyczna mianowana przez ks. biskupa toruńskiego Andrzeja Suskiego kontynuuje prace związane z zebraniem dokumentów dotyczących osoby
i działalności ks. biskupa Adolfa Piotra Szelążka. Konferencja Episkopatu Polski wyraziła aprobatę na rozpoczęcie procesu.

 

Zgromadzenie Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Dom Generalny - ul. Ejsmonda 17, 05-807 Podkowa Leśna

e-mail:cst@wa.onet.pl

Ksiądz biskup Adolf Piotr Szelążek (1865-1950) za czasów swej ziemskiej pielgrzymki pozostawił po sobie niezatartą pamięć w sercach ludzkich. Jeden z kapłanów diecezji Łuckiej – ks. Marian Wojciechowski – napisał o nim, że musiała to być postać nieprzeciętna. Posiadał on subtelny i wnikliwy umysł, wszechstronne wykształcenie, nieskazitelny charakter i niezwykłą odwagę cywilną. Jego pobożnością budowali się wierni Łucka, widząc go każdej niedzieli gorliwie modlącego się w katedrze. Był to Biskup, który rządził, ale nie rozkazywał. Dla kapłanów miał wielkie i dobre serce. (...) Nikogo (...) nie potępiał. Stawał się dla swoich diecezjan i rozumem i sercem i głosem sumienia. Nauczał ludzi tych wartości, którymi sam żył i praktykował. Także dziś, w dobie współczesnego świata kieruje do każdego z nas przesłanie: Działanie godne człowieka, który jest złączony z Chrystusem, pokazuje się dopiero w całej pełni w zakresie miłości.

Miłość Boga i bliźniego ma bezpośredni związek z życiem modlitewnym. Domaga się modlitwy w intencji wszystkich ludzi i nie zna wyłączeń. Według biskupa Adolfa Piotra Szelążka, miłość Boża obficie rozlewa się na całą ludzkość, na ubogich i bogatych, cnotliwych i ułomnych, na prostaczków i mędrców, na wiernych katolików i zaciętych wrogów Kościoła. Ciągłe wzrastanie w miłości domaga się dobrej modlitwy.

Biskup A. P. Szelążek ukazał sposób przeżywania miłości Boga i bliźniego w życiu modlitewnym chrześcijan i wpływ modlitwy na zaangażowanie się wierzących we wspólnotę i misję Kościoła. Aby nasze życie mogło się przemieniać każdego dnia, zaczerpnijmy z mądrości Pasterza Łuckiego, biskupa Szelążka, by przez miłość odnowić oblicze naszej Ojczyzny.

Jaka jest modlitwa, takie życie człowieka.

Rozważania na temat przeżywania miłości Boga i bliźniego w życiu modlitewnym, biskup Szelążek kieruje do ludzi różnych sfer, z różnym doświadczeniem duchowym. Przekazuje podstawowe zasady dotyczące pogłębiania życia modlitewnego.

Kościół Katolicki zawsze zmierzał i zmierzać będzie do celu, jaki wskazał Jezus Chrystus, którym jest zjednoczenie człowieka z Bogiem. Modlitwa jest obowiązkiem naturalnym chrześcijanina i warunkiem osiągnięcia celu ostatecznego człowieka. Ks. biskup odwołuje się do św. Alfonsa, który zauważa, że człowieka można nazwać świątobliwym, w takim stopniu, w jakim się modli. Jaka jest modlitwa, takie życie człowieka. W swych kazaniach kieruje do każdego ze słuchających zachętę do zastanowienia się nad własnym życiem modlitewnym. Sugeruje: Zapytaj swej modlitwy. Popatrz na modlitwę swoją. Nie jest ona pustym aktem myślowym, lecz dziełem twórczym, kluczem do skarbnicy Bożej, z której Opatrzność Boża pozwala czerpać obficie.

W modlitwie bp Szelążek rozróżnia trzy elementy: 1) źródło, skąd płynie wartość naszych modlitw; 2) osoby, za które modlić się mamy; 3) ten, do kogo zasyłamy modlitwy, – a żadna z tych rzeczy bez udziału braterskiej miłości jest niemożliwą. Nawiązując do słów św. Pawła, biskup łucki podkreśla, że modlitwy stają się miłymi Bogu, gdy są zaniesione przez Ducha Świętego (por. 1 Kor 12, 3). Duch Święty rozpala miłością społeczność chrześcijan. bp Adolf Piotr zachęca, aby modlić się z braćmi i za braci oraz wzorować się na modlitwie, której nauczył Jezus Chrystus: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. Wypowiadając tę modlitwę, stanowimy jedno z Kościołem i na jeden ołtarz mamy zwrócić oczy. Jednak najsilniejszym węzłem jedności ma być miłość braterska.

Chrześcijanin, egzystując w realiach codziennego życia, powinien swe serce odrywać od świata. Zwracając się do wiernych, ks. biskup ostrzega ich: Jeżeli więc [my] chrześcijanie oddajemy się miłości tego świata, jeżeli nie żyjemy jak odłączeni od świata – gubimy już łaskę i główną cechę chrystianizmu. Wierzący powinien z Chrystusem rozważać rzeczy znikome i wieczne, czyli trwałe oraz gorąco prosić o udzielenie potrzebnych łask. Przede wszystkim jednak człowiek powinien pamiętać, że miłość Boża uprzedza gniew Boży (...) i codziennie uprzedza naszą poprawę.

Najważniejsze uczucia czystej miłości nie pochodzą od samych ludzi, lecz od Ducha Świętego i tę miłość daje On Jezusowi w darze. Jednak nie tylko uczucia miłości są ważne, starać się trzeba o płomienie miłości. Tylko autentyczna miłość spala pozostałości grzechu. Odpowiadając na pytanie, co zrobić, aby zdobyć się na taką miłość, bp Szelążek twierdzi, że trzeba jak najczęściej łączyć się myślą z Bogiem. Uczucia miłości, które budzą się w sercach do ludzi, należy oczyszczać, przelewać w modlitwie na ich intencje. Osoby, za które się modlimy, nie muszą nawet o tym wiedzieć. Odwołuje się do przykładu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która gorąco modliła się za osoby, z którymi łączyły ją uczucia miłości.

W myśl Ewangelii, należy modlić się za wszystkich braci w Chrystusie, a Bogu miła jest modlitwa serca pokornego (Mt 5, 42- 48; 1 Tm 2,1). Autor cytuje świętego Jana od Krzyża, który stwierdza, że miłość czyni człowieka pokornym. Modlitwa człowieka pokornego, to są jakby silne strzały w stronę niebios, a o ileż silniejsze są strzały miłości. Te «strzały» z serca zapalonego Miłością Bożą idą prosto do Boga. Bp Szelążek zachęca do naśladowania przykładu św. Teresy od Dzieciątka Jezus i daje radę człowiekowi, który chce mieć Boga w sercu, żeby żył miłością, którą Bóg go obdarza. Nazywa ją bronią niezwyciężoną i zachęca, by wszystkie czyny zamienić na tę broń, która jest miłością, zbudowaną na pokorze serca bezinteresownego.

Bardzo ważną, godną naśladowania praktyką, jest modlitwa za braci, na których się gniewamy. Z miłości do Boga należy podjąć akt pojednania z nimi. Wszystkie drobne pokusy podejrzenia, próżności, niechęci względem bliźnich, które nasyła zły duch można pokonać krótkim aktem miłości i wzgardą do jego podstępów. Omawiając wewnętrzną zawiść, niechęć do jednej lub wielu osób, biskup łucki zachęca do zachowania miłości braterskiej. Przypomina, że tylko miłość uskuteczni prośbę, którą zanosimy w intencji bliźnich.

Nawiązuje do nauczania papieża – Piusa XI, który wskazał skuteczny środek przeciwko prześladowaniu ze strony bolszewików – jest nim wspólna modlitwa całego Kościoła. Nazywa ją „wałem obronnym”, który broni przed różnego rodzaju nieszczęściami. Podkreśla, że modlitwa nie może być skierowana przeciwko człowiekowi, lecz przeciwko zbrodniom, terrorowi, niesprawiedliwości czy bezbożności. Trzeba się modlić za tych, którzy cierpią od innych, jak również za krzywdzicieli, do których Chrystus kieruje słowa: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). W takim postępowaniu ujawnia się charakter modlitwy, jako narzędzia miłości, nie zaś nienawiści. Przykładem modlitwy, przynoszącej dobre owoce była prośba dobrego łotra i jego nawrócenie na krzyżu. Modlitwy św. Teresy z Lisieux, skierowane do Jezusa, sprawiły, że pewien przestępca w ostatniej chwili swego życia nawrócił się do Boga. Modlitwa za nieprzyjaciół przemienia osobę modlącą się i oddala od niej niechęć do aktu przebaczenia. Pozwala w nowym świetle spojrzeć na czyny innych ludzi.

Pisma biskupa Szelążka są przeniknięte duchem serdeczności i przyjaźni chrześcijańskiej w stosunku do braci kapłanów, jak i do wiernych diecezji. Wyznaje, że jego modlitwa nieustannie towarzyszy im wszystkim, tym samym daje przykład miłości chrześcijańskiej. Zwraca się z wezwaniem słowami samego Zbawiciela: „Zawsze modlić się trzeba, a nigdy nie ustawać”(Łk 18, 1). Wielką wartość modlitwy ujmuje w słowach: bez modlitwy nie ma błogosławieństwa Bożego w pracy i postępu w doskonałości. Tylko modlitwą można zapewnić zwycięstwo sprawie Bożej.

Uważa, że miłość Boża ożywia modlitwę i czyni ją nową, co do treści. Płomienną miłość można rozpalić w sercu przez odprawianie medytacji i wznoszenie umysłu. Zachęca do otwierania się na działanie Boże. Opisuje swoje osobiste przeżycie modlitwy dziękczynnej po Mszy świętej: Zrozumiałem i odczułem, że Miłość Boża w duszy już się realizuje, gdy dusza zespala się z Chrystusem, mieszkającym w niej. Było w dziękczynieniu (...) uczucie – wyobrażenie pocałunku Pana Jezusa. (...). Złożenie ślubu, że przebaczam wszystkim, którzy mi krzywdę jakąkolwiek wyrządzają. Wszystkim (...). Rezultatem przebaczenia są nowe doświadczenia modlitewne. Bp Szelążek wspomina, że następnego dnia uczynił akt zupełnego poddania się woli Bożej i prosi, aby sam Bóg decydował w nim. Postęp w modlitwie przejawia się między innymi w tym, że pod wpływem miłości Bożej, człowiek kieruje się ku rzeczom wyższym.

Korespondując często z różnymi osobami, niemal w każdym liście biskup Szelążek dziękuje adresatom za modlitwy w jego intencji. Odkrywa, że otrzymywane i wysyłane listy powinny być wyrazem miłości. W jednej z odpowiedzi na życzenia, pisze: Z głębi serca dziękuję i proszę Boga, aby raczył ten objaw prawdziwej miłości swą przeogromną łaską nagrodzić. Stanowią one niezmierną wartość i muszą zaważyć na losach jego życia. W dziękczynnej modlitwie osobistej i w czasie sprawowania Najświętszej Ofiary, gorąco poleca Bogu znane Mu osoby. Uważa, że modlitwa jest najszczerszym objawem miłości do osoby, za którą się modlimy. Sprowadza ona błogosławieństwo na osobę, która się modli i na osobę, za którą się modlą.

Nawiązanie dialogu z Bogiem pomaga chrześcijaninowi otworzyć się na miłość, którą mu ofiaruje Bóg. Doświadczając tej prawdziwej miłości, wierzący pragnie obdarzyć nią innych.

Z modlitwą na ustach stajemy pod krzyżem i uczucie czci i podziwu wstrząsa do głębi duszę, bo miłość do krzyża przybiła Jezusa.

Siostry Terezjanki


Potrzeba proroka (cz.1)

W naszej diecezji w tym roku realizując diecezjalny program duszpasterski „Chrzest w życiu i misji Kościoła” pochylamy się nad IV zeszytem katechez Prorocy i wygnanie. W pierwszej katechezie nowego cyklu przyglądamy się roli proroka. Czynimy to na przykładzie postaci proroków, które są ukazane w Piśmie świętym. Jednak nie tylko po to, by czegoś się o nich dowiedzieć, lecz by zobaczyć, jakie znaczenie dla naszego życia mają ich postawy oraz zapytać, jaką rolę spełniają prorocy dzisiaj.

Bóg wyprowadził naród wybrany z niewoli i po 40 latach wędrówki przez pustynię wprowadził do kraju obiecanego i powiedział uważajcie na bożków. Jednak ten naród nie przeżył jeszcze nawrócenia. I po pewnym czasie chce być jak inne narody, chce mieć królów. A tym samym odrzuca jedynego Króla, jakim jest Bóg – czyli chce robić po swojemu. I Bóg godzi się na żądanie narodu wybranego- daje im króla.

Jednak po krótkim czasie, gdy powstało królestwo ulega ono podziałowi (w 931 r. przed Chrystusem). 10 pokoleń odłącza się od króla Roboama i przyłącza się do Jeroboama i tworzą Królestwo Północe (Izraela). A Juda i Beniamin zostają przy Roboamie – tworzą Królestwo Południowe (Judy).

I Pan Bóg doprowadza do tego, że te dwa królestwa ze sobą walczą. I tak to trwa od 930 r. do 722 r. p. Chrystusem. I Pan Bóg wzbudza od VIII w proroków i mówi ocknijcie się. Prorocy stoją na straży tego wszystkiego, co Bóg robi wobec Narodu Wybranego i prowadzą do tego, aby człowiek nie zagubił się w dwóch dziedzinach: bałwochwalstwa i niesprawiedliwości społecznej.

Bo są to dwie rzeczywistości, w które i my nieświadomie wchodzimy w naszym życiu. Pierwsza to taka, że my z natury jesteśmy bałwochwalcami. Bałwochwalstwo to jest używanie Boga, aby mnie było dobrze, żeby było tak jak ja chcę, a nie tak jak Bóg chce ode mnie. To jest w naszej naturze. My jesteśmy z natury religijni to znaczy bałwochwalczy.

Druga rzecz to niesprawiedliwość społeczna, niesprawiedliwość w relacjach. Bo my wszyscy chcemy dobra, spokoju, ładu społecznego i że ma być tak sprawiedliwie – tylko w oparciu o co? O to jak ja chce. Warto zobaczyć na swoim przykładzie, wobec jakiego modelu buduję „porządek” w swoim domu? Czy nie jest to model, który ja sam stworzyłem, i który tylko dla mnie jest wygodny?

I Pan Bóg wzbudza proroków zupełnie innych niż nadworni (którzy prorokowali tak jak chciał słyszeć ich pan) i posyła ich, aby wzywali do nawrócenia, odejścia od bożków, nawoływali do sprawiedliwości społecznej, do tego by nie budować świątyni kosztem biednych. I Ci prorocy mówią, że najpierw potrzebne jest wejście we właściwe relacje z drugim człowiekiem, w których człowiek nie będzie chciał być wyłącznie dla siebie, ale będzie dla drugiego, będzie na obraz i podobieństwo Boże.

I prorocy zapowiadają słowo Pana, że Ja będę Bogiem w waszych sercach i będę Bogiem gdzie lud będzie oddawał mi chwałę, a nie będzie szukał sobie bożków. I procy to zapowiadają. Ale lud słucha tego różnie. Dlatego Pan Bóg powołuje to co jest nazwane biczem, młotem, rózgą – narody pogańskie – Asyria, Babilonia. I Jeremiasz widzi przewracający się kocioł z północy i mówi tak przyjdą narody z północy i was zmiotą dla waszego ratowania, żebyście nie byli więcej bałwochwalcami. Prorocy zapowiadają kolejno to, co jest konieczne, wygnanie, zniszczenie wspaniałej świątyni (Jr 1,14-17).

Jest bardzo ważne przeniesienie do naszego życia, to że często staramy się o świątynie, kaplicę, dajemy na misje, biednych, itd., a równocześnie mówimy Panie Boże zrób żeby było tak jak ja chcę. Żeby wszyscy wokół byli tacy jak ja chcę. Żeby nic mi się nie stało. Tak samo w modlitwie, gdy mówimy aby Pan Bóg ustrzegł nas od złego to nie znaczy żeby uchronił mnie od złej, trudnej, przykrej sytuacji, ale abym nie uległ mentalności szatana, demona, aby ta mentalność nie weszła we mnie. Bo mi czasami jest potrzebne żeby się coś stało, żeby mnie ktoś źle potraktował. Żebym ja zobaczył, że to co ja myślę, to co mi się wydaje super, dobre – nie jest takie dla drugiego. Żebym zobaczył, że nie musi być tak jak ja chce i żebym przez to cierpnie wszedł w jedność z Bogiem. Żebym był tak jak Chrystus, który potrafił przyjąć zło; oczywiście nie mówimy tu o złu moralnym, ale o skutkach zła i żeby we mnie stało się to co się stało w Jezusie – nastąpiło pojednanie.

Dlatego prorocy zapowiadają zło, które jest błogosławieństwem Pana Boga. Potrzebne jest żebym ja się nie zapędził w sobie samym, żeby coś  mnie zatrzymało, żebym zobaczył, że to nie ja jestem najważniejszy. To wszystko co Pan Bóg robi żeby mi się coś nie udało to żeby mnie ratować. Bo jak mi się wszystko będzie udawać to ja w końcu będę czuł się jak bóg. Że to ja jestem pan. I prorocy zapowiadają to w sposób bardzo mocy mówiąc – to będzie dla waszego dobra, wyjdziecie inni.

Prorok to jest ten, który rzuca światło w moje życie żebym miał rozeznanie, co jest dla mnie dobre. A dla mnie dobre jest chodzić droga Pańską. Kłamstwo każde jest złe, zabójstwo czy językiem czy czymkolwiek jest złe. Wobec tego wymagania my stajemy nieporadni, bo często chcemy po swojemu. Ale Bóg mówi, ja Ciebie przez to przeprowadzę, ty mnie słuchaj, ty mi zaufaj w każdej sytuacji, nawet tej, w której będziesz tracił coś swojego.

Na zakończenie zastanów się i porozmawiaj o tym ze swoimi bliskimi:

1.      Czy w moim życiu dopuszczam myśl, że ktoś może mi autorytatywnie (jako prorok) obwieszczać prawdy odnoszące się do mojego życia i wpływające na moje decyzje? Czy jestem przekonany, że potrzebuję głosu proroka? W jakich sytuacjach dochodzą do głosu te myśli i przekonania?

2.      Jaka jest we mnie świadomość tego, że obok oficjalnego nauczania i tradycji potrzebny jest także głos proroka? Co mi mówi fakt, że w Izraelu byli tak zwani prorocy nadworni, którzy doradzali królom po ich myśli, a nie mówili prawdy (zob. np. 1Krl 22,13-23; Jr 23, 16-40)? Czy zdaję sobie sprawę, a może sam tego doświadczyłem, że mówienie prawdy, a w szczególności stawanie po stronie prawdy Bożej jest często związane z krytyką i z odrzuceniem, a niejednokrotnie pociąga za sobą cierpienie i domaga się gotowości ofiary?


e-mail od Boga do Ciebie


O akcjach Jerzego Owsiaka

Gdy bogów w nadmiarze...

 

Gdy w dzisiejszej Polsce wypowiada się jakieś słowo krytyczne pod adresem prezesa Jerzego Owsiaka, to albo się jest straceńcem, albo człowiekiem niespełna rozumu.

Obserwując bowiem zapał wszelkiej maści autorytetów i dziennikarzy, gdy tylko dojrzą choćby nieśmiały ironiczny uśmiech wobec postępowania w/w prezesa, zapał równy werwie Pawki Morozowa, trzeba stwierdzić, że ktokolwiek chciałby, chociażby z autentyczną czułością, lecz krytycznie odnieść się do niego, narażony jest na natychmiastowy ostracyzm i konanie w mękach gorszych niż piekielne. Owe „autorytety” nie zdają sobie w ogóle chyba sprawy z tego, iż jedną z zasadniczych cech odróżniających nas od pozostałych stworzeń, jest umiejętność dyskutowania i niezgadzania się ze sobą, natomiast w stadzie (sposób życia zbiorowego zwierząt) wszystko jest podporządkowane jednostce kierowniczej, a jedyną metodą zmian jest walka na śmierć i życie. Ustawianie relacji do Jerzego Owsiaka na zasadzie za lub przeciw, i to bez względu na rodzaj kierowanych przeciw niemu zarzutów, jest po prostu głupie i świadczy albo o ignorancji, albo o zamierzonym działaniu, czyli dążeniu do absolutyzacji tegoż pana. Istotnie bowiem zasadnicze „starcie” (jeśli o takim można mówić) dokonuje się w przypadku tej imprezy charytatywnej właśnie w sferze idei.

Do jakiego nieba to światełko?

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów organizowanej w drugą niedzielę stycznia zbiórki pieniędzy na rzecz różnych biorców usług medycznych w naszym kraju, jest tzw. światełko do nieba. Najczęściej przybiera ono formę fajerwerków czy też pokazu sztucznych ogni. Z pierwotną ideą, a ja jakoś to pamiętam, czyli z podnoszeniem w górę palących się laseczek zimnych ogni czy też zapalniczek z tlącymi się płomykami, niewiele ma to wspólnego. Dlaczego? Bo przecież trzymana w rękach zapalona świeczka, zapalniczka, latarka czy też zimny ogień ma po prostu walor osobistego wzniesienia chociażby myśli ponad ten padół łez. Obecnie mamy do czynienia raczej z odwrotnością tego gestu, bo im bardziej wyszukana iluminacja, tym większa zabawa tu na ziemi, więc o jakim niebie mowa? Ale sprawa jest daleko głębsza. Słuchając przemówienia Jerzego Owsiaka na Przystanku Woodstock, w którym zachęcał on, by młodzi i nie tylko ludzie wznosili swoje modlitwy do swoich bogów, zastanowiłem się, o co właściwie tutaj chodzi. Mam wrażenie (a właściwie chciałbym mieć takie), że sam twórca owej zbiórki pieniędzy, nie do końca zdaje sobie sprawę z dokonywanej zmiany w umysłowości młodych i nie tylko. Zmiana ta jest niesamowita, chociaż na pierwszy rzut oka jakoś niewidoczna. I nie ma to nic wspólnego z wolnością religijną. Zwróćmy uwagę na fakt, że prezydenci Stanów Zjednoczonych, zwracając się do swoich obywateli, sami również wyznając różne religie, mówili zawsze o modlitwie do Boga. Podobnie na banknocie dolarowym mamy napis o zaufaniu do Boga, chociaż nie ma tam wymienionej z imienia i nazwiska żadnej Istoty Najwyższej. Dlaczego na to zwracam uwagę? Otóż dlatego, że czym innym jest odniesienie się do Jednego Boga, przy założeniu, że nazywamy Go innymi imionami, a czym innym zrównywanie „różnych bogów”. W pierwszym przypadku bowiem założeniem jest całkowita inność i odrębność Istoty Najwyższej od człowieka, który się do Niej zwraca, zaś w drugim mówimy o „bogu” jako wewnętrznej idei znajdującej się w umyśle człowieka (nie chciałbym używać nomenklatury Dawkinsa, ale aż ciśnie się na usta stwierdzenie „Bóg urojony”). W tym drugim przypadku „twórcą” Boga staje się człowiek. I może właśnie dlatego owo światełko do nieba dzisiaj jest bardziej skierowane do ludzi i stanowi pretekst do doskonałej zabawy, aniżeli chociażby chwilowe zatrzymanie się i zadumę nad relacją do Boga, jakiekolwiek jest Jego imię. Tylko że w tym przypadku niebem staje się ziemia, a my jedynymi jej panami.

Jak nie dasz, nie jesteś dobry

Jeśli Bóg jest ideą mojego umysłu, dowolnie przeze mnie kreowaną, a ziemia staje się miejscem, które musimy uczynić rajem, to również zmianie ulega rozumienie dobra. Bo czymże ono jest? Niektórzy publicyści, zresztą odsądzani od czci i wiary, mówią wprost o „terrorze miłosierdzia” opanowującym w tym dniu nasze ulice. Nie chodzi jednak o nachalność zbierających datki. Otóż nie zauważamy, że dobry czyn ma nie tylko i nie w zasadniczym stopniu być obdarowaniem innych, ale również, a może zasadniczo ma mnie uczynić człowiekiem dobrym, tzn. odpornym na zło i zaprawionym w czynieniu dobra. Ma on mnie wewnętrznie zmienić. Tymczasem można odnieść wrażenie, że wrzucenie owego pieniążka do puszki stanowi jakąś formę usprawiedliwienia siebie. Można zapytać się, czy przedsiębiorcy, którzy tak chętnie dokonują donacji, stają się lepsi dla swoich pracowników czy też uczciwsi w relacjach z kontrahentami? A jeśli nie wrzuciłem pieniążka, to znaczy że jestem zły? Czy nie liczy się to, iż jestem dobrym lekarzem, dobrym nauczycielem, dobrym rodzicem, dobry księdzem, tzn. dobrze i z poświęceniem wykonującym własne zadania? A jeśli nie wrzuciłem, bo akurat popieram inne formy dobroczynności? W czym są lepsi ci co wrzucają, od np. matki, która poświęca czas i życie dla swoich dzieci? Być może powie ktoś, że owe pytania są nie na miejscu. Lecz dlaczego epatowani jesteśmy stwierdzeniami, że tego jednego dnia ujawnia się nasza dobroć? Czy 364 inne dni (w tym roku 365) nie stanowią ujawnienia naszego wewnętrznego dobra, które jest o tyle prawdziwsze, o ile zmienia na stałe nasze postępowanie? I co ważne, naznaczenie owych datków jako wyrazów naszej dobroci niezauważalnie ustawia nas w pozycji roszczeniowej i sędziowskiej wobec innych, bo daje nam „prawo” do domagania się korzystania z owoców owej zbiórki, a także swoisty „mandat” do oceniania, czy drugi jest dobry, czy nie. To rozważanie można ciągnąć dalej, ale ani czas, ani miejsce po temu.

Zapomniana świętość

Jednym ze znaków czasu stało się dzisiaj zapomnienie, także i we wspólnocie Kościoła, kategorii świętości osobistej. Owszem, czcimy świętych w naszych świątyniach, ale zwracamy uwagę na ich działalność, aniżeli na wewnętrzną walkę, którą stoczyli, by złączyć się z Bogiem i stawać się do Niego podobnym. Dlatego stawiam dzisiaj na aktywizm i w nim upatrujemy znamiona świętości. Tylko że w ten sposób bliżej będzie nam do kanonizacji Lady Di czy innych działaczy charytatywnych, niż do uznania św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która w klasztorze kontemplacyjnym wymadlała i wypraszała ofiarą samej siebie łaski dla ludzi, o wiele ważniejsze niż tylko dobra materialne. Nie ujmując nic z ilości sprzętu zakupionego z datków styczniowej zbiórki trzeba sobie jasno powiedzieć, że w dobroci i miłosierdziu nie tylko, a może nie o to chodzi.

Ks. Jacek Świątek


Wigilia i Boże narodzenie w tradycji

Początki Bożego Narodzenia

         Boże Narodzenie po staropolsku zwane Godami lub Godnimi Wielkimi Świętami, jedno z największych świąt chrześcijańskich, ustanowione zostało w kościele w IV wieku. Po raz pierwszy odnotowano je w rzymskim kalendarzu świątecznym w 354 roku. Z tego okresu pochodzi malowidło znajdujące się w katakumbach rzymskich, przedstawiające (prawdopodobnie) św. Rodzinę, pierwsze hymny łacińskie o Bożym Narodzeniu oraz marmurowe płaskorzeźby sarkofagowe przedstawiające Dzieciątko Jezus i towarzyszące mu zwierzęta: wołu i osła. Płaskorzeźby takie w IV i w V wieku były umieszczane na grobowcach niektórych rzymskich patrycjuszy - chrześcijan.

Dopiero dwa wieki później zostały wprowadzone do liturgii obchody wigilijne jako przedświęcie Bożego Narodzenia, z obowiązującym postem, modłami, czuwaniem i oczekiwaniem na święta.

W tradycji polskiej obchody Bożego Narodzenia, a zwłaszcza obchody dnia wigilijnego zajmują miejsce szczególne. W całej Polsce Wigilia Bożego Narodzenia jest bowiem dniem niezwykłym i przeżywanym w sposób szczególny (inaczej niż, np. W Anglii, w Niemczech czy we Francji, inaczej niż u protestantów polskich z Pomorza, Warmii i Mazur, gdzie do obchodów dnia wigilijnego nie przywiązywano szczególnej wagi).

Nazwa wigilia pochodzi od słów łacińskich: vigiliare - czuwać oraz vigilia - czuwanie, straż nocna, warta. Tak nazwany został dzień poprzedzający Boże Narodzenie - dzień 24 grudnia.

Wigilię polską cechuje pełne emocji oczekiwanie na wielkie, cudowne wydarzenie, wielkie święto Narodzenia Bożego i jednocześnie niepowtarzalne święto rodzinne.

Boże Narodzenie i poprzedzająca je wigilia przypadają w porze przesilenia zimowego. W dalekiej przeszłości, jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa, w świecie antycznym i na ziemiach prasłowian, a także u innych ludów zamieszkujących Europę, około 25 grudnia, w czasie zimowego przesilenia słońca obchodzono uroczyście początek roku słonecznego, wegetacyjnego i obrzędowego oraz wielkie święta kultowe, noworoczne, rolnicze i zaduszne. Święta takie odprawiali także nasi przodkowie, a pewne ich ślady przetrwały dotychczas w zwyczajach wigilijnych, przede wszystkim w wigilijnych zwyczajach i obrzędach ludowych.

Europejskie - a także polskie - obchody Bożego Narodzenia wykazują pewne związki z wesołymi rzymskimi Saturnaliami, wielkim świętem jesiennych zasiewów, obchodzonym w starożytnym Rzymie na przełomie jesieni i zimy przez wiele dni, często aż do rzymskiego Nowego Roku.

Także data Bożego Narodzenia - 25 grudnia została ustanowiona w kościele nieprzypadkowo. Wtedy Rzymianie świętowali dzień narodzin niezwyciężonego słońca - na cześć perskiego boga słońca - Mitry, którego kult rozpowszechnił się w Rzymie za czasów Aureliana, w III wieku.

Ojcowie kościoła - pierwsi biskupi rzymscy przejęli zatem tę właśnie datę jako dzień narodzin Jezusa Chrystusa. Święta Bożego Narodzenia, obchodzone w tym czasie, stanowić miały przeciwwagę dla pogańskiego kultu słońca. Niezależnie jednak od wszystkich reliktów, obecnych w obchodach Bożego Narodzenia, są one przede wszystkim wielkim świętem chrześcijańskim Kościoła i wielkim świętem domowym o bardzo pięknej, bogatej i różnorodnej obrzędowości.

Historia choinki i  podłaźniczki

Bardzo ważne znaczenie miał zawsze świąteczny wystrój mieszkań. Obecnie, we wszystkich domach króluje pięknie przystrojona choinka, bez której trudno wyobrazić sobie święta Bożego Narodzenia. Aż trudno uwierzyć, że jest to jedna z młodszych tradycji świątecznych. Pierwsze choinki pojawiły się w Polsce w XIX wieku i to głównie w miastach, w domach Niemców i ewangelików pochodzenia niemieckiego. "Obyczajem Prusaków jest zwyczaj w Warszawie - pisał o choince w 1830 roku Łukasz Gołębiowski - upominkiem dla dzieci w wilię: sosienka z orzechami włoskimi, złocistymi jabłuszkami i mnóstwem stoczków".

Nieco później, ale także pod wpływem niemieckim, pojawiły się choinki na Pomorzu, na Warmii i Mazurach oraz na Śląsku. Stopniowo zwyczaj ustawiania w domu świątecznego drzewka rozszerzył się na całą Polskę. Jednak w okresie międzywojennym na wsi, a zwłaszcza we wsiach Polski południowej i centralnej, choinka należała do rzadkości.

Wcześniej natomiast niż choinki znano w Polsce w okresie Bożego Narodzenia inne zielone przystrojenia. Były to gałązki "zimozielone", a więc świerku, jodły lub sosny, którymi strojono ramy świętych obrazów, ściany, drzwi wejściowe i furtki, przybijano je nawet na wrotach do stodół i obór.

Na ziemi Sądeckiej i na Podgórzu Rzeszowskim przed domem ustawiano ścięte w lesie małe świerczki - symbol szczęścia i urodzaju.

Inna zielona dekoracja świąteczna była charakterystyczna dla Polski południowej i południowo - zachodniej: Podhala, Pogórza, Śląska Cieszyńskiego, Ziemi Sądeckiej i Krakowskiej, okolic Jarosławia, Rzeszowa, Lublina i Sandomierza. Nad stołem wigilijnym wieszano tam rozwidlony czubek świerku lub sosny, a później obręcze starych sit owinięte sosnowymi gałązkami albo tarcze uplecione ze słomy, także ozdobione zielenią. Wieszano na nich ciastka domowej roboty, jabłka, orzechy, łańcuchy oraz inne wykonane w domu papierowe ozdoby i koniecznie wycinanki z opłatka oraz duży, barwny, sklejony z opłatków "świat".

Przystrój taki nazywano: podłaźnikiem, połaźnikiem, jutką, wiechą, sadem, rajskim lub bożym drzewkiem. Wierzono, że wisząca pod sufitem podłaźniczka nie tylko pięknie przystraja dom, ale posiada również różne właściwości dobroczynne, że chroni od nieszczęść i chorób, że przynosi dobrobyt, zapewnia zgodę i miłość w rodzinie, a pannom na wydaniu szybkie i udane małżeństwo.

Wizyta kawalera w okresie świątecznym była bowiem traktowana jako przyjście w konkury, zwłaszcza jeśli usiadł pod podłaźniczką i zerwał z niej jabłko lub orzech.

Wyschniętego podłaźnika nigdy nie wyrzucano. Jego pokruszone, drobne cząstki dodawano do karmy zwierzętom albo zakopywano w bruzdach zagonów na urodzaj.

Ozdoby, które wieszano na podłaźniczkach (orzechy, jabłka, opłatki), zdobiły także pierwsze choinki. Wieszano na nich również własnoręcznie ozdoby z kolorowego papieru, bibuły, wydmuszki jaj, piórka itp. Z czasem zastąpiły je ozdoby, przede wszystkim bombki z dmuchanego szkła (powszechnie obecnie stosowane), ozdoby z mas plastycznych, celofanu i cynfolii oraz elektryczne lampki.

Dawne obrzędy religijne

        Wigilia Bożego Narodzenia - w dawnej Polsce uważana była za dzień, którego przebieg miał decydować o całym roku. Należało zatem przeżyć go w zgodzie, spokoju i okazywać sobie największą życzliwość. Od dzieci wymagano posłuszeństwa i szczególnej grzeczności. Tłumaczono im, że jeśli w dniu wigilii nie zasłużą na karę, unikną także kar, napomnień i klapsów w ciągu całego roku.

Niegdyś, w dniu wigilii mężczyźni, zwyczajowo, udawali się na połowy i polowania. Wierzono, że w tym właśnie dniu z pewnością powrócą do domu ze zwierzyną i sieciami pełnymi ryb. Wróżyło im to także udane polowania i obfite połowy w ciągu całego roku.

W domach natomiast - podobnie jak i w naszych czasach - od wczesnego świtu trwały liczne przygotowania. Kończono rozpoczęte wcześniej porządki oraz gotowanie i pieczenie wigilijnych potraw, a na wsi obrządek inwentarza żywego. Wszystkie czynności gospodarskie musiały być bowiem zakończone przed zapadnięciem zmroku, przed wieczerzą, która była i jest dotychczas najważniejszym momentem obchodów wigilijnych.

Staropolskim elementem świątecznego wystroju w okresie Bożego narodzenia były snopy zbóż, siano oraz słoma. Snopy zbóż podstawowych: pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa ustawiano w wieczór wigilijny zarówno w chałupach chłopskich, jak i na dworach, a nawet w magnackich rezydencjach. W 1903 r. w "Encyklopedii staropolskiej" Zygmunt Gloger pisał o zwyczaju tym: "Stawianie snopów zboża po rogach izby, w której zasiadają do uczty wigilijnej, dotąd napotykane u ludu było zwyczajem niegdyś we wszystkich warstwach powszechnym. U pani wojewodziny Dobrzyckiej w Pęsach na Mazowszu, w połowie XIX wieku, nie siadano do wigilii bez snopów zboża po rogach komnaty stołowej ustawionych".

W niektórych regionach Polski zaściełano słomą całą podłogę. Wszędzie, w miastach i na wsi, grubą warstwę siana kładziono na stole i dopiero na nim - lnianą płachtę lub obrus. Zwyczaj ten zachowuje się jeszcze w niektórych domach. Chociaż najczęściej na stole kładzie się już tylko małe pasemko siana.

Słomę i siano stosowano w intencji dobrych urodzajów i na pomyślność zabiegów gospodarskich. Ze słomy wyciągniętej ze snopków skręcano powrozy i po wieczerzy okręcano nimi drzewka owocowe, aby dobrze rodziły. Prócz tego wiązki słomy rzucano pod sufit, co zwało się "ciskaniem kop" - aby zboże w nadchodzącym roku urosło wysokie. Siano zaś po świętach, a niekiedy już w wigilię po wieczerzy, dodawano do paszy krów i koni, aby dobrze się hodowały i dobrze służyły ludziom.

Mówiono także, że przystroje z siana i słomy przypominać mają o ubogim narodzeniu Jezusa i żłobie służącym mu za kołyskę, zapewne wysłanym sianem i słomą.

W południowych regionach Polski na stół wigilijny sypano ziarna zbóż, grochu, maku, soczewicy i na nich dopiero stawiano miski z jedzeniem w intencji dobrych plonów i zbiorów roślin, których nasiona znajdowały się na obrusie, a także tych, z których były zrobione potrawy wigilijne (kapusta, grzyby).

Zapomniane zostały już niemal zupełnie inne elementy świątecznego wyposażenia wnętrza, które umieszczano w izbie na pomyślność zabiegów gospodarskich: żelazo - lemiesze pługa, kosy i inne ostre narzędzia, które niegdyś umieszczano pod stołem wigilijnym, aby "krety (i inne szkodniki) roli nie psuły", a także sznury i łańcuchy, którymi obwiązywano nogi stołu, "aby chleb trzymał się domu" i aby panował w nim dostatek.

Najważniejszą uroczystością obchodów domowych Bożego Narodzenia jest wieczerza postna zwana wilią, wigilią (jak cały dzień), pośnikiem, postnikiem, lub na wschodnich rubieżach Polski - kutią (od głównego dania - kutii, sporządzonej z pszenicy, maku i miodu). Zwyczajowo rozpoczyna się ona wraz z ukazaniem się na niebie pierwszej gwiazdy, ponieważ - zgodnie z zapisem biblijnym - w czasie narodzenia Jezusa nad grotą w Betlejem ukazała się jasna, świecąca wielkim światłem gwiazda.

Znaczenie opłatka

      W całej Polsce wieczerzę wigilijną poprzedza ceremonia dzielenia się opłatkiem, świętym chlebem na znak pojednania, miłości, przyjaźni i pokoju. Ten sam znak pojednania i pokoju czynią pomiędzy sobą wyznawcy prawosławia, dzieląc się przed wieczerzą wigilijną proskurą, zwaną także prosferą - bułką przaśną. Bułeczki takie używane są również w prawosławnych obrzędach cerkiewnych.

Charakterystyczny dla naszej tradycji świątecznej, wyłącznie polski obyczaj dzielenia opłatka przed wieczerzą wigilijną wywodzi się z rytuałów starochrześcijańskich. Chleby, których nie użyto podczas misteriów religijnych i płytki chlebowe nazywano eulogiami. W okresie świątecznym Bożego Narodzenia wymieniały je pomiędzy sobą kościoły i bractwa zakonne, rozdawano je także wiernym, aby spożywali je ku chwale narodzonego Chrystusa na znak miłości chrześcijańskiej wspólnoty.

W połowie IX wieku, za panowania Karola Wielkiego, w kościołach Europy Zachodniej podczas mszy zaczęto używać innego rodzaju pieczywa, zbliżonego bardzo do znanych nam dzisiejszych opłatków. Pieczono je z białej mąki pszennej i czystej źródlanej wody, w specjalnych metalowych matrycach z wygrawerowanymi wewnątrz symbolami religijnymi, których kontury odciskały się i były widoczne na gotowych wypiekach, mających postać cienkich, białych opłatków chlebowych.

Wyrobem płatków mszalnych trudniły się klasztory. W Polsce wyspecjalizował się w tej sztuce zakon ss. Sakramentek. Wytwarzali je także kościelni i wikariusze. Były to opłatki przeznaczone zarówno na hostie i komunikaty, jak i opłatki świąteczne, roznoszone przed wigilią do domów parafian. Obecnie wyrobem opłatków świątecznych trudnią się wytwórnie rzemieślnicze. Można zaopatrywać się w nie we wszystkich rzymsko - katolickich parafiach w całej Polsce. W dzień wigilii bowiem nie może zabraknąć opłatka w żadnym polskim domu.

Wyłącznie polski obyczaj dzielenia się opłatkiem ma już ponad dwieście lat. Najpierw praktykowany był na dworach, wśród szlachty, ale szybko rozprzestrzenił się także w innych stanach i to w całej Polsce, z wyjątkiem niektórych wsi na Pomorzu, Warmii i Mazurach, gdzie obyczaj dzielenia opłatka nie był znany.

Wyłącznie polską specyfiką są także ozdoby z opłatka. Opłatki traktowano zawsze z wielkim szacunkiem, ich resztek pozostałych po wieczerzy wigilijnej nigdy nie wyrzucano. Wykonywano z nich ozdoby świąteczne. Jeszcze na początku XX wieku występowały one na całym prawie obszarze Polski, z wyjątkiem regionów północnych i północno-zachodnich. Elementy tych ozdób wycinano z opłatków białych i barwnych, a następnie sklejano je śliną w lekkie, delikatne kompozycje. Były wśród nich małe płaszczyznowe wycinanki: trójkąty, krążki, gwiazdki, półksiężyce, krzyżyki; wycinano je z jednego kawałka opłatka. Służyły głównie do ozdoby podłaźniczek, rzadziej do dekoracji ścian izby i belek stropowych.

Były wśród nich także piękne ażurowe rozety i gwiazdy wyklejane z układanych na różne sposoby i sklejonych pasków opłatka. Występowały one w niezliczonych odmianach form i kolorów, głównie w Polsce północno-wschodniej, przede wszystkim na Podlasiu. W tym regionie w okresie świątecznym Bożego Narodzenia zdobiono nimi belki stropowe.

Z opłatków wykonywano również formy przestrzenne: najczęściej kule i kompozycje z kuli i półkul, rzadziej elipsy, walce i inne bryły o wyszukanych kształtach i kolorystyce. Nazywano je światłami lub wilijkami. Występowały przede wszystkim w Polsce południowej i centralnej.

Inspiracją dla ludowych, opłatkowych "światów" była prawdopodobnie sztuka religijna: rzeźby i obrazy, na których Chrystus trzyma w ręce jabłko z krzyżem, kulę ziemską, czyli świat - na znak swej boskiej nad nimi władzy.

Opłatki i ozdoby z opłatków miały zapewniać domownikom miłość, spokój, harmonię i szczęście, sprowadzać na ich dom błogosławieństwo Boże, chronić ludzi i ich trzodę przed chorobami oraz wszelkim złem.

Tradycje i potrawy świąteczne

       Wieczerza wigilijna, do której zasiadano po podzieleniu się opłatkiem, składała się zawsze z potraw postnych. Ich rodzaj oraz liczbę określa dotąd - przechodzący z pokolenia na pokolenie - obyczaj religijny i rodzinny.

Najczęściej przyrządza się na wigilię 12 dań, bo tyle jest miesięcy w roku lub według innej interpretacji - bo tylu apostołów poszło za Chrystusem.

Bywa jednak, że gotuje się na wigilię nieparzystą liczbę potraw: 5, 7, 9 lub nawet 11 dań. Rzadko kiedy liczy się skrupulatnie dania wigilijne. Im jest ich więcej, tym większy dostatek i więcej dobrodziejstw spłynie na dom w nadchodzącym roku.

Niegdyś na ucztę wigilijną przygotowywano wyłącznie potrawy z płodów ziemi, a więc zgodnie z porzekadłem - "z wszystkiego, co w polu, w lesie, w wodzie i w ogrodzie". Był to wyraz hołdu składanego ziemi - żywicielce. Taki dobór dań wigilijnych, spożywanych z wielkim namaszczeniem i powagą miał zapewnić obfitość zbóż, owoców i grzybów.

Na końcu stołu, na honorowym miejscu, kładziono cały bochenek chleba, a u Łemków z podgórza rzeszowskiego na stole wigilijnym musiał znaleźć się także olej i czosnek. Każdej potrawy wigilijnej należało przynajmniej skosztować. W ten sposób okazywano szacunek płodom ziemi i pokarmom z nich przygotowanym, aby przez cały rok w spiżarniach nie zabrakło zapasów i nikt nie zaznał głodu.

Do najdawniejszych jadanych w Polsce potraw wigilijnych należy wspomniana już wcześniej kutia z maku i pszenicy (lub pęczaku, czy innej kaszy) utartych z miodem. Była to potrawa, którą w przeszłości spożywano na stypach zadusznych. Jej obecność na wigilijnych stołach jest zatem reliktem dawnych obrzędów ku czci zmarłych, które przed wiekami, w czasie zimowego przesilenia odprawiali nasi przodkowie. Kutia jadana jest dotąd, przede wszystkim na wschodnich kresach Polski, ale ostatnio także i w innych regionach naszego kraju. Na kresach wschodnich jadano także kisiel owsiany, a w innych regionach zupę z owsa, czyli tzw. brej owsiany.

Jadano również siemieniuch - siną zupę z siemienia lnianego lub siemionka zwaną także siemieniotką - utłuczone siemię lniane, rozgotowane i lekko posłodzone; potrawa ta przypominała gęste, białe mleko. Na stole nie mogło zabraknąć również kartofli, kapusty, rzepy, grochu, fasoli i różnych kasz.

Większość najdawniejszych wigilijnych potraw zniknęła całkowicie z domowych świątecznych jadłospisów (z wyjątkiem kutii). Obecna wieczerza wigilijna, chociaż postna, jest za to bardzo obfita i urozmaicona. Zestaw dań wigilijnych jest nieco inny, różny w każdym domu, uzależniony od zwyczaju rodzinnego i od upodobań domowników. Pomimo to w każdym domu przygotowuje się tradycyjne wigilijne dania. W Polsce na wigilię jada się więc najczęściej barszcz grzybowy lub barszcz czerwony z buraków z uszkami (koniecznie z grzybowym nadzieniem), zupę grzybową, zawsze jakąś potrawę postną z kapusty, np. kapustę z grzybami, pierogi z kapustą i grzybami, śledzie i ryby, kluski z makiem na słodko, różne ciasta, owoce, orzechy i inne słodycze oraz kompot z suszonych śliwek, gruszek i jabłek.

Ryby, które obecnie są głównym, najważniejszym daniem wigilijnym, pojawiły się na stołach o wiele później niż tradycyjne potrawy ze zbóż, warzyw, grzybów i owoców. Początkowo jadano je podczas wigilii tylko na dworach i w bogatych klasztorach. Jadali je także rybacy. Na Pomorzu tradycyjnym daniem wigilijnym był gotowany węgorz.

Z czasem, z różnych i na różne sposoby przyrządzanych dań wigilijnych ze śledzi i ryb zasłynęła kuchnia polska. Jej specjalnością był niegdyś karp lub szczupak w "szarym sosie" z dodatkiem warzyw, migdałów, rodzynek, korzeni, wina, piwa, także "krążki" - czyli ryba faszerowana w galarecie (najczęściej szczupak) oraz wiele innych, doskonałych dań rybnych.

Kuchnia polska słynie także z ciast i deserów wigilijnych, przede wszystkim ze strucli makowej, miodowych pierników i deseru z przyrządzanego na słodko maku z miodem i bakaliami, podawanego z kruchymi ciasteczkami, które niegdyś nazywano łamańcami lub kruchalcami.

W dawnych czasach z każdej potrawy wigilijnej odkładano po łyżce do stojącego przy stole, przygotowanego wcześniej skopka. Po skończonej wieczerzy resztki te i opłatek stosownego koloru (przeznaczony specjalnie dla bydła), a także siano spod obrusa zanoszono do stajni i dzielono między wszystkie zwierzęta, błogosławiąc je w imię Jezusa. Starzy ludzie powiadali, że w świętą noc Bożego narodzenia każde stworzenie powinno cieszyć się z Narodzenia pańskiego. Powiadali także, że o północy zwierzęta rozmawiają ze sobą ludzkim głosem.

Po skończonej wieczerzy nie sprzątano stołu; całą noc pozostawiano na nim łyżki, miski, resztki potraw, chleb i opłatek, aby dusze bliskich zmarłych, w noc wigilijną mogły posilić się wigilijnym jadłem.

Zwyczaj dodatkowego nakrycia

Na stole, przykrytym białym obrusem z wiązką sianka pod spodem, ustawia się jedno nakrycie więcej niż jest uczestników wieczerzy. Jest ono symbolicznie przeznaczone dla niezapowiedzianego gościa, natomiast dawniej dla ducha przodków. Niegdyś wigilijna kolacja była mocno związana ze światem duchów, a dusze zmarłych krewnych były szczególnie wyczekiwane tego wieczoru. Aby nie wyrządzić krzywdy przybyłym, nie należało zajmować miejsca bez jego uprzedniego zdmuchnięcia, bo mogła na nim już siedzieć dusza.

Zwyczaj stawiania dodatkowego nakrycia szczególnie upowszechnił się w XIX wieku. Miał wówczas patriotyczną wymowę - w wielu domach miejsce to symbolicznie było zarezerwowane dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Przygotowanie do wigilii

Wieczerza wigilijna ma w sobie coś sakralnego. Do tej małej wspólnoty odnoszą się słowa Chrystusa: Gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam ja jestem pośród nich. Dlatego wśród spożywających posiłek powinna być żywa świadomość obecności Chrystusa. Tym bardziej, że ostatni Sobór rodzinę chrześcijańską nazwał Ecclesia domestica - Kościołem domowym (rodzinnym). Dlatego w czasie wieczerzy wigilijnej obecność Chrystusa zaakcentujemy wspólną modlitwą, odczytaniem fragmentu Ewangelii i zapaleniem świecy lub świateł na choince (Chrystus jest światłością). Pamiętać należy, że właściwe przeżycie wieczoru wigilijnego zależeć będzie od wielu czynników i okoliczności, przede wszystkim jednak od stopnia religijności danej rodziny.

1. Chrześcijanie od najdawniejszych czasów, noc poprzedzającą dni świąteczne spędzali na czuwaniu i modlitwie. Kontynuacją tych tradycji winna być również wieczerza wigilijna i święta noc Bożego Narodzenia.

2. Do świąt Bożego Narodzenia i do wieczerzy wigilijnej przygotowujemy się duchowo przez cały okres Adwentu. Porządki przedświąteczne, zakupy, a także porządki we własnym sumieniu poprzez pojednanie się Bogiem i bliźnimi w sakramencie pokuty, należy zakończyć w przeddzień dnia wigilijnego.

3. W myśl obowiązujących przepisów kościelnych w dzień wigilijny wolno spożywać nawet pokarmy mięsne, ale trzymając się tradycji przez cały dzień wigilijny i podczas wieczerzy wigilijnej powstrzymujemy się od spożywania pokarmów mięsnych. Bezwarunkowo należy się powstrzymać od napojów alkoholowych.

4. Na czas zakończyć przygotowania do wieczerzy wigilijnej. Ważna będzie również oprawa zewnętrzna: stół odświętnie nakryty, a także odświętnie ubrani wszyscy domownicy.

5. Czas rozpoczęcia wieczerzy według miejscowego zwyczaju (o zmroku, po ukazaniu się pierwszej gwiazdy lub po oddzwonieniu na Anioł Pański). Na czas wieczerzy wigilijnej należy ograniczyć oglądanie telewizji.


Przebieg wieczerzy wigilijnej

Poniższy tekst jest propozycją przebiegu wieczerzy wigilijnej. Wiele rodzin ma już ułożony od wielu lat swój„program” wigilijnego rodzinnego spotkania.
1. Zapalenie świecy - ojciec rodziny lub matka, albo najstarsze dziecko zapala świecę Caritas (lub inną) na stole mówiąc: "Światło Chrystusa", wszyscy odpowiadają: "Bogu niech będą dzięki", a następnie świece lub światła na choince.
2. Czytanie Ewangelii (Łk 2,1-14 lub Mt 1, 18-25) - przy świetle zapalonej świecy ktoś z rodziny odczytuje fragment Ewangelii (wcześniej przygotować czytanie)
3. Śpiew kolędy „Wśród nocnej ciszy”.
4. Modlitwa: Boże, nasz Ojcze, w tej uroczystej godzinie wychwalamy Cię i dziękujemy za noc, w której posłałeś nam swojego Syna, Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawiciela. Prosimy Cię: Udziel naszej rodzinie daru miłości, zgody i pokoju. Wysłuchaj nas, Panie. Obdarz także naszych sąsiadów, przyjaciół i znajomych pokojem tej nocy. Wysłuchaj nas, Panie. Wszystkich opuszczonych, samotnych, chorych i głodnych na całym świecie pociesz i umocnij Dobrą Nowiną tej świętej nocy Bożego przyjścia na ziemię. Wysłuchaj nas, Panie. Naszych zmarłych, bliskich i znajomych (można wymienić imiona) obdarz szczęściem i światłem Twej chwały. Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Wierzę w Boga… (można odmówić cały pacierz) Panie Boże, Ty sprawiłeś, że ta święta Noc zajaśniała blaskiem prawdziwej światłości Jednorodzonego Syna Twojego; spraw, abyśmy jaśnieli blaskiem twego światła w naszym codziennym postępowaniu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
5. Łamanie się opłatkiem - słowo wyjaśnienia: Za chwilę przełamiemy się opłatkiem. Po co to czynimy? Chleb jest symbolem życia, chleb podtrzymuje życie. Znak łamania się chlebem jest rodzinnym gestem miłości i życia. Bóg w swojej miłości daje nam chleb i życie. Pan Jezus przyszedł na świat, "abyśmy życie mieli". Uczestnikami tego życia stajemy się przez udział w łamaniu chleba, czyli przyjmowania Chrystusa w Komunii świętej. Ale warunkiem spożywania Chleba Życia jest otwarcie się ku bliźnim,postawa dawania, czynnej miłości. Musimy być dla innych jak chleb. Niech wyrazem tej postawy będzie przełamanie się opłatkiem. Ojciec rodziny składa wszystkim życzenia: Obecnie w duchu miłości i przebaczenia przełamiemy się opłatkiem - chlebem miłości. Otwierając serca nasze w miłości wzajemnej, otwieramy je na przyjście Pana. Niech w nim każdy człowiek znajduje dobroć i przyjaźń. Niech wszyscy, którzy żyją w naszej rodzinie i odwiedzają nasz dom, będą szczęśliwi, zdrowi, serdeczni, niech mają zawsze dobre zamiary i aby wszyscy wszędzie się radowali. Niech Pan będzie zawsze z nami w naszym domu i niech sprawi, abyśmy uczestnicząc w tej wieczerzy, stali się uczestnikami Jego radości w Królestwie Bożym. Po życzeniach ojciec przełamuje się opłatkiem najpierw z matką, a następnie z pozostałymi członkami rodziny.
Wszyscy nawzajem składają sobie życzenia i przełamują się opłatkiem.
6. Spożywanie wieczerzy - w atmosferze wzajemnego braterstwa i życzliwości spożywa się potrawy według lokalnej tradycji.
7. Śpiew kolęd - kiedy rodzinna uczta wigilijna dobiega końca, świąteczny nastrój podtrzymujemy śpiewaniem kolęd.
8. Pasterka.


Dlaczego warto czytać?

W Telewizji bardzo dużo informacji jest przekazywanych w niezwykle krótkim czasie, co nie pozwala na zapamiętanie czy choćby przemyślenie ich wszystkich. W ten sposób telewidz uczy się skupiania uwagi na krótką chwilę, a jego myśl staje się bardziej impulsywna niż refleksyjna (niektóre badania wskazują nawet na związek między nadmiernym oglądaniem telewizji a pochopnym podejmowaniem decyzji i niecierpliwością). Inaczej jest z czytaniem, w trakcie którego przetwarzanie informacji zachodzi w świadomości, a więc przebiega wolniej. Odwracając kartki, wchodzimy stopniowo w mechanizm narracji. Krok po kroku staramy się zrozumieć książkę. Tempo zależy od nas. Do pewnych rzeczy można w każdej chwili wrócić, najistotniejsze można sobie zaznaczyć. Można powiedzieć, że czytanie jednocześnie wymaga oraz uczy cierpliwości. Oglądanie telewizji jest natomiast tak banalnym Dlaczego warto czytać?

Stajemy się społeczeństwem, które czyta coraz mniej. Według niedawnych badań przeprowadzonych przez Zakład Badań Czytelnictwa Biblioteki Narodowej i TNS OBOP, 42% Polaków deklaruje brak zainteresowania książką. Wyniki te są zatrważające, ponieważ człowiek wychowany jedynie przez „szklany ekran” funkcjonuje zupełnie inaczej, niż ktoś kto czyta książki. Dlaczego? Ponieważ czytanie bardzo pozytywnie wpływa na ludzki rozwój.

Poniżej zamieszczam porównanie książek i telewizji w pewnych aspektach, które ukazuje wyraźnie wyższość czytelnictwa nad biernym siedzeniem prze telewizorem:

 

1. Czytanie uczy myślenia

Podstawowy kanon komunikacji międzyludzkiej oparty jest na słowie, gdyż to właśnie ono poprzez odwołanie się do świadomości jest podstawą naszego myślenia. W konfrontacji książki, opartej na słowie, z przekazem telewizyjnym, bazującym na obrazie, język okazuje się bardziej uniwersalny. Dzięki niemu możemy wyrazić zarówno wydarzenia zewnętrzne, jak również przeżycia wewnętrzne, zjawiska świata materialnego i niematerialnego. Ludzie są istotami myślącymi, bo operują słowem, a nie dlatego, że widzą. Zwierzęta również widzą, lecz nie myślą. Uczucia i myśli docierające do naszej świadomości za pomocą słów nie mają odpowiednika w prostych symbolach wizualnych. Doświadczenie pokazuje, że osoby, które zerwały z cywilizacją słowa, rzadko mają swoje zdanie, idą za tłumem, a samodzielne myślenie ich męczy.

2. Czytanie pobudza wyobraźnię

Telewizja nie pozwala nam na samodzielne myślenie. Niczego nie musimy sobie wyobrażać czy dochodzić do czegoś drogą naturalnej refleksji. Wszystko mamy podane: zarówno scenerię, mimikę, jak i ton głosu. Czytając mamy dużo więcej swobody. Sami obsadzamy role, obmyślamy tło i kierujemy akcją. Każdy szczegół wygląda tak, jak zechcemy. Dobra książka porusza i ożywia umysł.

3. Czytanie rozwija umiejętność wysławiania się

Czytanie jednocześnie wymaga zdolności językowych, jak i je rozwija, ponieważ jest nierozłącznie związane z mówieniem i pisaniem. Tych, którzy nie czytają nic albo niewiele, bardzo łatwo poznać. Zdradzają się częstym używaniem zwrotów typu: „No wiesz, o co mi chodzi”, „No… tego. ..”. Zacinają się, stękają, zastępują słowa gestami lub imitują dźwięki. Ocenę ludzi i przedmiotów ograniczają do przymiotnika „fajny” lub „super”.

Warto do tego dodać także fakt, że przeprowadzone w Anglii badania ujawniły, że istnieje ścisła zależność pomiędzy godzinami spędzonymi przed ekranem a rozwojem słownictwa. Okazało się mianowicie, że prawie wszystkie tzw. „telewizyjne dzieci” mówią w wieku 3 lat na poziomie dzieci o rok młodszych.

4. Czytanie wyrabia cierpliwość

 zajęciem, że nie stwierdzono jeszcze u nikogo niezdolności do jej oglądania.

Gdyby się dobrze zastanowić, to pewnie znaleźlibyśmy jeszcze niejeden powód, dla którego warto czytać książki. I dlatego bardzo nam zależy, by jak najwięcej osób sporo czytało. Wszak pismo jest podstawą cywilizacji…


Jak rozmawiać ze świadkami Jehowy?

            Od prawie 100 lat na terenie Polski działają świadkowie Jehowy (wcześniej znani jako Badacze Pisma Świętego). W wielu wypadkach wzbudzają irytację, niepokój, czasem złość, a czasem… trafiają na podatny grunt i pozyskują nowych wyznawców. Wiele osób pyta: Jak z nimi rozmawiać? Zanim odpowiem na to pytanie, na początku warto przybliżyć wewnętrzne szkolenia świadków oraz podać jakąś przykładową dyskusję, jakich miałem z nimi ponad 200 w ciągu ostatnich 15. lat.

            Pukanie do drzwi!

            Kilkanaście lat temu do moich drzwi zapukali świadkowie Jehowy. Wydawało mi się wówczas, że jestem dobrym „normalnym” katolikiem. Myślałem sobie w sercu: Panie Boże, do kościoła chodzę, pacierz odmawiam, na rekolekcjach jestem, nie kradnę, nie zabijam cóż więcej chcieć? I kiedy ci ludzie zaczęli ze mną rozmawiać okazało się, że nie umiem rzeczowo obronić swojej wiary; nawet dobrze nie umiałem trzymać w ręku Pisma św.; nie mówiąc już o tym by coś z tej Biblii znaleźć. Kiedy wyszli w moim sercu pojawiało się wiele wątpliwości i zacząłem się zastanawiać: czy ja do końca życia mam być gorszy od świadków? czy jedynym moim argumentem mają być zamknięte drzwi, wykręty, czy też spuszczony pies? Pomyślałem sobie, że nie jestem gorszy od świadków. Skoro oni mogą poznawać swoją wiarę i o niej rozmawiać, to dlaczego ja bym nie mógł? Skoro prawda jest po stronie Kościoła katolickiego, to dlaczego nikt tego świadkom rzeczowo, merytorycznie nie wyłoży? Zacząłem pisać, czytać, kserować, chodzić na różne spotkania by nie tylko swoją wiarę, ale także wiedzę religijną pogłębić. Poznawszy na studiach teologicznych kilku kolegów wspólnie podjęliśmy to wyzwanie. Dziś odwiedzamy domy świadków i chętnie podejmujemy z nimi rozmowy. Niestety świadkowie gdy się zorientują, że ktoś zna Biblię, ich czasopisma, gdzie jedno drugiemu zaprzecza wówczas nie chcą umówić się na kolejne spotkania. Drugi wniosek jest bardzo ważny: im my katolicy lepiej znamy dogmatykę katolicką (Biblię, katechizm), tym mniej jesteśmy podatni na działanie czy to świadków Jehowy czy błędnych duchowości lansowanych przez New Age (magia, okultyzm, reinkarnacja, joga itp.).

Czego boją się świadkowie Jehowy ?

Chrześcijańskie pozdrowienie

Rzeczą zaskakującą jest fakt, że świadkowie Jehowy nie przyznają się publicznie do Jezusa Chrystusa. Na chrześcijańskie pozdrowienie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” świadkowie Jehowy odpowiadają: „Dzień dobry”. W czasie licznych spotkań z nimi bardzo widoczny jest fakt, iż świadkowie nie chcę publicznie wyznać, w powyższy sposób, wiary w Jezusa. Ponadto stawiają zarzut, iż Pismo św. nigdzie nie daje podstaw do takiej praktyki. Nie pierwszy to już przykład, gdy świadkowie błędnie podchodzą do Biblii.

            Oddajmy więc głos Słowu Bożemu. Św. Jan pisze: „Aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu, kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał” (J 5,23). List do Hebrajczyków (13,21) mówi, iż Jezusowi Chrystusowi „chwała na wieki wieków. Amen.” (Podobnie 1 P 4,11; 2 P 3,18; Ap 5,12-13 itd.).

            Widzimy więc, że świadkowie Jehowy publicznie wypierają się Jezusa Chrystusa. Jest to smutna konsekwencja odrzucenia Ducha Świętego, jako Osoby Boskiej, ponieważ bez Jego pomocy nikt nie może wyznać wiary w Jezusa (por. 1 Kor 12,3) i uklęknąć do modlitwy (por. Flp 2,10). „Kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy” (Rz 8,9).

Ze swej strony poprosiłem, by świadkowie pokazali mi, gdzie w Biblii jest napisane, by mówić „dzień dobry” – do dziś czekam...

 

„Tajna broń” świadków Jehowy?

            Mowa jest tu o niewielkiej książeczce, w twardych, brązowych okładkach wydanej w jęz. polskim w roku 1991 pt.: „Prowadzenie rozmów na podstawie Pism” (wyd. 2 z roku 2001). Co jest takiego szczególnego w tej książeczce.

            Wyobraźmy sobie, iż przychodzą do nas świadkowie i stawiają zarzut: Jezus nie jest Bogiem! (Nie wierzą bowiem w Trójcę Świętą). Otwieramy wówczas werset np. J 1,1: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” i już się cieszymy, iż znaleźliśmy werset, który wprost mówi, że Jezus jest Bogiem, i że zaskoczymy tym świadków... Ale nie wiemy o tym, że w swojej niepozornej książeczce świadkowie na końcu mają spis wszystkich nie wygodnych dla siebie wersetów. Wówczas szukają J 1,1 patrzą, na której stronie jest ów werset omówiony (s.126), otwierają na tej stronie, a tam mają już napisane co czytać, jak zagadnąć, na jakich uczonych się powołać, jakie zdać pytanie itd. I po kilku minutach zapominamy nawet o co żeśmy się pytali.

Szkolenia świadków Jehowy

            Wielu ludzi myśli naiwnie, że sekciarz, który pyta o zdrowie naszych dzieci, czy też o to jak mi się żyje, lub gdy „darmowo” mi pomaga, że on to czyni szczerze, spontanicznie, z serca. Nie wiemy jednak o tym, że ludzi ci często przechodzą specjalne szkolenia, w których wykorzystuje się najnowsze osiągnięcia psychologii, socjotechniki itp. Podobnie czynią świadkowie Jehowy. Otóż w wspomnianej ostatnio książeczce „Prowadzenie rozmów...” mają - o czym katolicy np. nie wiedzą - gotowe schematy, co mówić i co odpowiadać przy naszych drzwiach.

            Wyobraźmy sobie, iż siedzimy wygodnie w fotelu, oglądamy końcówkę pasjonującego meczu gdy nagle ktoś puka do naszych drzwi. Kto to może być? Idziemy, otwieramy drzwi, a w progu wita nas dwoje ludzi, elegancko ubranych z czułym uśmiechem i jedno z nich zaczyna np. tymi słowami [Wariant 1, s.9 we wspomnianej książeczce]: „Dobry wieczór. Nazywam się... [tu świadek Jehowy wstawia swoje nazwisko]. Mieszkam nie daleko stąd... [w nawiasie mają napisane:] (Podaj nazwę ulicy, albo dzielnicy). Czy oglądał pan wczoraj dziennik telewizyjny... Na pewno zwrócił pan uwagę na... (Wymień, jakieś niepokojące wydarzenie). Co pan o tym sądzi... Nieraz się słyszy, jak ludzie pytają: Dokąd zmierza ten świat? My świadkowie Jehowy jesteśmy przekonani, że żyjemy w dniach ostatnich, o których mówi Biblia. Proszę posłuchać szczegółowego opisu.” [I mają dalej napisane, jaki fragment, z jakiej strony czytać].

            Na następnej stronie jest kolejny manewr: „Przepraszam, chciałbym pana o coś zapytać. Który z mnóstwa problemów nękających współczesny świat, należałoby rozwiązać w pierwszej kolejności.” [W nawiasie świadkowie mają umieszczoną podpowiedź]: „Po zorientowaniu się, co najbardziej niepokoi twego rozmówcę, wykorzystaj to jako punkt wyjścia w dalszej rozmowie”.

            Na kolejnych stronach świadkowie mają gotowe formułki, jak rozpocząć rozmowę na temat wojny, pokoju, cierpienia, bezrobocia, szczęścia, śmierci itd. Wybierają je w zależności od zastanej sytuacji.

            Ale załóżmy, iż znamy już taktykę świadków i na ich „wierszyk” odpowiadamy np. „Mnie to nie interesuje”. Myślimy sobie ale żeśmy ich zaskoczyli. Nikogo żeśmy nie zaskoczyli, bowiem od strony 15. w swej książeczce świadkowie mają rozdział pt. „Jak reagować na odpowiedzi mające na celu przerwanie rozmowy”. Niżej pisze, co odpowiadać. Np.: „A czy zainteresowałoby to pana, gdybym na podstawie Pisma świętego pokazał panu, jak może się pan spotkać z bliskimi, którzy już nie żyją?”

            No to ktoś mówi: „Nie mam czasu”. Nasi świadkowie i na to mają kilka gotowych odpowiedzi. Jedna z nich brzmi: „W porządku, chętnie przyjdę do pana o dogodniejszej porze, ale zanim odejdę pozwoli pan, że odczytam z Biblii tylko jeden werset, nad którym naprawdę warto się zastanowić...”. Inna zagrywka to np.: „Dzień dobry. Jak się pan czuje? Chciałbym znowu z panem chwilę porozmawiać. (Podaj konkretny temat, który chciałbyś omówić).”

            Gdy ktoś mówi: „Mam własną religię”, świadkowie znów mają gotowe odpowiedzi; gdy ktoś zagadnie „Nie interesuje mnie religia”, „Nie interesują mnie świadkowie Jehowy”; „Nie mam pieniędzy”, „Dlaczego przychodzicie tak często”, „Nasz ksiądz powiedział, że świadkowie Jehowy to fałszywi prorocy” na te i podobne nasze zagadnięcia świadkowie mają po kilka odpowiedzi.

            Co więcej, znów nie wielu o tym wie, świadkowie jedno spotkanie w tygodniu poświęcają szkoleniu się, jak skutecznie wślizgiwać się do naszych domów. W czwartek (czasem w piątek) wieczorem, w niektórych zborach (najmniejsza jednostka organizacyjna w strukturze świadków Jehowy) świadkowie mają jedno ze swych spotkań. Poświęcone jest ono szkoleniom i opracowywaniu metod, które potem można wykorzystać chodząc od domu do domu.

            W sali królestwa, gdzie spotkają się świadkowie Jehowy, jest ustawiony stoliczek, ława czy też biurko. Z jednej strony stolika siada osoba, która gra katolika, z drugiej ktoś, kto gra świadka Jehowy. Osoby te dyskutują na ustalony temat. Ta pokazowa dyskusja odbywa się głośno. Inni siedzą i przysłuchują się, wyciągają wnioski, ewentualnie zgłaszają swoje propozycje. Są oni wyuczeni, jak zacząć rozmowę jeśli drzwi otworzy im dziecko, a jak gdy kobieta z praniem w ręku, jak gdy ktoś robi porządki na działce, czy też w ogródku.

            Np. przechodzący ulicą świadkowie widzą panią, która pieli. Mogą więc zacząć chociażby tak: „Dzień dobry. najmocniej przepraszam panią, widzę, iż pod wpływem pani dłoni ten ogródek, skrawek ziemi staje się coraz bardziej zadbany i milszy. Ale jak pani myśli, czy w dzisiejszym wyrachowanym świecie, gdzie jest tyle klęsk ekologicznych, zagrożeń na ulicy, wojen... doczekamy kiedyś chwili, w której Bóg uporządkuje całą ziemię i zapanują rajskie warunki?”

            Świadek Jehowy ma już pomyślane i wytyczone jak się ubrać, jakie czasopisma, jakiego miesiąca roznosić, kiedy odwiedzać dane rejony. Wiedzą kiedy się uśmiechnąć, gdzie kto jak ich przyjmuje itd. Tak więc ładne słówka, cukierkowate obrazki i powoływanie się na wyrwane cytaty z Pisma świętego wcale nie muszą być szczerą mową prowadzącą do prawdy.

Gdy do naszych drzwi zapukają świadkowie Jehowy…

Możemy zrobić kilka bardzo prostych, kulturalnych i chrześcijańskich rzeczy, przez które możemy przyczynić się do nawrócenia świadka Jehowy. Może najpierw czego nie robić. Nie wolno tych ludzi traktować w sposób niegodny chrześcijanina, a więc wyzwiskami, wulgaryzmami, trzaskaniem drzwiami i obrażaniem. Nie polecam też, by wdawać się z nimi dyskusję. Ponieważ oni są przygotowani do tego (mają specjalne, regularne spotkania szkoleniowe). Przeciętny katolik, nawet oczytany religijnie, nie jest przygotowany pod kątem dyskusji z nimi. Nie ma znajomości nie tylko wersetów biblijnych ale także publikacji świadków, ich argumentów, sposobu myślenia itd. Dlatego nie polecam dyskusji.

Klękanie do modlitwy

Przede wszystkim zaprośmy ich do modlitwy. Może wyglądać to mniej więcej tak... Siedzimy sobie w domku, gdy nagle słyszymy dzwonek do drzwi. Nikogo żeśmy się nie spodziewali, więc myślimy sobie, kto to może być? Otwieramy drzwi i widzimy dwie osoby elegancko ubrane, z których jedna zaczyna grzecznym głosem coś mówić. Orientujemy się, że są to najprawdopodobniej świadkowie więc zapytajmy: Czy państwo jesteście świadkami Jehowy? Wówczas świadkowie nieco zmieszani, niepewni dalszego rozwoju sytuacji, odpowiadają, że tak. Wejdźcie do środka. Wchodzą.

Wówczas należy zaproponować im 4 rzeczy:

1) niech uklękną,

2) na głos (nie w myślach),

3) wspólnie (nie każdy oddzielnie),

4) odmówią modlitwę „Ojcze nasz”.

Ponad 200 dyskusji miałem ze świadkami w ciągu ostatnich kilkunastu lat w całej Polsce (i nie tylko w Polsce), i nie spotkałem chętnych do odmówienie tej modlitwy. Zawsze wykręty i w końcu wychodzili. Tłumaczyli, że jest to tylko wzór modlitwy i nie trzeba jej dosłownie wypowiadać, gdyż należy modlić się swoimi słowami. Jednak Jezus mówi: „Wy tak się módlcie”, a nie „Na ten wzór się módlcie”. W ten sposób dajemy im do myślenia. Oni wyjdą, ale w ich sercu być może zrodzi się pytanie: Dlaczego bałem się pomodlić modlitwą, którą polecił odmawiać sam Chrystus. Modlitwą, która jest tekstem Pisma św.? Może będzie to ich początek drogi do Chrystusa i Jego Kościoła.

Katolicka publikacja

Drugim sposobem, gdy przychodzą świadkowie jest danie im jakiejś katolickiej publikacji. Może wezmą, może zaczną czytać, może coś trafi do ich serca. Ale nawet jak nie zechcą wziąć – co jest częstym wypadkiem – to również osiągamy psychologiczny efekt, gdyż bali się katolickiej publikacji; tym bardziej, że sami roznoszą swoje publikacje.

Metoda ewangelizacyjna

Oprócz wspomnianych wyżej dwu metod warto wspomnieć o jeszcze jednej. Załóżmy, iż spotykamy świadków w parku, na ulicy, na dworcu gdzie nie mamy możliwości klękania do modlitwy, długich rozmów itp. Wówczas polecam przeprowadzić z nimi krótki dialog, który może wyglądać następująco:

Gdy świadkowie nas zaczepiają, przerywamy im grzecznie słowami:

-         Przepraszam Państwo jesteście świadkami Jehowy? Czy tak?

-         No tak.

-         Cieszę się, że Pan Bóg pozwolił nam się spotkać. Słuchajcie chciałbym wam zadać jedno pytanie: Kim w waszym życiu Jezus Chrystus? [lub: Kiedy ostatnio Pani (Pan) rozmawiał, modlił się do Chrystusa?]

Świadkowie wówczas będą próbowali nam coś wyjaśnić, odpowiedzieć. Wówczas należy szybko wejść im w słowo.

-         No dla nas Chrystus to jest…

-         Ale drodzy Państwo ja nie chcę żebyście się Państwo przede mną tłumaczyli. To jest pytanie dla was, żebyście w sercu sobie odpowiedzieli, przed sobą. Ja dziś się pomodlę za was, bo Chrystus na was czeka w swoim Kościele.

I zostawić ich z tym pytaniem i odejść nie dając się wciągać w dłuższą rozmowę. Czasem takie, pełne miłości chrześcijańskiej, stwierdzenie w ich sercach może zrobić piorunujący wyłom, który da im dużo do myślenia. Na dyskusję, kłótnie, czy nawet wyzwiska są przygotowani; z tym się często spotykają. A tu ktoś im mówi o miłości Chrystusa.

Tak więc poprzez dojrzałe, chrześcijańskie zachowanie bądźmy apostołami, którzy innym – na ile mogą – wskazują drogę do Chrystusa i do Kościoła, który On założył. Przykłady nawróceń świadków pokazują, że warto podjąć ten apostolski wysiłek.

 Andrzej Wronka


Jak pomóc duszom czyśćcowym?

             Należy pamiętać o najprzedniejszych dobrych uczynkach jak: modlitwa, post, jałmużna, które wymieniamy w pacierzu.

Msza św. i modlitwy

Szczególną wartość ma tu Najświętsza Ofiara Mszy św. Dlaczego? Zauważmy, iż podczas wszystkich nabożeństw i modlitw prywatnych to człowiek zwraca się do Boga, ale na Mszy św. przede wszystkim sam Jezus Chrystus modli się do swego Ojca, składa Ofiarę ze swego życia. Tak więc moje modlitwy dołączają się do Ofiary Zbawiciela a przecież inna jest skuteczność modlitwy kiedy grzeszny człowiek zwraca się do Boga w jakiejś intencji, a inna gdy zwraca się sam Chrystus, Syn Boży. Stąd też tak ważne by za życia nie zaniedbywać Mszy św., by jej nie lekceważyć a pobożnie w niej uczestniczyć. Z im większą czcią uczestniczymy w niej za życia, tym bardziej pomaga nam po śmierci!

             Praktycznym wymiarem tego apostolstwa jest zamawianie intencji Mszy św. za zmarłych. Tak wiele osób rozpacza, czy kupuje drogie wieńce na groby, które dla zmarłego już nic nie znaczą, a tak mało mu naprawdę pomaga. Często też, zły duch zniechęca człowieka do zamówienia Mszy św.: szkoda pieniędzy, a przecież jak się sam pomodlisz to też pomożesz, zamówisz jutro itd. W takich sytuacjach potrzebna jest żelazna konsekwencja, by przezwyciężyć swoje skąpstwo, niechęć, skrępowanie i przynajmniej raz na pół roku zamówić Mszę św. za zmarłych. Oczywiście, dobrze jest takie Msze (jeżeli mamy takie możliwości) zamawiać częściej i rozpocząć od intencji za zmarłych bliskich, krewnych i dobrodziejów, a następnie za dusze w czyśćcu cierpiące.

             Pomocą dla dusz czyśćcowych są wszelkie modlitwy, również te najkrótsze (np. Wieczny odpoczynek…) lub akty strzeliste. Na szczególną uwagę zasługuje modlitwa różańcowa oraz Droga krzyżowa ofiarowane w intencji zmarłych. Stąd też warto mieć przy sobie różaniec, by w wolnej chwili móc go odmawiać. Często usprawiedliwiamy się brakiem czasu; ale kiedy uświadomimy sobie, iż odmówienie jednej dziesiątki różańca zajmuje ok. 3-4 minut (ok. 200 sekund) zobaczymy jak płytka jest ta wymówka. 200 sekund, a ileż łask można wyprosić żyjącym i zmarłym!

             Kościół poświęca specjalne modlitwy w ich intencji. Na każdej Mszy św. wspominani są ci, którzy zasnęli w pokoju, których wiarę jedynie Pan Bóg znał. W Brewiarzu znajduje się całe oficjum poświęcone zmarłym. Są także modlitwy przeznaczone do prywatnego odmawiania za zmarłych. Szczególnym czasem w liturgii Kościoła jest dzień 2 listopada wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Kiedy Kościół 1 listopada uroczyście wspomina Wszystkich Świętych, którzy cieszą się już chwałą zbawionych w niebie, 2 listopada modlitwy kieruje za tych, którzy przebywają w czyśćcu. W opinii mistyków jest to dzień szczególny, kiedy wiele dusz jest uwalnianych z czyśćca. Tak ważne jest więc by w ten dzień w pełni uczestniczyć we Mszy św. przyjmując Komunię św. w intencji dusz czyśćcowych, ofiarować za nich odpusty i modlitwy prywatne, których w tym dniu powinno być szczególnie dużo ofiarowanych za zmarłych. Często bowiem ten szczególny dzień kończy się na wspominaniu zmarłych, krzątaninie na cmentarzu, wzruszeniach, w których sakramentalna i modlitewna pamięć o zmarłych ginie.

             Ósmy dzień nowenny do Miłosierdzia, jaką Pan Jezus podał do odmawiania św. Faustynie Kowalskiej poświęcony jest modlitwom za dusze czyśćcowe: „Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści Miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są przez mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie […]. O gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości.

             Jezu Najmiłosierniejszy, któryś sam powiedział, że miłosierdzia chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego Najlitościwszego Serca dusze czyśćcowe, dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak wypłacać się muszą Twojej sprawiedliwości, niech strumienie Krwi i Wody, które wyszły z serca Twego, ugaszą pragnienie ognia czyśćcowego, aby i tam się stawiła moc miłosierdzia Twego.

Zer strasznych upałów ognia czyśćcowego

Wznosi się jęk do Miłosierdzia Twego.

I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody

W strumieniu wylanej krwi i wody” (Dz. 1226-1227).

             Pamiętajmy, jeśli modlimy się za zmarłych i zachęcamy do tego innych, możemy liczyć na ich wstawiennictwo zarówno tu na ziemi, podczas naszej śmierci jak i po niej!

Jałmużna

             Nasza ofiara składana przed odprawieniem Mszy św. (czy ofiarowana na specjalne modlitwy za zmarłych Wypominki), to rodzaj jałmużny z naszej strony za zmarłych. Jej wartość ukazana jest na wielu miejscach Biblia. W Księdze Tobiasza czytamy: „Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga. Jak ci tylko starczy, według twojej zasobności dawaj z niej jałmużnę! Będziesz miał mało ‑ daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z niewielkiej własności! Tak zaskarbisz sobie wielkie dobra na dzień potrzebny, ponieważ jałmużna wybawia od śmierci i nie pozwala wejść do ciemności. Jałmużna bowiem jest wspaniałym darem dla tych, którzy ją dają przed obliczem Najwyższego” (Tob 4,7-11).

Dlaczego ma ona tak wielką wartość? Zauważmy, iż za rachunek telefoniczny, prąd czy gaz musimy zapłacić. Nie czynimy łaski. Ile wydzwoniliśmy, tyle płacimy. Jałmużna jest ofiarą, której nie musimy składać. Jest to nasz dobrowolny gest, uczynek miłosierdzia. Za daną kwotę moglibyśmy coś kupić sobie, dzieciom, bliskim… ale z miłości do zmarłych rezygnujemy z tego. I ten gest dobrowolnego miłosierdzia w oczach Bożych ma wielką wartość.

Odpusty

             Nieocenioną pomocą są odpusty ofiarowane za zmarłych. Co prawda słyszymy o nich jeszcze w kościołach, ale mało się do nich przykładamy. Aby otrzymać odpust oprócz zwykłych warunków (stan łaski uświęcającej, Komunia św., modlitwa w intencji papieża, spełnienie uczynku dającego odpust), należy pamiętać o warunku szczególnym. Jest to wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet najlżejszego. W praktyce zapewne bardzo mało osób otrzymuje odpust zupełny ze względu na ten ostatni warunek. Stąd nieustannie należy wyrażać pragnienie poddania się we wszystkim woli Bożej i tylko jej pragnąć. Częściej uzyskujemy odpusty cząstkowe.

Cierpienia i umartwienia

             Zapomnianą, a wielką pomocą, są cierpienia i niedogodności ofiarowane duszom w czyśćcu. Jeżeli są dobrowolnie przyjęte, ofiarowane Panu Bogu w łączności z cierpieniami Chrystusa przez ręce Matki Bożej mają wielką wartość. W niektórych przypadkach dobrowolnie przyjęte cierpienia z poddaniem się woli Bożej mają większą moc niż modlitwa. Przy tej okazji warto zauważyć jak często marnujemy cierpienia, nie napełniając nimi duchowego skarbca. Ból zęba, kłopoty i troski w rodzinach, małżeństwach, na drodze powołania… Choroby, cierpienia psychiczne, ból po stracie kogoś bliskiego, rany zadane przez inne osoby, zniesławienia… mogą być okazją do załamań, złorzeczeń czy nienawiści, ale mogą stać się wspaniałą okazją do tego, by samemu doskonalić się w poddaniu Woli Bożej, w zadośćuczynieniu za swoje grzechy, jak również za grzechy zmarłych cierpiących w czyśćcu. Gdy tak zaczniemy podchodzić do wszelkich niedogodności wówczas cierpienie i krzyże stają się lżejsze, a jarzmo słodsze (por. Mt 11,29). Dobrowolnie przyjęte cierpienie fizyczne, psychiczne czy duchowe ofiarowane za dusze czyśćcowe staje się perłą, diamentem, skarbem, jaki oddajemy Panu Bogu w darze innym.

             Szczególnym rodzajem umartwienia jest post. Pismo św. na wielu miejscach ukazuje nieocenioną wartość postu. Prawdziwy post czyniony w szczerości intencji potrafił ocalać całe miasta przed karą Bożą, jak chociażby Niniwę za proroka Jonasz (por. Jon 3). Chrystus i Apostołowie cenili i praktykowali post (por. Mt 4,2; Mk 2,20; Dz 14,23). Może to być forma powstrzymania się od posiłków, szczególnie w piątek. Szczególnej wartości nabiera post czyniony dobrowolnie, nawet jeśli Kościół swym prawem nie wymaga go.

Warunki pomocy duszom czyśćcowym

             Aby czyn był zasługujący i przyniósł należyty pożytek zmarłym należy pamiętać o pewnych warunkach:

 musi być on spełniony w stanie łaski uświęcającej. Należy więc dbać o częstą spowiedź by móc swoje codzienne modlitwy, umartwienia i cierpienia owocnie ofiarować za dusze czyśćcowe. Chodzi tu o regularną spowiedź i unikanie grzechów zwłaszcza śmiertelnych;

powinien być wykonany z należytą intencją ofiarowania go Panu Bogu za dusze cierpiące w czyśćcu. Powinien być spełniony z czcią, godnie z dobrych motywów.


Im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy

             Dusze cierpiące w czyśćcu są wielkimi przyjaciółmi tych, którzy pielgrzymują jeszcze na ziemi. Możemy przez ich orędownictwo otrzymać ogrom łask i pomocy. Można powiedzieć, iż wyczekują by pomagać nam swymi modlitwami i orędownictwem. Im więcej my im pomagamy, tym skuteczniej mogą wstawiać się za nami. Ilustrując tę prawdę Ojciec Pio podał następujący przykład. Jeden z przedsiębiorców z Bostonu należał do Stowarzyszenia Świętych Dusz i przekazywał co roku nie małą sumę pieniędzy prosząc o modlitwy i Msze św. w intencji dusz czyśćcowych. Wzbudzał tym zaskoczenie gdyż inni wiedzieli, że nie jest on aż tak bogatym człowiekiem. Zapytano go więc czy te sumy to jego indywidualna ofiara czy też są to pieniądze uzbierana od wielu osób. „To co ofiaruję, kochany ojcze – odpowiedział mężczyzna – jest moją własną ofiarą. Nie martw się, nie jestem w prawdzie bogatym człowiekiem i masz prawo sądzić, że daję więcej niż jestem w stanie, ale tak nie jest. Nie mogę pozbawić się okazji do czynienia miłosierdzia względem Świętych Dusz, bo wiem, że zyskuję znacznie więcej, niż daję. One są tak wdzięczne, a w swojej hojności nie pozostają w tyle za nami” (P. O’Sullivan, s.8, cyt. za A. Parente, s.73).

             Znany drukarz z Cologne, Wiliam Freyssen otrzymał zlecenie na wydrukowanie pewnej książeczki o czyśćcu. Robiąc korektę zapoznał się z jej treścią. Uzmysłowił sobie, jak wielką pomoc mogą wyprosić dusze czyśćcowe gdy im się pomaga. W tym czasie jego syn ciężko chorował tak, że jego stan określano jako beznadziejny. Przypomniał sobie o tym, co przeczytał o wstawiennictwie dusz czyśćcowych, postanowił więc rozprowadzić na własny koszt 100 egzemplarzy wydrukowanej książeczki. Uroczyście złożył to przyrzeczenie przed ołtarzem. Gdy wrócił do domu okazało się, że syn, który wcześniej nic nie mógł przełknąć, poprosił o posiłek. Dzień później ciężki stan minął i wkrótce wrócił całkowicie do zdrowia. Po pewnym czasie nowy ból zagościł w domu drukarza. Ciężka choroba dotknęła jego żonę. Jej stan się pogarszał tak, iż nie tylko traciła pamięć ale była coraz bardziej sparaliżowana. Lekarz nie dawał już żadnej nadziei. Jednak drukarz pamiętał, co dusze czyśćcowe zrobiły dla jego syna. Tym razem zobowiązał się rozprowadzić 200 książeczek o czyśćcu, błagając w zamian te dusze o wstawiennictwo za jego żoną. I tym razem wstawiennictwo było tak skuteczne, że żona powróciła do pełni sił i pełni sprawności zarówno umysłowej i fizycznej (por. A. Parente, s.101).

             Skuteczność wstawiennictwa dusz czyśćcowych nie odnosi się oczywiście tylko do problemów czysto ziemskich czy chorób cielesnych. Wyjednują one wiele łask dla pogrążonych w nałogach, grzechach czy tracących wiarę. Ilustruje to następujący przykład. Pewien polski książe był zmuszony do wyjechania ze swej ojczyzny. Osiedlił się w kupionej przez siebie posiadłości we Francji. Tu niestety stracił wiarę tak, że podjął się nawet pisania książki, gdzie występował przeciw Panu Bogu i życiu wiecznemu.

             Spacerując raz po ogrodzie spotkał ubogą kobietę pogrążoną we łzach. Zatrzymał się i zapytał czemu tak bardzo rozpacza. Ach drogi Książe, jestem żoną Jean Marie, który u ciebie przez wiele lat był wiernym zarządcą. Zmarł dwa lata temu po długiej chorobie, która pochłonęła wszystkie nasze oszczędności. Tak dziś nie mam nawet by dać na Mszę św. za jego duszę. Poruszony jej smutkiem nie tylko ją pocieszył, lecz – mimo swej niewiary – dał jej kilka złotych monet by zamówiła Msze o spokój jego duszy.

             Po pewnym czasie, wieczorem, przebywając w swym gabinecie książę pracował nad swoją książką. Usłyszał, jak ktoś donośnie zapukał do drzwi. Nie podnosząc się z fotela zawołał: Proszę! Drzwi wolno się otworzyły wszedł mężczyzna. Podszedł i stanął przed biurkiem księcia. Książę – powiedział – przyszedłem podziękować ci za Msze święte, jakie dzięki tobie mogły być odprawione w mojej intencji. Teraz jestem w drodze z czyśćca do nieba. Pan Bóg pozwolił mi przyjść i podziękować ci za hojną jałmużnę. Po czym dodał z naciskiem: Książę, jest przyszłe życie, jest niebo i piekło! Po tych słowach zniknął. Książę głęboko poruszony, padł na kolana i żarliwie wyznał swoją wiarę, odmówiwszy Credo (por. A. Parente, s.78).

Jak uniknąć czyśćca?

             Jak już wspomnieliśmy dopóki żyjemy, mamy szansę wzrastania w łasce i świętości, coraz doskonalej pełnić Wolę Bożą. Dlatego należy stawiać sobie jako cel osiągnięcie nieba zaraz po śmierci (por. Flp 1,21-22). Tymczasem wielu katolików mówi: „Żeby choć po śmierci na czyściec zasłużyć”. Co prawda zawiera się w tym pragnienie zbawienia, to jednak chrześcijanin powinien starać się, aby po śmierci znaleźć się w niebie (por. Flp 1,21-23; 2 Kor 5,1-10; Ap 14,13). Tym bardziej, że gdybyśmy widzieli jak cierpią dusze w czyśćcu pragnęlibyśmy od razu być z Bogiem w niebie. Warto więc przypomnieć pewne elementy chrześcijańskiego wojowania na drodze zbawienia (por. P. O’Sullivan, Jak uniknąć czyśćca).

Unikać grzechu i nałogów

             Zasadniczą sprawą jest usunięcie przyczyny zła – grzechu. On to oddziela od Boga, oddaje pod panowanie złego ducha (szczególnie grzechy ciężki, nałogi), sprowadza na człowieka karę. Coraz częściej akceptuje się grzechy jako coś normalnego: samogwałt, homoseksualizm, współżycie przedmałżeńskie, rozwody, kradzieże, nie uczestniczenie w niedzielnej Mszy św., wyparcie się wiary… Należy także w systematycznej pracy nad sobą eliminować grzechy lekkie, złe przyzwyczajenia.

Zadośćuczynienie i cierpienie

             Szczególną wartość ma pokuta dobrowolnie przyjmowana z poddaniem się Woli Bożej; przyjmowanie cierpień i ofiarowywania ich za swe grzechy. Nawet spełnianie zdawałoby się zwykłych obowiązków dnia, ale z intencją ofiarowaną Bogu przyczynia się do wielkiego uświęcenia człowieka (wychowanie dzieci, sprzątanie, sumienna praca, pomoc słabszym…). Rezygnowanie z własnych zachcianek, umiejętność prowadzenia cichej ascezy, dzięki której to ja panuje nad swoim ciałem i popędami, a nie one nade mną, w myśl tego, co napisał św. Paweł: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego” (1 Kor 9,24-27).

             Często słowo „umartwienie” u wierzących XXI wieku wzbudza wzgardę. Uczyniono wiele by z chrześcijańskiego życia wyrzucić te praktyki. Okres Wielkiego Postu praktycznie nie różni się od pozostałych dni roku, zanikła wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych w piątek, nie mówiąc już o okresach pokuty i dobrowolnie podejmowanych czynach pokutnych, które z jednej strony uczą panowania nad naturą skłonną do grzechu (por. K. Wojtyła, s.85-89), z drugiej pozwalają wynagrodzić za popełniane zło i wyprosić liczne łaski. A przecież dziś też popełnia się grzechy jak dawniej i to może o wiele więcej. Warto więc pamiętać, że jeżeli nie staramy się spłacić naszych długów za życia, to w o wiele boleśniejszy sposób będziemy z nich się oczyszczać w czyśćcu. W spowiedzi św. uzyskujemy odpuszczenie grzechów, ale za ich skutki musimy odpokutować.

Sakramenty św.

             Szczególnie regularna spowiedź i możliwie częsta Msza św. z przyjętą Komunią św. Stanowią niezawodne środki wzrostu w świętości oraz wypraszania sobie i innym wszelkich łask. Należy pamiętać także o sakramencie namaszczenia chorych. Często kapłan do chorych w ogóle nie jest wzywany, albo wzywany późno, gdy chory jest już nieprzytomny lub wzywany za późno (gdy chory już nie żyje).

Modlitwy

             Modlitwa jest podstawą życia religijnego. Jest ona kontaktem z samym Bogiem; jest pokornym uznaniem swej zależności od Wszechmocnego Boga. W tym miejscu szczególnie ważna jest modlitwa o łaskę szczęśliwej śmierci i zbawienie wieczne, a także szczególna modlitwa, jaką jest różaniec. Moment śmierci to moment gdzie na wieki wszystko się decyduje. Dlatego należy do niego się przygotowywać. Co prawda w każdym Zdrowaś Maryjo prosimy o łaskę dobrej śmierci, ale mało się nad tym zastanawiamy. W prywatnym odmawianiu warto do końcowych słów dodać: … módl się za nami grzesznymi, teraz – a szczególnie – w godzinę śmierci naszej. Amen. Zwróćmy uwagę, iż kiedyś już dzieci były do tego przygotowywane. Brały udział w modlitwach przy zmarłym, pogrzebach, różnych obrzędach, które przypominały prawdziwy cel życia na ziemi. Dziś temat śmierci stał się niepopularny. A przecież jest to wielki pewnik – umrzemy. Potwierdziło to namacalnie kilkadziesiąt miliardów ludzi, którzy umarło (i umiera) w poprzednich latach i wiekach.

Uczynki miłosierdzia

             Chrystus jako kryterium zbawienia podczas Sądu Ostatecznego podaje uczynki miłosierdzia (por. Mt 25,31-46). Najdrobniejsze przejawy pomocy i służby drugiemu człowiekowi, przejawy codziennej życzliwości w rodzinie, pracy, wszędzie tam gdzie jesteśmy stają się codzienną drogą do nieba.

Poddanie się woli Bożej

             We wszystkim przyjmować Wolę Bożą, a szczególnie w chwili śmierci. Zawierzyć i ofiarować swoją śmierć Bogu, jako akt pokuty za nasze grzechy. Jest to akt, który w szczególny sposób skłania ku nam Miłosiernego Boga. Ojciec Pio doradzał: „Trzeba przyjmować wszystko z rąk Pana Boga, ofiarować Mu wszystko z miłością i dziękczynieniem, a umożliwimy sobie przejście z łoża śmierci do Raju” (A. Parente, s.36).

Odpusty i pomoc duszom czyśćcowym

             Odpusty gładzą nasze kary za grzechy już odpuszczone podczas spowiedzi św. Każdego dnia przez cały rok możemy ich uzyskać wiele. Jako, że nigdy nie możemy być pewni, czy mieliśmy wystarczającą wewnętrzną dyspozycję wolności od wszelkiego grzechu, należy więc szukać jak najwięcej okazji by korzystać z tego daru. Także zaangażowanie w apostolstwo czyśćcowe poprzez pomaganie duszom czyśćcowym przyczynia się do ich wstawiennictwa w godzinę śmierci.

Andrzej Wronka


 

 

AktualnościKancelariaDuszpasterzeWspólnotyHistoriaGaleriaCzytelniaArchiwum T.PLinkiKontakt