Aktualności Formacja Składy Kół Listy do Kół

- List Diecezjalnego duszpasterza ds. kultu Maryjnego...
- Słowo, które jest pokarmem...
-
Słowo, które przemienia...
-
Słowo, które wzywa i uzdalnia do posłuszeństwa
... 
- Słowo, które ubogaca ubogich...
- Słowo, które posyła...


List Diecezjalnego duszpasterza ds. kultu Maryjnego napisany na polecenie Biskupa Siedleckiego Zbigniewa Kiernikowskiego dotyczący inicjatywy „Krucjata Różańcowa za Ojczyznę”

W ostatnim czasie media informują nas o istnieniu różnych inicjatyw, które czynią z modlitwy różańcowej podstawową formę zaangażowania modlitewnego. Coraz popularniejszy staje się Różaniec Rodziców za dzieci, którego twórcy wykorzystali pomysł Żywego Różańca Pauliny Jaricot do tworzenia struktur swego dzieła. Coraz częściej słyszymy o Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę. Jaką przyjąć postawę wobec tego dzieła?

W komunikacie z sesji Rady Biskupów Diecezjalnych w Częstochowie z 26 sierpnia 2011 roku czytamy, że biskupi:

„Zachęcają […] wszystkich do modlitwy w intencji naszej Ojczyzny i jej godnego miejsca w rodzinie krajów europejskich. Polska prezydencja jest dobrą okazją do spojrzenia na sprawy naszego kraju i Europy w ich wzajemnym powiązaniu. Wyrazem tego było spotkanie przedstawicieli Kościołów i wspólnot chrześcijańskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie. Szczególną okazją do modlitwy w intencji Polski i Europy będzie także Msza święta celebrowana w Warszawie pod przewodnictwem Prymasa Polski, abpa Józefa Kowalczyka, 25 września, w dniu patrona Stolicy bł. Władysława z Gielniowa”.

Natomiast w dniu 1 września 2011 roku rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch napisał:

„Nawiązując do podejmowanych ostatnio inicjatyw związanych z modlitwą za Ojczyznę, w tym do tak zwanej Krucjaty Różańcowej, biskupi zgromadzeni na Jasnej Górze w dniu 25 sierpnia 2011 r. zachęcili wszystkich do włączenia się w modlitwę Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. Od kilkudziesięciu lat jednoczy ona licznych wierzących na wszystkich kontynentach. Ma charakter czysto religijny i nie jest związana z żadną organizacją społeczną. Jest to wspólnota kościelna budowana na żywej wierze, rozważająca w modlitwie różańcowej, razem z Maryją, Matką Jezusa, najważniejsze tajemnice naszego zbawienia, odnosząc je do życia Kościoła, narodu i każdego człowieka. Od kilku lat – w ramach Ogólnokrajowej Krucjaty Modlitwy Różańcowej – Jasnogórska Rodzina Różańcowa wyprasza Boże błogosławieństwo dla Ojczyzny i narodu”.

Tworzy się nowe dzieło, ale czy nie zapominamy o już istniejącym. W 1968 roku staraniem ojca Bronisława Matyszczyka powstała Jasnogórska Rodzina Różańcowa (JRR). Był to okres odnowy religijnej narodu polskiego w czasie obchodów tysiąclecia chrztu Państwa Polskiego. JRR otrzymała swój statut i błogosławieństwo Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego. Patronem Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej i jej członkiem był Jan Paweł II, który w 1997 roku podpisał jej statut. Odpowiadając na współczesne zagrożenia, w 2004 roku Jasnogórska Rodzina Różańcowa rozpoczęła Ogólnonarodową Krucjatę Modlitwy Różańca Świętego w intencji ocalenia Ojczyzny i Narodu Polskiego. Cytowane wcześniej słowa rzecznika Episkopatu Polski przypominają nam zatem, że w ramach JRR, do której należy ponad jedenaście milionów członków, już od 2004 roku trwa Krucjata Modlitwy Różańca Świętego za Ojczyznę.

Jaka jest geneza „nowej” krucjaty różańcowej za Ojczyznę? Czternastego lipca br. na Jasnej Górze odprawiona została Msza święta, a po niej odbyło się spotkanie organizacyjno-informacyjne dotyczące Krucjaty. Mszę świętą koncelebrowało pięciu kapłanów. Przybyło 80 osób z różnych stron Polski. Zebrani podjęli Krucjatę na wzór Węgier. Na Węgrzech w ciągu czterech lat do Krucjaty Różańcowej przyłączyły się dwa miliony ludzi, którzy zadeklarowali codzienną modlitwę za swoją Ojczyznę. Efektem było przyjęcie nowej Konstytucji zaczynającej się od słów „Boże, pobłogosław Węgrów”. Chrześcijaństwo uznano w niej za kluczowe dla podtrzymania egzystencji Narodu. Nowa Konstytucja chroni rodzinę, małżeństwo i prawo do życia od poczęcia. Owoce modlitwy Węgrów i przekazanie przez nich prezydencji Polsce w ramach Unii Europejskiej „rozpaliły głowy i serca” pewnej grupy Polaków, aby powielić doświadczenia węgierskie. Możliwe, że twórcy „nowej” Krucjaty nic nie wiedzieli o już istniejącej, a może są przekonani, że potrzebna jest „nowa”.

„Nowa” Krucjata wzywa do wypełnienia Jasnogórskich Ślubów Narodu. Warto zatem przypomnieć co napisał kard. Wyszyński 13 września 1956 roku. Wskazywał, że ślubowania wiążą nas przede wszystkim indywidualnie, jako ludzi odkupionych, członków Mistycznego Ciała, Kościoła. Upominał, że „musimy zerwać z tym swoistym ‘laicyzmem narodowej katolickości’, w której wszystko na zewnątrz, w słowach i gestach, jest katolickie, tylko w sercach i umysłach jest całe piekło dantejskie”. Przypominał, że „o tyle umacniamy Kościół, o ile sami jesteśmy silni w wierze i poddani łasce”.

Stawiam więc zapewne prowokującą tezę, że grozi nam niebezpieczeństwo mnożenia struktur, a pomijania tego, co najważniejsze, czyli troski o swoją osobistą silną wiarę, która jest wynikiem spotkania z Jezusem zmartwychwstałym. Ratowanie Ojczyzny za pomocą modlitwy różańcowej bez jednoczesnej dostatecznej troski o swoją wiarę i życie z wiary jest podobne do działania człowieka, który jedną ręką dom buduje, a drugą go burzy. Módlmy się gorliwie za Ojczyznę, ale jednocześnie troszczmy się o to, by nie tylko słowa i gesty, lecz przede wszystkim serca i umysły były zjednoczone z Bogiem.

Ks. Paweł Wiatrak

Diecezjalny duszpasterz ds. kultu Maryjnego


Słowo, które jest pokarmem

Krótkie omówienie bogatej rzeczywistości lectio divina ma stać się iskrą rozpalającą chęć modlitwy słowem Bożym. Pamiętając, że Maryja „chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu”, tak jak Ona otwórzmy nasz umysł, serce i życie na przyjęcie w nas Słowa!

Św. Efrem w komentarzu do czterech Ewangelii nazywa słowo Boże drzewem życia, które z każdej strony podaje człowiekowi błogosławiony owoc, oraz porównuje je do otwartej na pustyni skały, dostarczającej wszystkim duchowego napoju.

Bł. Jan Paweł II w liście apostolskim „Tertio millennio adveniente” podkreślił potrzebę słuchania słowa Bożego zgodnie z wielowiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina. To dzięki takiemu słuchaniu staje się możliwe odnalezienie w tekście biblijnym żywego słowa - które stawia pytania, ukazuje kierunek, a nade wszystko formuje nasze życie.

Czym jest lectio divina? To spokojna i modlitewna medytacja Pisma Świętego, która pozwala, aby słowo samego Boga przemawiało do ludzkiego serca. Pozwala także, aby życie i nauczanie Jezusa Chrystusa stały się aktualne i żywe w egzystencji współczesnego człowieka.

Lectio - czytanie

Każdego dnia zalewa nas potok słów - telewizja, radio, gazety. Często nie mamy czasu, by choć przez chwilę zastanowić się nad tym, co słyszymy. Współczesnemu człowiekowi trudno tak słuchać przekazu, aby usłyszeć za dźwiękiem głębszy sens. Kiedy więc zaczynamy czytać słowo Boże, trzeba najpierw uświadomić sobie, kogo chce się słuchać. Tu przemawia do nas sam Jezus Chrystus. Potrzeba także ciszy, ale nie tylko tej fizycznej czy psychologicznej, lecz tej oznaczającej gotowość trwania w słuchaniu Pana. W praktyce ten etap polega na kilkakrotnym powolnym przeczytaniu danego fragmentu (najlepiej niedzielnej czy świątecznej Ewangelii). Możemy także odczytać ten fragment na głos, jak też podkreślić ołówkiem konkretne słowo, istotne zdanie lub myśl, która najbardziej porusza nasze serce. Dla owocnego słuchania warto wyzbyć się zbędnego pośpiechu . Na tym etapie wskazane jest korzystanie z różnego rodzaju opracowań i komentarzy biblijnych.

Meditatio - rozmyślanie

Medytowanie polega na wnikaniu w trwałe i niezmienne wartości tekstu biblijnego, na szukaniu smaku słowa, a nie wiedzy. To czas konfrontowania tekstu biblijnego z naszym życiem. Wielką pomocą na tym etapie jest postawienie odpowiednich pytań do przeczytanego tekstu, np.: „Jaka jest zasadnicza myśl przeczytanego tekstu? Dlaczego jest on dla mnie ważny? Co mi sugeruje i o co mnie pyta? Jakie postawy i uczucia mi przekazuje?”. Medytacja jest więc refleksją prowadzoną nad przeczytanym słowem po to, by dostrzec jego głębię i wartości, a także skonfrontować je ze swoim życiem.

Oratio - modlenie się

Modlić się w dynamice lectio divina to udzielać Panu Bogu naszej odpowiedzi po uprzednim wysłuchaniu Jego słów. To mówienie na wzór Maryi naszego „tak” Bożej woli i Bożym planom względem nas. Najpierw Bóg mówił do nas w skrytości serca, teraz nasza odpowiedź przyjmuje kształt modlitwy.

Contemplatio - kontemplowanie

Ten etap może wydawać się najbardziej tajemniczy i najtrudniejszy. Nie należy jednak obawiać się go, jeśli właściwie i należycie przeżyło się dwa wcześniejsze. Kontemplacja w lectio divina nie jest owocem jakichś specjalnych łask czy też nadzwyczajnych wysiłków lub ekstazy. Istotą jest przyzwolenie na działanie w nas Ducha Świętego i świadomość, że wszystko jest darem. W tym etapie wchodzimy w pasywny stan zażyłości z Bogiem, poznajemy Go w oparciu o doświadczenie serca. Kontemplowanie słowa Bożego to pominięcie szczegółów, a wejście w to, co najistotniejsze.

Actio - działanie

To, co było treścią wcześniejszych etapów, powinno teraz znaleźć odzwierciedlenie w życiu. Po pewnym czasie praktykowania lectio divina, słowo Boże staje się dla człowieka szkołą życia, formą określającą kształt życia i postępowania.

Ks. Paweł Wiatrak

Przylgnąć do Serca Jezusa

O co proszę? O głębokie doświadczenie prawdy, że jestem w sercu Jezusa.

  • Będę wpatrywał się w Jezusa rozmawiającego ze swoim Ojcem (ww. 25-27). Wyobrażę sobie Jego twarz kontemplującą oblicze Ojca. Zwrócę uwagę na serdeczność i czułość, z jaką modli się do Ojca.

  • Co mogę powiedzieć o moim kontakcie z Bogiem Ojcem? Jakie relacje wiążą mnie z Nim? Czy jest w nich spontaniczność i czułość? Wybiorę sobie akt strzelisty, przez który będę dzisiaj zwracał się do Ojca. Wystarczy jedno lub kilka słów: „Ojcze” lub „Ojcze, wysławiam Cię” albo „Ojcze, kocham Cię”.

  • Jezus wielbi Ojca za to, że objawia tajemnice nieba ludziom prostym. Ucieszę się prawdą, że Bóg Ojciec pragnie być blisko mnie. Objawia mi swoją miłość w najbardziej zwyczajnej codzienności. Ma w niej upodobanie. Wyznam Mu moją miłość i poproszę Go, aby dał mi serce proste i dziecięce.

  • Będę słuchał Jezusa, który z czułością mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy...” (w. 28). Co najbardziej w tej chwili obciąża moje życie i pogłębia moje utrudzenie? Zbliżę się do Niego i poproszę, by objął mnie takim, jakim jestem i pokrzepił.

  • Jezus prosi mnie, abym wziął na siebie Jego jarzmo i jak On nosił je w cichości i pokorze. Co mogę powiedzieć o tych dwóch cnotach w moim życiu? Spróbuję przypomnieć sobie różne „jarzma” z mojej przeszłości, przez które doświadczany byłem w cichości i pokorze. Jaka była wtedy moja reakcja?

  • Jezus zachęca mnie, abym uczył się od Niego cichości i pokory (w. 29). Może mi w tym pomóc prosta praktyka modlitwy obecności: trwanie w obecności Jezusa i kontemplowanie Jego serca cichego i pokornego. W modlitwie końcowej zwrócę się do Maryi. Będę Ją usilnie prosił, aby pomagała mi przylgnąć do serca Jezusa. Będę zwracał się do Niej: „Maryjo, zaprowadź mnie do serca Jezusa!”.

Ks. Krzysztof Wons SDS

Aby żyć trzeba słuchać…

Nikomu nie trzeba przypominać, że aby żyć, trzeba jeść, ale już nie wiele osób pamięta, że aby szczęśliwie żyć, trzeba słuchać. Bo pełne życie, to życie z wiary, a wiara „Rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17).

Piszę o tym z całą odpowiedzialnością, patrząc na swoje życie, bo nawet mnie, księdzu, niejednokrotnie zdarza mi się zapomnieć o tej fundamentalnej prawdzie - o słuchaniu. Kontakt ze słowem Bożym mam codziennie: na liturgii, w modlitwie prywatnej, katechezie czy na wykładach. Jednak coraz częściej dotyka mnie nawyk współczesnego człowieka, który czyta słowo Boże i słucha go tak, jak wiadomości w mediach, tzn. zwracając uwagę tylko na nagłówki, sensacyjne informacje, powierzchownie i bez głębszej refleksji. O ile w natłoku wielu informacji jest to konieczne, by zachować trochę świeżości umysłu, to dla słuchania słowa Bożego nawyk ten jest niebezpieczny.

O tym, jak wielką moc w moim życiu ma słowo Boże, przekonałem się wielokrotnie, ale tego, jak nim żyć na co dzień, doświadczyłem podczas rekolekcji w Centrum Formacji Duchowej u Salwatorianów w Krakowie. Lectio divina to nie tylko zwykłe pobożne czytanie, jak wskazywałaby nazwa, czy nawet tylko metoda medytacji. Jest to sposób życia w świetle słowa Bożego. Choć swoim początkiem sięga czasów starożytnych, a praktykowali ja mnisi żyjący w odosobnieni w klasztorach czy pustynnych eremach, doskonale sprawdza się ona także w życiu współczesnego człowieka - zarówno kapłana, jak prezesa firmy czy kierowcy tira… Jak sam doświadczyłem, lectio divina uczy, jak spotykać się ze słowem, jak je przemodlić i przyjąć w swoim życiu. To metoda, która porządkuje nasz codzienny czas przez wyznaczanie kolejnych etapów życia słowem, w różnych momentach dnia.

Najpierw jest lectio czyli czytanie, ale jakże inne niż to, które staje się udziałem naszej przeładowanej informacją i pośpiechem codzienności - tu czyta się nie tylko wzrokiem i intelektem, ale przede wszystkim sercem, zapamiętując to, co nas dotknie, poruszy uczucia, zapadnie w pamięci jak refren ulubionej piosenki, staje się kluczem otwierającym słowo na konkretny czas i sytuację. Następny moment, meditatio, to już praca pamięci i wyobraźni, która pozwala przenieść się w atmosferę tego słowa i zadać mu pytanie: „Boże, co chcesz mi dziś powiedzieć przez to słowo, o mnie i o moim życiu?”. I jeśli nasze serce będzie uważnie słuchać, Bóg da słowo swojej odpowiedzi, wobec której nikt nie może pozostać obojętny. Dlatego kolejny etap to: oratio, czyli modlitwa - dialog człowieka z Bogiem, w którym korzystamy np. z modlitwy psalmami, medytacji różańcowej, koronki do Bożego Miłosierdzia, słowami pieśni religijnej czy spontanicznie wyrażamy słowami swoje myśli i uczucia, ale zawsze w kontekście danego nam Bożego słowa i naszego życia. Taka modlitwa przeradza się w najwyższy stopień spotkania z Bogiem, którą Kościół nazwa contemplatio - modlitwą obecności, kiedy już bez słów, myśli, wyobrażeń człowiek doświadcza bliskości osobowego Boga. Staje się jak dziecko wobec kochających rodziców, pełne ufności, radości, miłości, akceptacji tego, co trudne, bo wie, że na nad jego życiem czuwa Ktoś, kto go bardzo kocha i jest gotowy oddać za nie swoje życie.

Doświadczenie takiego zjednoczenia z Bogiem ożywia całe życie człowieka, każdą jego czynność. Słowo Boga staje się kryterium podejmowania decyzji, źródłem pomysłów w rozwiązywania problemów, gwarantem skuteczności chrześcijańskiego życia, nadzieją w niepowodzeniach, zabezpieczeniem w lękach, pokorą w sukcesach.

Ks. Krzysztof Domański


Słowo, które przemienia

Młodziutka Paulina Jaricot, zaciekawiona słowami starszej siostry Zofii: „Słyszałam świętego”, zapragnęła również zobaczyć, jak on wygląda i co mówi. Okazało się, że ów święty to ks. Wurtz z kościoła Saint Nizier w Lyonie. Jedno z jego kazań było początkiem dojrzewania w wierze przyszłej założycielki Żywego Różańca. Słowo, którego tematem przewodnim był problem próżności, stało się iskrą rozpalającą serce młodej, siedemnastoletniej dziewczyny, przepełnione dotąd troskami tego świata. Po powrocie do domu spaliła wszystkie romanse, zrezygnowała z noszenia biżuterii, postanowiła nigdy więcej nie zakładać pięknych sukien i zaczęła się skromnie ubierać, jak ubogie dziewczęta w jej czasach. Przemienia Słowo... które ma moc. Słowo... które dociera do głębi duszy człowieka. Historia chrześcijaństwa zna takie sytuacje, kiedy usłyszane słowo powoduje radykalną przemianę człowieka. Św. Atanazy w „Żywocie św. Antoniego Pustelnika” napisał: „…przybył do świątyni, gdy właśnie odczytywano Ewangelię. Usłyszał słowa, które Pan powiedział do bogatego młodzieńca: <>. Antoniemu zdawało się, jak gdyby sam Bóg przemówił do niego słowami Ewangelii, jakby czytanie to przeznaczone było dla niego. Wyszedł natychmiast z kościoła i rozdał mieszkańcom wioski odziedziczoną po rodzicach ziemię, aby odtąd nie była dla niego i jego siostry ciężarem. Sprzedał także wszelkie inne dobra, a pieniądze rozdał ubogim. Tylko niewielką ich część zachował ze względu na siostrę”. Również w życiorysie św. Ignacego Loyoli spotykamy informację o tym, że w czasie rekonwalescencji po ranie, jakiej doznał w wojnie hiszpańsko-francuskiej, często czytał „Życie Jezusa” i „Żywoty świętych”. Wkrótce zaczęło go pociągać to, co w nich odnajdował. Wcześniejsze czytanie dzieł światowych dawało radość, która była krótkotrwała. Czytanie świętych tekstów dawało niosło prawdziwą, radość bez końca. Słowo, które ma moc pochodzi od Boga. W Wigilię Paschalną czytamy fragment z księgi proroka Izajasza. „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (Iz 55,10-11). Ten fragment ukazuje skuteczność słowa Bożego, a w przeszłości przygotowywał naród wybrany do objawienia się Zbawiciela jako wcielonego Słowa. Mając pełnię Bożego objawienia wiemy dzisiaj, że tym Słowem, które nie powróciło bezowocne, jest sam Jezus Chrystus. Papież Benedykt XVI w adhortacji apostolskiej Verbum Domini przypomniał o konieczności odkrywania na nowo roli słowa Bożego w życiu Kościoła. To właśnie słowo stanowi źródło nieustannej odnowy i zgodnie z papieskim życzeniem powinno stawać się coraz bardziej sercem wszelkiej działalności kościelnej. Zachęta następcy św. Piotra nie jest skierowana tylko do biskupów, duchowieństwa czy osób konsekrowanych. Jej adresatami są wszyscy wierni świeccy. Pozwala poznać Jezusa Słowo, które ma moc przemieniania jest kierowane do nas codziennie. Dokonuje się to przede wszystkim w liturgii słowa podczas Eucharystii. O. Amedeo Cencini w swojej książce „Życie w rytmie słowa” ukazuje możliwość formowania naszej dojrzałości chrześcijańskiej poprzez „słowo z dnia”. Ukazuje je jako zasadniczy element formacji zwyczajnej, dawany (na wzór manny na pustyni) każdego dnia jako chleb codzienny na drogę i zwyczajne narzędzie wzrostu. Słowo, które w przypadku Pauliny Jaricot, św. Antoniego Pustelnika czy św. Ignacego Loyoli spowodowało radykalny przełom w ich życiu, powinno także zajmować bardzo ważne miejsce w całej ekonomii chrześcijańskiego wzrastania. O. Amedeo proponuje nauczyć się czytać własne życie jako historię zbawienia, czyli w świetle wydarzeń biblijnych. W naszej diecezji daje taką możliwość diecezjalny program duszpasterski „Chrzest w życiu i misji Kościoła”, który przez czytanie i rozważanie tekstów biblijnych pomaga zgłębiać tajemnicę naszej relacji z Jezusem, zapoczątkowanej na chrzcie świętym. Nasze serce tęskni za Bogiem. Nawet jeśli sobie tego do końca nie uświadamiamy, ciągle szukamy Boga. Często po omacku, a przecież kto zobaczył Jezusa, zobaczył i Ojca. Szukanie oblicza Boga nie powinno zbaczać ze ścieżki proponowanej przez ewangeliczne zapisy. Tylko gorliwy i systematyczny kontakt ze słowem Bożym, z Ewangeliami pozwoli nam poznać Jezusa, zgłębić Jego misterium i Jego zbawczy plan. Kiedy słuchamy i przyjmujemy słowo Boże, pozwalamy, by sam Bóg prostował ścieżki prowadzące do Niego. Słowo wypowiedziane przez Jezusa przed wiekami zachowuje swoją moc i aktualność w każdym czasie. W szczególny sposób ma dawać świadectwo o tym każdy uczeń Mistrza z Nazaretu. Realizuje się to wtedy, gdy istotą życia ucznia jest pełne przekonania przylgnięcie do Boskiego słowa. Kto je przyjmuje, doświadcza nadprzyrodzonego oglądania. Kto zachowuje słowa Jezusa w sercu i praktykuje je w życiu, staje się czytelnym znakiem. W tym świetle lepiej rozumiemy zdanie św. Augustyna, który napisał, że Maryja jest błogosławiona dzięki temu, że słuchała słowa Bożego i nim żyła. Ona jest Signum Magnum (Wielkim Znakiem). Maryjo, wzorze słuchania słowa, módl się za nami.

ŚWIADECTWA

Słowo Boże odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu i w mojej formacji seminaryjnej. Jestem wdzięczny moderatorom i ojcom duchownym, że od pierwszego dnia mojego pobytu w seminarium uczą, jak odnosić je do swojego życia i jak nim żyć. Najbardziej w mojej formacji ku kapłaństwu pomagają codzienne medytacje nad fragmentami Ewangelii, które przygotowuję sam lub przeprowadzam za pomocą wskazówek ojca duchownego. To właśnie dzięki tym medytacjom odnajduję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, m.in. jak prowadzić swoje życie w zgodzie z Ewangelią. Istotnym elementem formacji związanym ze słowem Bożym jest codzienna osobista jego lektura. Mimo wielu obowiązków związanych z nauką i innymi zajęciami w seminarium, zawsze przestrzegam tego punktu dnia. Przez pół godziny mogę się naprawdę wyciszyć, niejako „wyłączyć”, i poświęcić ten czas na słuchanie Boga w Jego słowie. Przychodzą pokusy, aby czas poświęcony na czytanie Pisma Świętego przeznaczyć na naukę, pisanie jakiegoś referatu lub na zwyczajny odpoczynek, jednak dzięki silnej woli, a przede wszystkim Bożej łasce, czas ten poświęcam rzeczywiście na spotkanie z Panem. Skrutacje oraz kręgi biblijne to kolejne formy spotkania ze słowem. Dzięki nim mogę lepiej przygotować się do niedzielnej Eucharystii, bo właśnie Ewangelia z tego dnia jest na nich rozważana.

Al. Paweł Sudnik, rok III

Pismo święte zajmowało w naszym domu ważne miejsce, jednak lektura słowa Bożego nie była czynnością na porządku dziennym. Zaczęło się to zmieniać, kiedy zostałem ministrantem. Służba liturgiczna realizowała program formacyjny Ruchu Światło-Życie. Dzięki temu mogłem nie tylko słuchać słowa Bożego w czasie Mszy św. i na katechezie, ale także rozmawiać o nim. Zrozumiałem też, że dzięki spotkaniu ze słowem Bożym mogę wchodzić w osobisty dialog z żywym i prawdziwym Jezusem Chrystusem. Kiedy byłem licealistą, sam dojrzałem do decyzji, żeby Jezusa Chrystusa uczynić Panem i Zbawicielem swojego życia, a Jego słowa stawały się światłem dla mojego życia i pomocą w rozwiązywaniu różnych problemów codzienności. Mój tata sam pewnego wieczoru zaproponował, aby codziennie wieczorem wspólnie z całą rodziną czytać fragment Pisma Świętego. I stało się to naszą stałą praktyką. Z radością po nie sięgam, bo wiem, że tu jest źródło mojego życia i radości. Jezus rzeczywiście pokazywał mi w ten sposób drogę, którą mi przygotował. Słuchając Jego słowa podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium. Jestem Mu wdzięczny, że pozostawił mi Pismo Święte - Księgę Życia, przez którą jest stale obecny w moim życiu ze swoją miłością i prowadzi mnie najlepszą z dróg!

Al. Witold Juszczuk, rok IV


Słowo, które wzywa i uzdalnia do posłuszeństwa 

         Założenie Żywego Różańca w 1826 roku nie było ani pierwszym ani jedynym dziełem Pauliny Jaricot. Wcześniej zostaje ona włączona w organizowanie pomocy misjom. Dokonuje się to przez jej brata Fileasa, seminarzystę w Seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu. Paulina angażuje w dzieło pomocy misjom robotnice z lyońskich fabryk. Tworzy z nich dziesiątki, a gdy dzieło bardzo szybko się rozrasta – dziesięć dziesiątek tworzy setkę osób, które spotykają się co tydzień, by „z ręki do ręki” złożyć datek i bezpośrednio usłyszeć bądź przekazać wiadomość z misji. Dzieło zapoczątkowane w pierwszych miesiącach 1820 roku rozwija się dynamicznie i w krótkim okresie liczy około tysiąca osób. Działalność Pauliny spotyka się z ostrą krytyką, która swoje apogeum osiąga w opiniach ks. Querbes, oskarżającego Paulinę o samowolę. Zaniepokojona tymi opiniami, zaledwie 20-letnia panna Jaricot, napisała list do wikariusza generalnego M. Courbona: „Przelękniona ufundowaniem dzieła na rzecz Misji Zagranicznych bez waszego upoważnienia chciałabym wyrazić moje przeprosiny i powiedzieć, że o ile powołana organizacja nie uzyska aprobaty, jestem gotowa ją rozwiązać bez chwili zwłoki”. W odpowiedzi otrzymuje polecenie, aby nie niszczyć rozpoczętego dzieła, ale też nie rozbudowywać tego, co już powstało. Takie postępowanie Pauliny wypływało z praktycznego zastosowania biblijnej zasady, która mówi, że lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, a uległość od tłuszczu baranów (por. 1 Sm 15,22).

Od momentu swego nawrócenia Paulina jest pod stałą duchową opieką ks. Wurtz’a, który właśnie wtedy nakazuje jej wycofanie się z aktywnego życia i oddanie kontemplacji. Pomimo wewnętrznych oporów jest posłuszna woli spowiednika. W liście do przyjaciółki napisanym w 1855 roku (a więc 35 lat później) stwierdza, że posłuszeństwo spowiednikowi pomogło jej schronić się w Ranach Zbawiciela i wejść na drogę modlitwy, co zaowocowało wraz z dolegliwościami fizycznymi, których zaczęła wtedy doświadczać zredukowaniem jej woli do woli Jezusa. Tak to opisała we wspomnianym liście: „…stale dziękować Bogu, poddawać się Jego prowadzeniu nas nieznanymi nam niedoświadczonym drogami, jakiekolwiek by one nie były i umierać tyle razy, ile On uważa za słuszne – abyśmy przy każdym przebudzeniu rozpoczynali na nowo pełnienie Jego woli”. Te fakty z życia Pauliny ukazują ją jako człowieka, który nie bez trudu i wysiłku zrozumiał istotę chrześcijańskiego posłuszeństwa. W Adhortacji apostolskiej Redemptionis donum (O konsekracji zakonnej w świetle tajemnicy odkupienia) bł. Jan Paweł II napisał: „Kto żyje według posłuszeństwa staje w miejscu między tajemnicą grzechu a tajemnicą usprawiedliwienia. Jest w tym miejscu z całym grzesznym podłożem swej własnej ludzkiej natury, z całym dziedzictwem pychy tego życia, z całym egoistycznym dążeniem do panowania, a nie do służenia i decyduje się przez ślub posłuszeństwa przetworzyć i przeobrazić na podobieństwo Chrystusa, który przez posłuszeństwo aż do śmierci odkupił i uświęcił ludzi”. Paulina nie była zakonnicą, nie składała ślubów, ale w praktyce żyła duchem słów, które ponad 150 lat później napisał Papież Polak. Oczywiście wzorem doskonałego posłuszeństwa jest posłuszeństwo Jezusa, ale do naśladowania takiej postawy wezwani są wszyscy wierzący, nie tylko noszący habity i składający ślub posłuszeństwa.

W Liście pasterskim naszego księdza biskupa, który skierował do nas na początku swej posługi Pasterza w naszej diecezji możemy znaleźć słowa ukazujące najgłębszy sens posłuszeństwa, który wynika z poznania mocy Ewangelii. „Kto pozna moc Ewangelii zaczyna uważać posłuszeństwo niej za wyraz szczególnej łaski i przywilej wybrania. Posłuszeństwo to jest wpisane w określone struktury kościelne, ale zawsze jest czymś większym niż one. Realizuje się ono tam, gdzie wierzący (…) jest gotów oddawać swoje życie, by ta prawda słuchania i posłuszeństwa Ewangelii się urzeczywistniała”.

Być posłusznym to tak słuchać Słowa Bożego, by usłyszane słowo zmieniało nasze życie.

 

Różaniec rodziców

W 1826 roku wielkie pragnienie Pauliny Jaricot, aby uczynić różaniec modlitwą wszystkich nabiera realnych kształtów – powstaje Żywy Różaniec. Przed jego założeniem młoda Francuzka napisała o modlitwie różańcowej takie słowa: „Ta piękna pobożność, na ogół od dawna kojarzona z „zawodowymi” dewotkami, które powinny być stare lub nie mieć nic do roboty, to błędne, ale niestety powszechne uprzedzenie”. Ta bardzo trudna rzeczywistość nie zniechęciła Pauliny. Wykorzystując wcześniejsze doświadczenia związane z organizacją pomocy dla misji sprawia, że następuje niespodziewany i szybki rozwój Żywego Różańca. Wywołało to na początku sprzeciw generała dominikanów, którzy byli uważani za „jedynych” stróżów wszelkich dzieł związanych z różańcem. Wyjaśnienia Pauliny sprawiły, iż dzieło przez nią zainicjowane uzyskuje bezwarunkowe poparcie i przyłączenie do wielkiej historycznej Rodziny Różańcowej.

W czasie diecezjalnego dnia skupienia dla zelatorek i zelatorów jedna z uczestniczek zadała mi pytanie, czy znam dzieło Różańca Rodziców. Przyznałem zgodnie z prawdą, że nic nie słyszałem o takiej inicjatywie. Owa kobieta powiedziała wtedy słowa, które bardzo przypominały myśl Pauliny. Różaniec Rodziców za dzieci jest szansą, aby modlitwa różańcowa nie była tylko sprawą starszych ludzi, ale stała się umiłowaną modlitwą młodych rodziców. Jaka jest zatem historia i myśl przewodnia owego dzieła?

Wszystko zaczęło się 8 sierpnia 2001 roku w trakcie rekolekcji wspólnoty modlitewno – ewangelizacyjnej Marana tha z Gdańska. Celem tej wspólnoty jest nowa ewangelizacja oraz katechizacja dorosłych w parafii. Dokonuje się to przez pogłębianie znajomości Pisma Świętego i teologii katolickiej. Członkowie wspólnoty regularnie uczestniczą w spotkaniach z Chrystusem w sakramentach Eucharystii i pokuty. Zapoczątkowany przez wspólnotę Różaniec Rodziców za dzieci został oparty o schemat Żywego Różańca, gdzie rodzice tworzą żywe róże modlitwy za dzieci. Gdy zaznali błogosławionych owoców takiej modlitwy członkowie wspólnoty zaczęli dzielić się tym doświadczeniem z innymi, którzy zaczęli włączać się w to dzieło przez tworzenie nowych róż. Dzisiaj istnieje ich ponad 1300, a w naszej diecezji - wg danych strony internetowej - 56. Najwięcej w Siedlcach oraz w Garwolinie, Białej Podlaskiej, Włodawie, Kornicy, Terespolu, Międzyrzecu Podlaskim, Rossoszu, Tuchowiczu i Wisznicach.

Przystąpienie do Różańca Rodziców polega na zadeklarowaniu gotowości odmawiania jednego, wyznaczonego dziesiątka różańca dziennie dla własnych dzieci i dzieci każdej z tych osób, które uczestniczą w róży. Ma to być modlitwa odmawiana z wiarą u siebie w domu. Z taką wewnętrzną dyspozycją należy zgłosić się do inicjatorów tego dzieła i zapoznać się szczegółowo z zasadami. Należy także podać kto się będzie modlił, za kogo oraz adres lub inny sposób kontaktu (np.: telefon). Można też przyjąć na siebie odpowiedzialność za moderowanie takiej róży. Włączając się w to dzieło rodzice dają dziecku piękny dar – są to wszystkie łaski związane z odmawianiem różańca w róży. Natomiast sobie rodzice zapewniają osobisty rozwój życia modlitewnego i stwarzają okazję do podjęcia wspólnej modlitwy rodzinnej.

Na stronie internetowej www.rozaniecrodzicow.pl podana jest informacja, iż w trakcie modlitwy różańcowej zanoszona jest prośba o uzdrowienie relacji rodzice – dzieci oraz o to, aby skutki grzechów rodziców nie dotykały dzieci oraz o pełnię błogosławieństwa Bożego dla dzieci. Dostrzegając szlachetne intencje inicjatorów tej formy modlitwy warto zwrócić uwagę, na fakt, że wielu katolików nie rozumie dzisiaj rzeczywistości grzechu, wielu niewłaściwie pojmuje prawdę o grzechu pierworodnym i jego skutkach. W naszej diecezji odpowiedzią na tę rzeczywistość jest program duszpasterski, który w pierwszym zeszycie formacyjnym ukazywał biblijną naukę o grzechu. Właściwe zrozumienie mechanizmu „grzeszenia” pomoże rodzicom w osobistej formacji duchowej i w formacji dzieci, ale przede wszystkim pomoże odkryć fakt, że wszelkie skutki grzechu wziął na siebie Jezus Chrystus.

Pełniąc posługę diecezjalnego duszpasterza ds. kultu maryjnego w naszej diecezji zachęcam istniejące róże Różańca Rodziców z terenu naszej diecezji do podzielenia się swoim świadectwem: Jak modlitwa różańcowa za dzieci zmieniła Wasze rodziny?

Oprac. xpw


Słowo, które ubogaca ubogich

         Paulina Jaricot swoim wrażliwym spojrzeniem dostrzegła nędzę robotników pracujących nawet 17 godzin dziennie w lyońskich fabrykach. Wychowana w dostatku nie zamknęła swego serca na potrzeby najuboższych. Jej sposób zaradzenia nędzy nie skupiał się na dobroczynności. Wynikał ze zrozumienia faktu, iż jałmużna chrześcijanina nie jest dzieleniem się tym, co ma się w nadmiarze. Jej życie i działanie świadczą o tym, że przeszła ona drogę od mentalności posiadania własności do mentalności korzystania z własności pod ręką i władzą Pana Boga, potrafiła uznać pełną zależność od Niego.

         Kiedy Paulina przeżyła swoje nawrócenie zdecydowała się na ekstremalne kroki także w sferze materialnej. Postanawia nigdy więcej nie zakładać sukien z pięknych materiałów, ale ubierać się możliwie najskromniej, tak jak ubogie dziewczęta jej czasów. Zrezygnowała z biżuterii i przeglądania się w lustrze. Uczyniła to, choć przeżywała obawy czy zdoła zerwać z życiem w luksusie, do którego przywykła w rodzinnym domu. Bardzo wymowny jest fragment zapisany przez młodą pannę Jaricot: „W domu pozostawała nadal pamiątka mojej głupiej próżności, mój portret. Zostałam na nim namalowana w zbytkownym stroju, co nie mogło być moim atutem w oczach Jezus Chrystusa. Zrozumiałam, że należało go zrobić inaczej. Odnalazłszy więc mojego malarza, uprosiłam go, aby zechciał przemalować mój strój na taki, jaki teraz chciałam nosić stale, tak co do kolorów, jak też formy i skromności. Ukazałam mu całą odrazę, jaka odczuwałam do tej kokieterii, którą z pewnością we mnie dostrzegł (…). Wydawał się zdziwiony, ale nic nie mówiąc, uczynił to, o co prosiłam”.

         Tak przemieniona Paulina po założeniu Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Żywego Różańca przystępuje do realizacji sposobu na zaradzenie nędzy robotników z Lyonu. Widząc ich brak nadziei na poprawę sytuacji materialnej najpierw planuje założenie „Banku Niebios”, czyli dzieła taniej pożyczki na bazie kapitału, jaki złożyło na dwadzieścia lat, piętnaście bogatych i skłonnych do działania rodzin. Drugim krokiem było przyczynienie się do rozwoju huty i całego kompleksu przemysłowego na rudonośnych terenach Rustrel. Huta miała być zaczątkiem odnowy społecznej. Niestety działania kilku osób, szczególnie bankiera J. P. Alliouda i udającego mistrza hutniczego G.Perre’a doprowadziły do pochłonięcia kapitału Pauliny i przyjaciół, co doprowadziło w ostateczności pannę Jaricot do życia w nędzy. Potwierdził to dokonany 26 lutego 1853 roku wpis Pauliny do rejestru ubogich.

         Założycielka Żywego Różańca przeszła niezwykłą drogę – od dziecka wychowanego w dostatku, które jako nawrócona młoda panna chce żyć bardzo skromnie – do dojrzałej kobiety, która wszystkie swe dobra materialne angażuje w pomoc biednym robotnikom sama stając się ubogą przez malwersacje osób, którym zaufała. Zostaje ubogą z długami. Od tej pory jej życie będzie życiem w nędzy. W biografii Pauliny opisany jest niezwykły fakt, gdy otrzymawszy od swej bogatej bratanicy furę węgla w czasie ostrej zimy sprzedaje go, aby mieć na spłatę pożyczek swoich niezamożnych wierzycieli.

         W piśmie z 1 maja 1849 roku napisała: „Bóg zechciał wypróbować moją dobrą wolę w sposób bardzo bolesny … wierzyłam głosowi wiary, która na dnie mojego serca i poprzez wielu znakomitych ludzi mówiła: Ten, kto ma nadzieję w Bogu, nie będzie upokorzony”. Wiele trudów, wiele przykrości także od najbliższych i tych, którym zaufała a pomimo to wielka wiara i ufność. Dojrzałość chrześcijańska Pauliny wyrażała się w tym, że ani cierpienia, ani łzy, ani modlitwy, ani skargi nie zmieniły nawet joty w spełnieniu się świętej woli Boga w jej życiu.

         Ubóstwo Pauliny ma także jeszcze głębszy wymiar. Było ono naśladowaniem ubóstwa Jezusa. Nasz Zbawiciel, wcielony Syn Boży, przyjął postać sługi, uniżył samego siebie. Zatem ubóstwo Jezusa polegało nie tylko na postawie wolności wobec dóbr materialnych, ale także na wyrzeczeniu się wszelkiego znaczenia. Paulina naśladowała wiernie swego Mistrza także i w tym wymiarze, dlatego na kilka lat przed śmiercią w piśmie, które było pewnego rodzaju testamentem napisała: „Moim jedynym skarbem jest krzyż! … nie ma dla mnie znaczenia, o umiłowana i łaskawa wolo mojego Boga, że pozbawiasz mnie dóbr ziemskich, reputacji, honoru, zdrowia, życia, że pozwalasz mi zejść w najgłębszą otchłań upokorzenia … przyjmuję jednak Twój kielich goryczy”.

Ks. Paweł Wiatrak 

Różaniec za Ojczyznę

            Media informują nas o istnieniu różnych inicjatyw, które czynią z modlitwy różańcowej podstawową formę zaangażowania modlitewnego. Przed miesiącem pisałem o Różańcu Rodziców za dzieci, którego twórcy wykorzystali pomysł struktur Żywego Różańca Pauliny Jaricot do tworzenia struktur swego dzieła. Na początku września odebrałem telefon, w którym jedna z zelatorek z terenu naszej diecezji prosiła mnie o propagowanie krucjaty różańcowej za Ojczyznę. Spełniając zadość tej prośbie napisałem kilka słów refleksji o tym dziele.

            W komunikacie z sesji Rady Biskupów Diecezjalnych oraz uroczystości na Jasnej Górze z 26 sierpnia 2011 roku czytamy, że biskupi: „Zachęcają … wszystkich do modlitwy w intencji naszej Ojczyzny i jej godnego miejsca w rodzinie krajów europejskich. Polska prezydencja jest dobrą okazją do spojrzenia na sprawy naszego kraju i Europy w ich wzajemnym powiązaniu. Wyrazem tego było spotkanie przedstawicieli Kościołów i wspólnot chrześcijańskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie. Szczególną okazją do modlitwy w intencji Polski i Europy będzie także Msza św. celebrowana w Warszawie pod przewodnictwem Prymasa Polski, abpa Józefa Kowalczyka 25 września, w dniu patrona Stolicy, bł. Władysława z Gielniowa”. Natomiast w dniu 1 września 2011 roku rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch napisał: „Nawiązując do podejmowanych ostatnio inicjatyw związanych z modlitwą za Ojczyznę, w tym do tzw. Krucjaty Różańcowej, biskupi zgromadzeni na Jasnej Górze w dniu 25 VIII 2011 r. zachęcili wszystkich do włączenia się w modlitwę Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. Od kilkudziesięciu lat jednoczy ona licznych wierzących na wszystkich kontynentach. Ma charakter czysto religijny i nie jest związana z żadną organizacją społeczną. Jest to wspólnota kościelna budowana na żywej wierze, rozważająca w modlitwie różańcowej, razem z Maryją, Matką Jezusa, najważniejsze tajemnice naszego zbawienia, odnosząc je do życia Kościoła, narodu i każdego człowieka. Od kilku lat – w ramach Ogólnokrajowej Krucjaty Modlitwy Różańcowej – Jasnogórska Rodzina Różańcowa wyprasza Boże błogosławieństwo dla Ojczyzny i narodu”.

            Tworzy się nowe dzieło, ale czy nie zapominamy o już istniejącym. W 1968 roku powstała Jasnogórska Rodzina Różańcowa (JRR). Powstała ona w okresie odnowy religijnej narodu polskiego w czasie obchodów tysiąclecia chrztu państwa polskiego, staraniem ojca Bronisława Matyszczyka. Prawnie została zatwierdzona z błogosławieństwem prymasa tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego. Patronem Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej i jej członkiem był Jan Paweł II, który w roku 1997 osobiście podpisał jej statut. Odpowiadając na współczesne zagrożenia, w roku 2004 Jasnogórska Rodzina Różańcowa rozpoczęła Ogólnonarodową Krucjatę Modlitwy Różańca Świętego w intencji ocalenia Ojczyzny i narodu polskiego. Słowa rzecznika Episkopatu Polski przypominają nam zatem, że w ramach JRR do której należy ponad jedenaście milionów członków, już od 2004 roku trwa Krucjata Modlitwy Różańca Świętego za Ojczyznę.

            Jaka jest geneza „nowej” krucjaty różańcowej za Ojczyznę? 14 lipca br. o godz. 15.30 w Częstochowie na Jasnej Górze odprawiona została Msza św., a po niej odbyło się spotkanie organizacyjno – informacyjne dotyczące Krucjaty. Mszę św. koncelebrowało 5 kapłanów. Przybyło 80 osób z różnych stron Polski. Zebrani podjęli Krucjatę na wzór Węgier. Na Węgrzech w ciągu 4 lat do Krucjaty Różańcowej przyłączyło się 2 miliony ludzi, którzy zadeklarowali codzienną modlitwę za swoją Ojczyznę. Efektem było przyjęcie nowej Konstytucji zaczynającej się od słów „Boże, pobłogosław Węgrów”, uznano w niej chrześcijaństwo za kluczowe dla podtrzymania narodu. Nowa konstytucja chroni rodzinę, małżeństwo i prawo do życia od poczęcia. Owoce modlitwy Węgrów i przekazanie przez nich prezydencji Polsce w ramach Unii Europejskiej rozpaliły głowy i serca pewnej grupy Polaków, aby „powielić” doświadczenia węgierskie. Możliwe, że twórcy „nowej” krucjaty nic nie wiedzieli o już istniejącej, a może są przekonani, że potrzebna jest „nowa”.

„Nowa” Krucjata wzywa do wypełnienia Jasnogórskich Ślubów Narodu. Warto zatem przypomnieć co napisał kard. Wyszyński 13 września 1956 roku. Wskazywał, że ślubowania wiążą nas przede wszystkim indywidualnie, jako ludzi odkupionych, członków Mistycznego Ciała, Kościoła. Upominał, że „musimy zerwać z tym swoistym ‘laicyzmem narodowej katolickości’, w której wszystko na zewnątrz, w słowach i gestach jest katolickie, tylko w sercach i umysłach jest całe piekło dantejskie”. Przypominał, że „o tyle umacniamy Kościół, o ile sami jesteśmy silni w wierze i poddani łasce”.

Stawiam więc, zapewne prowokującą tezę, że grozi nam niebezpieczeństwo mnożenia struktur, a pomijania tego, co najważniejsze, czyli troski o swoją osobistą silną wiarę, która jest wynikiem spotkania z Jezusem Zmartwychwstałym. Ratowanie Ojczyzny za pomocą modlitwy różańcowej bez jednoczesnej, dostatecznej troski o swoją wiarę i życie z wiary jest podobne do działania człowieka, który jedną ręką dom buduje, a drugą go burzy. Módlmy się gorliwie za Ojczyznę czy to w „starej” czy „nowej” krucjacie, ale jednocześnie troszczmy się o to, by nie tylko słowa i gesty, lecz przede wszystkim serca i umysły były zjednoczone z Bogiem.

Oprac. xpw


Słowo, które posyła

         Dziecięce i młodzieńcze marzenia. Któż z nas ich nie miał? Czasem bardzo szalone, odważne, świadczące o bujnej wyobraźni i wielkich tęsknotach. W życiu dorosłym bardzo często niewiele z nich zostaje. Dzieje się tak, bo albo nie potrafimy ich spełnić, albo dorosłe życie uczy nas pokory i realizmu. Studiowanie historii Kościoła i historii duchowości pozwala nam odkryć w niektórych życiorysach wielkich ludzi Kościoła dziecięce „marzenie – pragnienie”, aby imię Jezusa Chrystusa zanieść w najdalsze zakątki świata, nawet za cenę ofiary z własnego życia. Klasycznym i często przywoływanym przykładem jest św. Teresa z Avila, zwana Wielką. Gdy miała zaledwie 7 lat wraz ze starszym o dwa lata bratem Rodrygiem, uciekła z domu w kierunku południowym do kraju Maurów, ponieważ chciała być świadkiem wiary w Jezusa i ponieść śmierć dla Niego.

         Nasza założycielka Paulina Jaricot razem ze swoim bratem Fileasem pragnęła w dzieciństwie wyjechać na misje do Chin. Przeżywszy nawrócenie zrozumiała, że pomoc misjom powinna w jej przypadku przyjąć inną formę. Zaangażowała się ona w organizowanie pomocy materialnej dla misji i misjonarzy. Benedykt Coste zapisał w swoich wspomnieniach, że Paulina w tym, co dotyczy spraw wiary, pod wpływem swego brata, stała się żarliwa i gorliwa w działaniu, zawsze gotowa do całkowitego oddania. Pierwszą akcją była zbiórka funduszy wśród 200 robotnic z fabryki szwagra według hasła: „jeden sou tygodniowo” (przysłowiowa złotówka). Potem rodzi się plan, aby utworzyć system „dziesiątek” osób, które każdego tygodnia dawałyby datek na rozkrzewianie wiary. W tym czasie istniały Misje Zagraniczne (obejmujące swą działalnością Azję) i Misje Amerykańskie, które oczekiwały pomocy z Europy. Działalność Pauliny przychodzi z pomocą misjonarzom na obydwu kontynentach i staje się fundamentem na którym rodzi się Dzieło Rozkrzewiania Wiary. Didier Petit, pierwszy sekretarz DRW napisał: „My jedynie rozwinęliśmy i nadaliśmy formę organizacyjną idei, która pierwotnie nie była nasza”. Panna Jaricot pozostaje w cieniu, a z biegiem lat jej zasługi przy tworzeniu DRW poszły w zapomnienie. Po trzech latach mistycznej samotności Paulina wraca do wielkiej aktywności. Wtedy to powstaje Żywy Różaniec, który przez swą założycielkę jest ukierunkowany w swym działaniu na misje. Wielu członków ŻR, szczególnie we Francji i Belgii należy także do DRW. Nowe stowarzyszenie przez codzienną modlitwę staje się duchowym zapleczem misji.

Trwa tydzień misyjny (23 – 29 października). Benedykt XVI w tegorocznym Orędziu na Światowy Dzień Misyjny przypomniał, że głoszenie Ewangelii „to najcenniejsza posługa, jaką Kościół może ofiarować ludzkości i każdej poszczególnej osobie, poszukującej głębokich racji, by żyć pełnią swojego życia”. Słowa te są echem trzeciej części Adhortacji Verbum Domini, gdzie papież napisał o posłannictwie Kościoła, którym jest głoszenie słowa Bożego światu. Nie możemy, zgodnie z nauczaniem aktualnego następcy św. Piotra, traktować działalności misyjnej jako nieobowiązkowej lub dodatkowej części życia kościelnego. Nikt z wierzących w Chrystusa nie może czuć się zwolniony z odpowiedzialności za głoszenie słowa Bożego. Wynika ona z sakramentalnej przynależności do Ciała Chrystusa. Tą prawdą powinna żyć każda rodzina chrześcijańska, parafia, wspólnota, stowarzyszenie czy ruch kościelny. Cały Kościół jako tajemnica komunii jest zatem misyjny i każdy, zgodnie ze swoim stanem życia, jest powołany do tego, by wnieść znaczący wkład w głoszenie chrześcijańskiego orędzia. Błędem według papieża byłoby także ograniczenie się do duszpasterstwa „zachowawczego”, przeznaczonego tylko dla tych, którzy już znają Ewangelię Chrystusa. Wspominając swego poprzednika, bł. Jana Pawła II, przypomniał, że nasz rodak na różne sposoby napominał wiernych, że konieczna jest nowa epoka misyjna, angażująca cały Lud Boży.

Za nami pierwsze liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II (22 X). Odbyły się liczne spotkania, wystawiono spektakle, widowiska muzyczno – poetyckie, ale źle by było, gdy poprzestano tylko na tym. Należąc do Żywego Różańca przyjęliśmy na siebie charyzmat wyznaczony nam przez naszą założycielkę – troska o misje, modlitwą i ofiarą. Zgodnie ze słowami naszego wielkiego rodaka konieczna jest nowa epoka misyjna, bo nie tylko liczne ludy jeszcze nie poznały Dobrej Nowiny, ale wielu chrześcijan potrzebuje, aby na nowo głosić im z przekonaniem słowo Boże. Wokół nas jest wielu ochrzczonych, ale nie wystarczająco ewangelizowanych. Tydzien misyjny i wspomnienie bł. Jana Pawła II to cenna okazja do refleksji nad tym, czy i jak odpowiadamy na powołanie misyjne. Jest to odpowiedź o zasadniczym znaczeniu dla życia Kościoła.

Ks. Paweł Wiatrak

         Pytania:

1.     Jakie były moje dziecięce i młodzieńcze marzenia? Czy było w nich pragnienie związane z  osobą Jezusa Chrystusa?

2.     Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy słyszę o kolejnych zbiórkach pieniędzy, nawet na jakiś szczytny cel?

3.     Jaką część swoich dochodów przeznaczam na wsparcie materialne spraw związanych z misjami? Kiedy po raz ostatni, poza tygodniem misyjnym, wsparłem misje? (W naszej diecezji była zbiórka na budowę studni w Czadzie, gdzie pracuje misjonarz z naszej diecezji ks. Stanisław Tymoszuk).

4.     Jak rozumiesz słowa, że Kościół ze swej natury jest misyjny?


  Świadectwa kleryków

Al. Paweł, rok III

„Kościół ze swej natury jest misyjny” – gdy słyszałem po raz kolejny to określenie padające pod adresem Kościoła stawało się ono dla mnie coraz bardziej fascynujące. Budziła się we mnie refleksja, jak wiele trudu i poświęcenia dają z siebie te osoby, które zostawiły wszystko i oddały swoje życie na służbę Chrystusowi, by głosić Jego Ewangelię w najdalszych zakątkach świata. To wzbudzało także we mnie coraz głębszą chęć pomocy misjom i misjonarzom. Kiedy byłem na drugim roku studiów seminaryjnych, w naszej wspólnocie powstała inicjatywa reaktywacji koła przyjaciół misji. Kierowany potrzebą duchowego i materialnego wsparcia z ogromnym entuzjazmem i zaangażowaniem stałem się jego członkiem. Liczne konferencje i spotkania modlitewne stawały się dla mnie okazją do wspierania misji modlitwą i ofiarą.

Kolejnym wielkim modlitewnym darem a zarazem duchowym i materialnym wsparciem na rzecz misji jest obecność Koła Żywego Różańca w naszym seminarium. Od tego roku akademickiego stałem się jednym z jego członków, co stało się dla mnie okazją by przez codzienną modlitwę różańcową ogarniać także intencje misyjne.

Al. Marcin, rok III

Moja odpowiedź na zaproszenie do Koła Misyjnego w naszym seminarium nastąpiła później niż u kolegów. Trudno mi było pójść w mało znane struktury, nie wiedziałem czy i jak będzie działać nasze koło. Tym co zdecydowało aby wstąpić do koła była chęć pomocy modlitewnej i finansowej osobom, które opuściły wszystko, aby dawać świadectwo Słowu Boga i Jego Miłości. Moim obowiązkiem a zarazem wkładem w dzieło były ofiary i codzienna modlitwa za ludzi, którzy doświadczają krzyża Jezusa Chrystusa w dalekich zakątkach naszego globu. Wielkie wrażenie wywołały na mnie wizyty misjonarzy, którzy opowiadali o swojej posłudze i przeciwieństwach, które ich napotykają. Swoim świadectwem zachęcali nas do dalszej pomocy i modlitwy, a także uczulali nas na prawdziwe problemy ludzi, które dotykają ich w prostych czynnościach życiowych tj. brak wody, żywności czy lekarstw. Na trzecim roku usłyszałem od wicezelatora zaproszenie do uczestniczenia w Kole Żywego Różańca. Pomyślałem, że jest to wspaniała okazja do połączenia modlitwy za misje z różańcem. Stało się to okazją do lepszego zrozumienia sensu różańca w moim życiu, a także ofiarowanie go w intencjach indywidualnych, jak i wspólnotowych. Myślę, że moje uczestnictwo w tych dwóch kołach to początek ścieżki do lepszego poznania Boga, jak i zrozumienia problemów ludzi oddalonych od nas o setki czy tysiące kilometrów.


 

 

AktualnościKancelariaDuszpasterzeWspólnotyHistoriaGaleriaCzytelniaArchiwum T.PLinkiKontakt