Wydarzenia Archiwum wydarzeń

-Pielgrzymka Kółek Różańcowych do Loretto
-I Komunia św. i wycieczka dzieci komunijnych
-Rzym - pielgrzymka 2014
-Misterium Męki Pańskiej
-IV Turniej kandydatów do Bierzmowania im. bpa Adolfa P. Szelążka


Pielgrzymka Kółek Różańcowych do Loretto

24 kwietnia b.r. grupa 65 osób z naszej parafii udała się na pielgrzymkę do naszego polskiego Loretto na spotkanie Kółek Różańcowych i czytelników miesięcznika "Różaniec". Program spotkania był niezwykle bogaty. Po przywitaniu pielgrzymów przybyli mogli posłuchać Konferencji formacyjnej o. Stanisława Przepierskiego OP, który podkreślił wagę modlitwy - szczególnie różańcowej w życiu człowieka wierzącego. W sposób szczególny wyakcentował konieczność modlitwy za rodzinę i z rodziną. O godz. 10.45 rozpoczęła się modlitwa Różańcowa, podczas której można było skorzystać z sakramentu pokuty. Następnie uczestnicy spotkania mogli obejrzeć przepiękny występ i Koncert Zespołu Pieśni i Tańca "Tursko". Świadectwa członków Żywego Różańca służyło pogłębieniu wiary słuchających i zachęcie, by pomimo różnych trudności być wiernym Bogu i Maryi.

Mszy świętej koncelebrowanej przewodniczył ks. bp pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk. Po przerwie obiadowej została odmówiona Koronka do Bożego Miłosierdzia, podczas której zawierzone zostały różne intencje, ale również pojawiła się zachęta, aby nie narzekać na swój los, tylko wszystkie trudności powierzać Bogu przez ręce Maryi.

Stoczkowscy pielgrzymi wrócili do parafii umocnieni duchowo z pragnieniem kolejnego takiego spotkania.

Loreto a Loretto
Sercem bazyliki w Loreto jest Święty Domek, który stoi w centralnej części bazyliki. Jego rozmiary nie są imponujące (9,5 na 4 metry) w stosunku do majestatycznej świątyni. Wnętrze Świętego Domku jest pełne prostoty, a jego kamienne ściany są surowe. Tylko gdzieniegdzie widać resztki starych fresków. Z pojawieniem się tej niezwykłej relikwii na włoskiej ziemi związana jest pewna legenda. Otóż, kiedy Turcy zajęli Ziemię Świętą, zamożna rodzina De Angelis (Aniołowie) postanowiła uratować z Nazarety domek, w którym mieszkała św. Rodzina. Dzięki ich staraniom przywieziono go w częściach na statku do Loreto. Nazwisko tej rodziny - Aniołowie - przyczyniło się do stworzenia legendy, która opowiada, że Santa Casa została przeniesiona przez anioły z nieba nad łąkami i morzami w bezpieczne miejsce, do Loreto. Od końca XV wieku nad Świętym Domkiem wznosi się późnogotycka - renesansowa bazylika na planie krzyża łacińskiego, przed którą wznosi się 75 metrowa dzwonnica, skrywająca w swoim wnętrzu 9 dzwonów wygrywających melodię na cześć Czarnej Madonny.

Loretańska Madonna
Cudowna figura Matki Bożej z Loreto, która znajduje się w głównym ołtarzu Świętego Domku, została wykonana z drzewa cedrowego rosnącego w ogrodach watykańskich. Jej twórcą był artysta Celleni, który w roku 1922 wyrzeźbił nową figurę Matki Bożej, wzorując się na modelu Quattriniego. Współczesna figura jest kopią XIV - wiecznej figury, która uległa zniszczeniu na skutek pożaru w 1921 roku. Papież Jan XXIII podczas swej pielgrzymki do Loreto ukoronował figurę Madonny z Dzieciątkiem na lewym ramieniu. To właśnie tutaj modlił się o powodzenie rozpoczynającego się Soboru Watykańskiego II (1962-1965), którego był inicjatorem.

Sanktuarium w Loretto
Dzieciątko Jezus oprócz korony ma również inne insygnia królewskie: w lewej ręce trzyma jabłko: symbol władzy nad światem. Jego prawa ręka wskazuje na złoty krzyż umieszczony na czubku królewskiego jabłka. Cudowna figura ubierana jest w długą, zdobioną suknię, która nazywa się dalmatyką. Pierwotna figura Matki Bożej była niemal cała czarna od świec i lamp oliwnych palących się przed nią. Nowej figurze również nadano ciemną barwę. Kult Madonny z Loreto sięga XIV wieku. W 1387 roku małe sanktuarium zostało po raz pierwszy obdarzone przywilejem odpustowym. Stąd też pochodzi znana na całym świecie litania loretańska, którą w Loreto odmawiano już w okresie średniowiecza, a która dopiero w 1587 roku została oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa VI. Kult Madonny z Loreto rozwijał się błyskawicznie. Właściwie od końca XV wieku, kiedy nad Świętym Domkiem wybudowano piękną bazylikę, ukształtowała się tradycja budowy podobnych domków w innych kościołach na całym świecie. Jednym z najsłynniejszych Domków Loretańskich jest ten, który znajduje się w Pradze i jest potocznie nazywany praskim Loreto. Na terenie Europy najwięcej Domków Loretańskich znajduje się właśnie na terenie Czech. Jest ich aż 48. Matka Boża Loretańska w sposób szczególny została wybrana i ukochana przez lotników. Jest ich patronką.

Polskie pamiątki w Loreto
W bocznych nawach bazyliki loretańskiej znajduje się 25 kaplic. Jedną z nich jest kaplica polska, usytuowana tuż obok amerykańskiej i niemieckiej. W jej centralnej części znajduje się ołtarz Serca Jezusowego. Prace dekoratorskie w jej wnętrzu wykonał włoski artysta Arturo Gatti. Nad ołtarzem znajduje się witraż przedstawiający żołnierzy generała Andersa gaszących pożar, jaki ogarnął kopułę bazyliki w nocy z 5 na 6 lipca 1944 roku. W kaplicy znajduje się również tablica ufundowana w 1979 roku przez żołnierzy II Korpusu, na której można przeczytać: "Królowo Korony Polskiej, módl się za nami" oraz "Na chwałę poległych z Pułku Ułanów Karpackich: Tobruk, Monte Cassino, Loreto, Ancona, Bolonia, 1940 - 1945" Natomiast na ścianach polskiej kaplicy znajdują się freski przedstawiające hołd, jaki różne stany składają Królowej Polski, scena Jana III Sobieskiego w zwycięskiej pozie na koniu po odsieczy wiedeńskiej oraz Cud nad Wisłą ukazujący bitwę wojsk polskich dowodzonych przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Polacy, którzy tak tłumnie nawiedzają loretańskie sanktuarium, kierują swoje kroki również i na cmentarz, gdzie znajduje się aż 1080 grobów polskich żołnierzy, którzy brali udział w walkach na adriatyckiej linii frontu. To niezwykłe miejsce zostało poświęcone 6 maja 1946 roku.

Początki sanktuarium w Loretto sięgają 1928 roku. Wówczas ks. Ignacy Kłopotowski, ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił duży majątek pod nazwą Zenówka, położony nad rzeką Liwiec. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto (przez jedno "t") we Włoszech.

Na początku w lesie w Loretto była tylko skromna kapliczka. Przeniesiono ją do budynku murowanego, a potem (1952 -1959) wybudowano dużą kaplicę. Pierwszą mszę odprawiono w niej 19 marca 1960 r. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały jeszcze wiele lat. Wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski.

Obecnie w Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, oraz - dom dla starców pod nazwą "Dzieło Miłości im. Ks. Ignacego Kłopotowskiego", domy rekolekcyjne, wypoczynkowe, kolonijne... W święto Narodzenia Matki Bożej (niedzielę po 8 września) odbywa się w Loretto odpust gromadzący wielotysięczne pielgrzymki z okolicznych dekanatów i parafii, przybywających by modlić się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie błogosławionego ks. Ignacego Kłopotowskiego.

Łaskami słynąca figura Matki Bożej Loretańskiej ufundowana została przez Teresę i Józefa Pawliczków z Freiburga ,wyrzeźbiona w pracowni artystycznej w Mediolanie i jest kopią figury znajdującej się Sanktuarium Świętego Domku w Loretto we Włoszech. Stanęła tu w ołtarzu głównym kaplicy w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego w nocy z 11 na 12 grudnia 1981r. Z okazji Roku Maryjnego 1987 kard. Józef Glemp Prymas Polski podniósł kaplicę do rangi sanktuarium.


I Komunia św. i wycieczka dzieci komunijnych

I Komunia św. odbyła się 3 maja b.r. o godz. 12.00. Przystąpiło do niej 82 dzieci. Przygotowaniem jak co roku zajął się ks. Leszek. W ramach dziękczynienia za dar Eucharystii dzieci udały się do Skarżyska Kamiennej do sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej, a następnie do Krakowa, Łagiewnik, Zakopanego, Ludźmierza i Wadowic. Przebyły szlak śladami Ojca św. zawierzając przez jego wstawiennictwo swoje intencje.

Pielgrzymka dzieci pierwszokomunijnych 9-11 maja 2014

Jak każdego roku, tak i teraz, tydzień po uroczystym przyjęciu pierwszej Komunii Świętej przez dzieci z naszej parafii, zorganizowano dla nich i ich rodzin pielgrzymkę, jako akt dziękczynienia. Ponad siedemdziesięcioosobową grupą zaopiekował się ks. Leszek Gwardecki, wspierany przez panią katechetkę Zdzisławę Maletka. Czas był wyjątkowy. Tuż po kanonizacji Jana Pawła II, w maju - gdzie poza Pierwszą Komunią Świętą nasze rodziny i parafia przeżywały i będą przeżywać jeszcze wiele innych uroczystości, jest za co dziękować i z pewnością jest o co jeszcze prosić i za co przepraszać. Ze wszystkimi naszymi troskami pojechaliśmy prosić o błogosławieństwo do kilku sanktuariów maryjnych południowej Polski. Nawet przyroda w takich okolicznościach okazała wyrozumiałość i pogoda świetnie służyła podróży, zwiedzaniu i modlitwie.

W piątkowy poranek 9 maja nasze autokary zatrzymały się w Skarżysku - Kamiennej. Miejsce to, będące odwzorowaniem Ostrej Bramy w Wilnie, to ośrodek kultu Matki Bożej Miłosierdzia oraz cel pielgrzymek do relikwii św. Jana Pawła II i św. Rafała Kalinowskiego. Msza Święta, którą ks. Leszek odprawił w kaplicy Maryi - Pani Ostrobramskiej, była doskonałym wstępem do wszystkiego , co jeszcze przed nami. U stóp kopii obrazu przywiezionej z Wilna, tam gdzie modlił się o. Kolbe i Jan Paweł II, gdzie polonia amerykańska złożyła w darze srebrna różę, a Ojciec Święty w 2000 roku - złoty różaniec , jako znak jego łączności ze skarżyskim sanktuarium, nasze rodziny zostawiły swoje prośby i podziękowania. Te wypowiedziane sercem i te zapisane przez dzieci na specjalnych karteczkach (ich treść odczytywana jest codziennie wieczorem podczas zasłaniania obrazu). Dzięki pani przewodnik dzieci dowiedziały się na czym polega koronacja obrazu, co to jest wotum wdzięczności i dlaczego Matka Boża ostrobramska nie ma Dzieciątka na ręku.

Z przejęciem pożegnaliśmy Maryję modlitwą według słów św. O. Maksymiliana: "Matko Boża Miłosierdzia - nie masz na rękach Dzieciątka Jezus to weź mnie na swoje ręce i przenieś szczęśliwie przez całe życie."

Przed dalszą podróżą odwiedziliśmy jeszcze kościół parafialny przylegający do sanktuarium, w którym zatrzymaliśmy się na chwilę przed relikwią krwi Jana Pawła II. Odważni ochotnicy mieli szansę wpiąć się na wysoką wieżę, by z góry spojrzeć na okolice i czekającą nas jeszcze drogę.

A droga zaprowadziła nas do Krakowa. Spacer w słońcu nad brzegiem Wisły zakończył się u wyjścia Smoczej Jaskini, pod murami Wawelu. Stąd za panią przewodnik poszliśmy na zamkowy dziedziniec i do Kaplicy Zygmuntowskiej. Ta perła polskiego renesansu to esencja historii narodu, jego życia, sztuki i patriotyzmu. Gdyby nie ograniczony czas i natłok zwiedzających, można by tu spędzić wiele cierpliwych godzin, w zadumie i wyciszeniu. Kolejne opowieści uruchamiały wyobraźnię całej grupy. Ciekawość i zachwyt wzbudzały nie tylko zdobienia, arrasy, królewskie nagrobki, ale i relikwie i wszelkie związane z nimi historie. Jak choćby te o Królowej Jadwidze, której Węgrzy i krakowscy studenci przynoszą tu wieńce i śpiewany jest przy każdej okazji węgierski hymn. Nie mniejsze zainteresowanie obudziła historia męczeństwa biskupa Stanisława i sposób obchodzenia jego święta, jak i trzy dni przeznaczane na uroczystości koronacji królewskich. Największe wrażenie jednak zrobił srebrny relikwiarz św. Stanisława, przy którym umieszczono kroplę krwi Papieża Polaka i przepiękna postać św. Jadwigi, wyrzeźbiona w białym marmurze z mistrzowską precyzją. Królowa pod stopami ma pieska, symbol wierności i przywiązania (zarówno Jadwigi do narodu polskiego, jak i narodu do troskliwej i dobrej władczyni). Podobne symbole spotkaliśmy też pod stopami innych królów. Np. Władysław Jagiełło ma lwa - symbol męstwa i waleczności, a Kazimierz Wielki bobra - jak znak budowniczego. Zajrzeliśmy też do kaplicy Jana Pawła II i przystanęliśmy pod czarnym krucyfiksem (słynnym z cudów i owianym legendą dużym lipowym krzyżem z XIV w., przed którym modliła się królowa Jadwiga). Wychodząc z Wawelu mogliśmy z bliska zobaczyć i dotknąć dzwon Jana Pawła II, który przygotowywano do zawieszenia tuż obok Dzwonu Zygmunta. Krakowskie Planty zaprowadziły nas na ulice Franciszkańską 3. Pod ten najsłynniejszy z adresów wprowadził się w 1944 roku Karol Wojtyła. I to pod tym oknem pałacu biskupiego tak wiele się wydarzyło za życia świętego papieża, jak i w godzinie jego śmierci. Do dziś miejsce to pozostało niezwykłym oknem, gdzie spotyka się historia z przyszłością. Tak jak nie można opuścić Krakowa nie będąc na Rynku, pod pomnikiem Adama Mickiewicza i nie pomachawszy do mariackiego hejnalisty, tak nie można - wyjeżdżając z miasta - ominąć domu św. S. Faustyny, światowego centrum kultu miłosierdzia Bożego.

Sanktuarium w Łagiewnikach było kolejnym naszym przystankiem w pielgrzymce. Złożyliśmy krótka wizytę w celi świętej siostry, weszliśmy do wnętrza bazyliki, by w ciszy - zauroczeni nastrojem i oryginalnością ołtarza - powiedzieć swoje własne, dla wielu z nas jeszcze trudne - "Jezu ufam Tobie". Następnego dnia ks. Leszek przypomni nam w czasie mszy świętej, że Bogu nasze modlitwy i pielgrzymki nie są potrzebne; że one potrzebne są nam, byśmy byli lepsi, doskonalsi, byśmy zdążali do uświęcenia siebie i swojego życia. I że modląc się i pielgrzymując mamy jeszcze otwierać oczy i uszy, mamy jeszcze chcieć słuchać i widzieć. Świat dookoła i ludzi, tych obok. Ale zanim zabrzmiały dla nas te słowa część grupy weszła na wieżę sanktuarium, część odwiedziła kaplice, a inni, na własny sposób, spacerując wzdłuż murów klasztornych, rozmawiali z Panem i starali się coś jeszcze bardziej zrozumieć, zobaczyć, usłyszeć. Pozostał maleńki żal, że nie weszliśmy do kościoła, w którym właśnie celebrowano msze świętą, nagrywaną dla telewizji, i że nie usłyszeliśmy koncertu 9 dzwonów carillonów, które wygrywanymi melodiami przypominają o miłosierdziu Boga. Na dzwonach wypisane są imiona: Jezusa, św. Siostry Faustyny, Jana Pawła II i świętych Krakowa: św. Stanisława, św. Jacka, św. Jadwigi, św. Jana Kantego, św. Rafała i św. Brata Alberta.

Wieczór zastał nas w Białym Dunajcu. Po spokojnej nocy i smacznych posiłkach rozpoczęliśmy kolejny dzień od mszy świętej na Jaszczurówce. Kaplica Najświętszego Serca Jezusa, jak i jej witraże, została zaprojektowana przez Stanisława Witkiewicza. Zbudowano ją w 1904 roku. Opiekują się nią księża marianie, a właścicielem jest Tatrzański Park Narodowy. To przykład stylu zakopiańskiego, a całość, wraz z drewnianym ołtarzem przypomina góralską chatę. To tutaj, w przepięknym góralskim ornacie ks. Leszek przypominał nam co jest ważne i o co warto wadzić się z Panem Bogiem.

Stamtąd wyciąg orczykowy przeniósł nas na Gubałówkę. Widoki podziwiane z wysokości 1126 m n.p.m. Zostawiły w naszej pamięci słoneczny ślad. Już sama jazda wyciągiem wzbudziła ogromne emocje, które szczypta humoru doprawiło spotkanie z góralskim przewodnikiem i instruktorem narciarskim. To dzięki niemu dzieci zapamiętały prognozę pogody, według której "jeśli krzyż na Giewoncie jest widoczny to… będzie lało". Pan przewodnik zabrał nas z polany na szczycie do centrum Zakopanego. Wprawdzie szkołę mistrzów sportu, centrum sportowe i skocznie narciarskie zobaczyliśmy tylko z okien autokaru, podobnie jak słynne wille, ale warto było się spieszyć. Dojechaliśmy do najstarszego kościółka w Zakopanem i do Cmentarza Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Zasłuchani i wyciszeni przystawaliśmy nad grobami ludzi znanych i zasłużonych dla Zakopanego, Tatr i dla Polski w ogóle. Klucząc pomiędzy nagrobkami Witkacego, Stryjeńskiego i Makuszyńskiego, Orkana i Przerwy-Tetmajera, Sabały i Chałubińskiego, odnaleźliśmy też symboliczny grób Macieja Berbeki, himalaisty, ratownika i artysty (malarz, grafik, scenograf teatralny), który w 2013 roku pozostał na Broad Peak.

Po zwiedzeniu Muzeum Tatrzańskiego i chwili odpoczynku nasza pielgrzymka dotarła do Krzeptówek. Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej nie tylko oferuje przepiękną panoramę swojej okolicy z Giewontem w tle, ale skłania do modlitwy i refleksji.

Przy ołtarzu papieskim dzieci przypomniały sobie historię objawienia w Fatimie i znaczenie modlitwy różańcowej. Na schodach ołtarza połączyła nas wszystkich modlitwa na paciorkach różańcowych i wplecione pomiędzy nie prośby o błogosławieństwo dla życiowych decyzji i wdzięczność za to co już mamy. Kolejny wieczór w pensjonacie pozwolił na wytchnienie i przygotowanie się do niedzieli. Ostatni poranek w górach to czas, by spakować walizki i wracać do domu. Zanim jednak to się stało, odwiedziliśmy Matkę Bożą Królową Podhala. Był czas na spacer po skąpanym w zieleni ogrodzie różańcowym , na przejście przez bramę wiary (można było samemu rozkołysać dzwon), chwilę zadumy i modlitwy przy pomniku Jana Pawła II i przede wszystkim na mszę świętą. Szczęśliwie udało nam się uczestniczyć w liturgii sprawowanej przez ks. Leszka w sanktuarium ludźmierskim tylko dla nas. W trakcie mszy usłyszeliśmy też świadectwo powołania s. Marii Danuty od Jezusa Dobrego Pasterza. Siostra urszulanka pochodzi z Siedlec, więc tym większe wrażenie zrobiła jej obecność wśród nas, zwłaszcza w niedzielę Dobrego Pasterza. Całość wizyty dopełniła prelekcja w namiocie multimedialnym . Siostra przybliżyła nam historię sanktuarium, jego znaczenie i związek ze św. Janem Pawłem II, opowiadając przy okazji kilka anegdot łączących Maryję, Ludźmierz i Ojca Świętego. Nie było wiec innej możliwości, jak tylko na zakończenie pielgrzymki zajrzeć do rodzinnego miasta Karola Wojtyły. Wadowice zwiedziliśmy wprawdzie w pośpiechu, najwięcej czasu poświęcając muzeum w domu rodzinnym Jana Pawła II, ale przyklękliśmy też we wnętrzu kościoła i przy słynnej chrzcielnicy, zjedliśmy kremówki i odetchnęliśmy atmosferą miejsca, w którym "wszystko się zaczęło".

Nasza niedziela i pielgrzymowanie zakończyło się szczęśliwym powrotem do Stoczka przed północą. Z bagażem wspomnień, pamiątkowych drobiazgów, fotografii i toną wrażeń wracamy powoli do codziennych spraw i zajęć. Trochę lepsi, może mądrzejsi, a na pewno mocniejsi i bardziej pewni, że teraz wszystko będzie tak, jak tego zechce Bóg. Bo Jemu i Jego Matce zawierzyliśmy wszystko, co nam leżało na sercu, powierzyliśmy swoje życie i nasze dzieci, i każdą następną chwilę.

Z wdzięcznością dla ks. Leszka i wszystkich, którzy towarzyszyli nam w pielgrzymowaniu będziemy pamiętać… że "czas ucieka wieczność czeka" ... w zwyczajnych spotkaniach z ludźmi, w powrotach do najpiękniejszych gór świata i w modlitwie serdecznej za siebie nawzajem.

Milena Kwiatkowska

18 maja dzieci klas III przeżywały rocznicę przyjęcia I Komunii św. Dziękowały Bogu za dar Eucharystii i wysłuchały słowa kapłana, który przybył do naszej parafii, by modlić się z nami za Seminarium Duchowne i o nowe powołania.


Rzym - pielgrzymka 2014

Boże, jak wielkie i przedziwne są dzieła Twoje! Każdego dnia pochylasz się nad nami, zsyłasz nam swe łaski. Twa dobroć i miłosierdzie nigdy się nie wyczerpują. Pozwalasz nam żyć, stawiasz na naszych drogach świadków Twej miłości i świętości. Dziękuję Ci Panie, że wybrałeś właśnie nas, abyśmy mogli pojechać na pielgrzymkę do Rzymu … i nie tylko :. Tylu świętych wyprzedziło nas w drodze do nieba. Myślę, że wielką łaską było dla nas to, iż mogliśmy być w miejscach, w których oni przebywali. Choć głównym celem naszej wyprawy było uczestnictwo w kanonizacji Jana Pawła II to święci, których spotkaliśmy z pewnością umocnili naszą wiarę.

Przewodnikiem pielgrzymki był ks. Krzysztof, który zadbał o naszą formację. Codziennie towarzyszyła nam modlitwa: godzinki, różaniec, Koronka do Bożego Miłosierdzia. Śpiewem chwaliliśmy Pana, każdego dnia spotykaliśmy się z Chrystusem w Eucharystii. Ks. Krzysztof pomógł nam zgłębiać myśli Jana Pawła II dotyczące Bożego miłosierdzia. Mieliśmy okazję w praktyce zdawać egzamin z usłyszanych słów - przecież obok nas był drugi człowiek, którego mogliśmy obdarzać miłosierdziem i taką zwykłą, a właściwie - niezwykłą ludzką życzliwością. Jak na pielgrzymkę przystało nie zabrakło zmęczenia, asfaltówki i spuchniętych nóg - ale to wyrzeczenie również było potrzebne. Żeby opisać wszystko potrzebnych byłoby chyba klika numerów gazetki. Zwrócę więc uwagę na niektóre szczególne miejsca, które zobaczyliśmy.

Już w piątek mieliśmy okazję podziwiać bazylikę św. Antoniego w Padwie, która przez mieszkańców nazywana jest Il Santo, czyli Święty i jest połączeniem stylów romańskiego, gotyckiego, wenecko - wschodniego i barokowego. W kaplicy Santa Maria Mater Domini pochowany jest św. Antonii. W tej świątyni uczestniczyliśmy we Mszy św. Następnie naszym oczom ukazał się piękny widok - jaśniejące w słońcu, bielejące mury obronne, kamieniczki i kościoły Asyżu. Któż z nas nie słyszał o św. Franciszku? Cudownie było wędrować uliczkami, którymi on kiedyś kroczył. Zachwycaliśmy się bazyliką św. Franciszka, w której oglądaliśmy freski i zdobienia nawiązujące do jego życia. W podziemnej kaplicy, w której znajduje się grób świętego mogliśmy prosić o jego wstawiennictwo.

W Cascii spotkaliśmy się ze św. Ritą - nazywaną świętą od rzeczy niemożliwych, beznadziejnych. Do tego niewielkiego miasteczka przybywają liczni pielgrzymi, którzy powierzają Bogu swe najtrudniejsze sprawy. Pan uczynił św. Ritę patronką cierpiących aż do granic wytrzymałości, tych których życie wydaje się przegrane i stracone. Pomodliliśmy się przy jej ciele, które spoczywa w kryształowej urnie w bazylice. Przetrwało ono do dzisiaj nietknięte czasem.

W niedzielę 27 kwietnia uczestniczyliśmy w kanonizacji Jana Pawła II, a w poniedziałek w Mszy dziękczynnej za naszego Świętego Rodaka. To co przeżyliśmy pozostanie w naszych sercach. To naprawdę wielkie wybranie, że byliśmy właśnie w tym miejscu i w tym czasie. Atmosfera tego wydarzenia jest niezapomniana.

Jak być w Rzymie i nie zwiedzać zabytków, które znajdują się w Wiecznym Mieście? Tak więc podziwialiśmy Coloseum - potężny amfiteatr, w którym niegdyś mieściło się do 70 tys. widzów i w którym odbywały się walki gladiatorów, walki z dzikimi zwierzętami, gdzie ginęli chrześcijanie - a które jest jednym z 7 nowych cudów świata. Spacerowaliśmy najstarszym placem miejskim - Forum Romanum, poznawaliśmy między innymi takie zabytki jak Wielki Łuk Konstantyna, Fori Imperiali, Fora Trajana, Kapitol, Plac Wenecki, Vittoriano - Ołtarz Ojczyzny, imponujące ruiny świątyni Wenus i Romy, Panteon, najsłynniejszą z rzymskich fontann - Fontannę di Trevi - przykuwającą swym, przepychem, majestatem, będącą przykładem genialnego zespolenia architektury, rzeźby, sztucznych skał i wody. Na klęczkach przeszliśmy Świętymi Schodami, które zgodnie z legendą pochodzą z pałacu Poncjusza Piłata i miał być nimi prowadzony na sąd Chrystus. Podziwialiśmy również największe wolnostojące schody świata - Schody Hiszpańskie - liczące 138 stopni, a które podzielone są na 3 sektory i rozchodzą się w 3 platformach.

Drogą wijącą się serpentynami po stromym zboczu, wjechaliśmy do podnóża góry o wys. 519 m n.p.m., gdzie znajduje się miasto Cassino, a na jej szczycie opactwo benedyktyńskie. To miejsce szczególnie bliskie sercom Polaków - ze względu na usytuowany tu cmentarz żołnierzy, którzy w czasie militarnych działań II wojny światowej pod dowództwem gen. Andersa skutecznie i jako jedyni na świecie szturmowali zajęty przez hitlerowców klasztor. Na Polskim Cmentarzu Wojennym uczestniczyliśmy we Mszy św. Następnie "wdrapaliśmy się" na wzgórze, na którym zbudowane jest opactwo św. Benedykta. Ulokowany na słynnym wzgórzu klasztor przyciąga rzesze pielgrzymów z całego świata. Przywitał nas pomnik świętego zakonnika umierającego w ramionach podtrzymujących go współbraci. To tutaj św. Benedykt napisał swoją słynną regułę "ora et labora" - "módl się i pracuj". W bazylice znajduje się cudownie ocalały relikwiarz ze szczątkami świętego. Podziwialiśmy ocalone w cudowny sposób posągi św. Benedykta i jego siostry bliźniaczki św. Scholastyki. Po bombardowaniu nie zostało nic z wyjątkiem wspomnianych zabytków. Zatrzymaliśmy się oczywiście na Dziedzińcu Dobroczyńców i weszliśmy do odbudowanej powojennej bazyliki.

W przypominającej swą topografią szwajcarski krajobraz, niewielkiej miejscowości San Giovanni Rotondo, przez 52 lata realizował powołanie do miłości św. o. Pio - kolejny cudowny święty! Jeszcze za jego życia San Giovanni Rotondo stało się znanym centrum pielgrzymkowym. Przybywano do zakonnika - stygmatyka, by prosić o wstawiennictwo u Boga. Zachwycaliśmy się monumentalną świątynią, której wnętrze zdobią marmury i mozaiki. Jednak najistotniejsze było spotkanie ze św. o. Pio. Mieliśmy to szczęście, że mogliśmy pomodlić się przy jego cudownie zachowanym ciele, które widać zza szyby. To wprost niewiarygodne - święty wygląda jakby spał! Tylu ludziom pomógł za życia, nie wahaliśmy się więc prosić go o wstawiennictwo. Nawet ta krótka chwila przy nim była cenna.

Niesamowite było spotkanie z Panem Jezusem w Lanciano i Manopello. Dlaczego? Ponieważ w tych miejscowościach znajdują się wręcz dotykalne ślady Chrystusa. W Lanciano zdarzył się pierwszy i najważniejszy Cud Eucharystyczny. Napiszę choć kilka słów na ten temat :. W VII w. w małym kościółku św. Longina Mszę św. sprawował pewien mnich, który w głębi serca wątpił w prawdziwą obecność Chrystusa w Eucharystii. Gdy wypowiedział słowa konsekracji Hostia przemieniła się w skrwawiony strzęp Ciała, a wino w kielichu zamieniło się w Krew. Hostia, która stała się Ciałem została umieszczona w monstrancji i ma lekko brunatną barwę. Cudowna Krew w postaci grudek koagulatu przybrała kolor brunatny żółtawy. Cudowna Krew i Ciało przetrwały w bardzo dobrym stanie 12 wieków, mimo niesprzyjających czynników atmosferycznych i biologicznych. Od 1902 r. Święte Relikwie zostały umieszczone w marmurowym ołtarzu, gdzie spoczywają do dzisiaj. Badania naukowe ponad wszelką wątpliwość potwierdzają wiarygodność cudu. Jak dobrze, że mieliśmy czas, by uklęknąć przed Panem i kontemplować znaki Jego ogromnej Miłości.

Kolejnym, niezwykłym spotkaniem było spojrzenie w oczy Panu Jezusowi Zmartwychwstałemu. W Manopello - małej wiosce na terenie Abruzji, znajduje się Bazylika Świętego Oblicza, a w niej chusta, która była położona na całunie w miejscu twarzy Zbawiciela. Wykonana jest ona z bisioru o rozmiarach około 17 na 24 cm i umieszczona między dwoma szybami oprawionymi w złote ramy. Na owym delikatnym, przeźroczystym całunie utrwaliła się twarz Chrystusa w momencie Jego Zmartwychwstania. Cudowny Wizerunek jest widoczny zarówno z przodu, jak i tyłu z jednej i z drugiej strony. W różnym świetle przyjmuje on różny wygląd. Warto zaznaczyć, iż naukowcy stwierdzili, że całun z Manopello jest acheiropoietos, czyli nie ręką ludzką uczyniony! Ludziom XXI w. potrzebne są takie znaki Bożej obecności. Cóż nam pozostaje? Z pokorą klęknąć przed Panem i powtórzyć za św. Tomaszem "Pan mój i Bóg mój!".

I tak prawie dotarliśmy do końca naszej pielgrzymki. Płynąc statkiem podziwialiśmy piękne budowle Wenecji. Doszliśmy do Placu św. Marka, który jest sercem miasta i znajdują się na nim najcenniejsze zabytki z Bazyliką św. Marka i Pałacem Dożów. Przemierzaliśmy kręte uliczki, mosty przyglądając się architekturze. Podziwialiśmy okazałą Bazylikę, zbudowaną dla pochowania relikwii św. Marka, którego obwołano patronem niezależnej Wenecji. W krypcie tej przepięknej budowli wzorowanej na konstantynopolitańskiej świątyni uczestniczyliśmy we Mszy św. Dzięki charakterystycznej atmosferze panującej w tym miejscu mogliśmy poczuć się jak pierwsi chrześcijanie sprawujący Mszę św. w katakumbach.

Ostatniego dnia znaleźliśmy chwilę na spacer zabytkowymi uliczkami Bratysławy, po czym wyruszyliśmy do Polski. To nie był zwykły wyjazd, ale czas umocnienia wewnętrznego i budowania wspólnoty. Choć zmęczenie dawało o sobie znać, to na pewno każdy z nas przy odrobinie dobrej woli wrócił silniejszy duchowo. Oczy nasyciliśmy otaczającym nas pięknem krajobrazu i architektury, spotkaliśmy się ze wspaniałymi przykładami życia świętych, którzy byli przed nami, a którzy pozostawili po sobie ślad - ślad miłości. Pamięć o nich jest ciągle żywa, ponieważ kochali Boga i bliźniego, a słowa wprowadzali w czyn. Teraz kolej na nas, abyśmy naśladowali tych, którzy nam pokazali, że Bóg istnieje, że jest On Miłością i że pochyla się nad człowiekiem… abyśmy zaczęli żyć dziedzictwem Jana Pawła II.


Misterium Męki Pańskiej

"Bóg każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie". Słowa Izajasza powinniśmy wziąć pod uwagę i z takim nastawieniem podejść do lektury tekstów Niedzieli Palmowej. Słuchać, widzieć obrazy, które pojawiają się w wyobraźni. W ten sposób podążać za Jezusem, by móc przeżyć Jego Ewangelię taką, jaką objawia. Po prostu być z Panem w Jego drodze.

Takie dosłowne przeżycie tych wydarzeń od Wieczernika do Śmierci Chrystusa na krzyżu umożliwili nam w Niedzielę Palmową członkowie MZT, którzy pod opieką Ks. Krzysztofa Chacińskiego kolejny raz opracowali Misterium Męki Pańskiej - stacje Drogi Krzyżowej przygotowane ulicami naszego miasta (od kościoła parafialnego poprzez rynek, aż do cmentarza grzebalnego, gdzie Chrystus doszedł, dźwigając krzyż na swą Golgotę).

Już wiele dni wcześniej Ks. K. Chaciński. zaczął planować przedsięwzięcie. Ustalał wszystkie konieczne elementy, angażował do występu młodzież MZT - nie tylko z gimnazjum w Stoczku Łukowskim, ale też uczniów ze szkół w Kisielsku i Starych Kobiałkach. A także tych, którzy już studiują i uczą się w innych miejscowościach. Cierpliwie tłumaczył wszystkim, jak mają "zagrać" w każdej scenie. Przyjemnie było popatrzeć, kiedy w piątek przed występem po mszy wieczorowej koło kościoła za Księdzem Krzysztofem chodziło pewnie około czterdziestu osób, którym tłumaczył kolejne sceny Drogi Krzyżowej. Przygotowywał dokładnie tak zwane zaplecze techniczne, bez którego żadne działanie nie może mieć miejsca.

Jak i poprzednim razem, o wiele wcześniej przed występem spotykaliśmy się, by wyszukać przeróżne materiały, w jakie można by się było ubrać, grając każdą postać. Oczywiście już wiadomo było, że na strychach zakrystii w naszym kościele jest wiele materiałów, które zostały wykorzystane. Zaplanowany i ustalony został strój dla kolejnych postaci, np.: arcykapłani mieli każdy element stroju omówiony i odłożony. Tak było z każdym występującym. "Gwardziści rzymscy" już mieli stroje przygotowane z poprzednich występów, ale że żołnierzy było więcej, więc strojów trzeba było przygotować jeszcze kilka.

Gdy zbliżał się czas występu, dodane zostały elementy dekoracyjne w odpowiednich, wcześniej ustalonych miejscach, dla każdej stacji Drogi Krzyżowej w poszczególnych punktach miasta.

Przed samym występem wszyscy spotkali się kilka godzin wcześniej i sumiennie przygotowywali do Misterium.

Po mszy wieczorowej wszyscy uczestniczyli w Drodze Krzyżowej. Wierni mogli przeżywać każdy element Męki Pańskiej, Chrystus - w którego wcielił się Sebastian Sobiech - wiernie i przejrzyście oddał cierpienie, któremu przed wiekami poddał się Syn Boży, by dać się umęczyć za nasze grzechy i pokazać nam drogę do życia wiecznego razem z Naszym Ojcem w Niebie.

"Oto idę, Boże, pełnić wolę Twoją". Tak się zaczyna droga krzyżowa każdego człowieka.

Trudno tym, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w Misterium Męki Pańskiej, oceniać całe przedsięwzięcie, ale to bardzo miłe, że kolejny raz udało się je pokazać i pomóc przeżyć we właściwy sposób tamte zdarzenia, tak ważne dla każdego katolika. Szczególnie, gdy spojrzy się na zdjęcia wykonane z uroczystości, kiedy idzie do obok "umęczonego Chrystusa", który dźwiga krzyż, to wszystko, co zdarzyło się tysiące lat temu wydaje się tak realne i rzeczywiste.

Bardzo dziękujemy młodzież wraz z Ks. Krzysztofem za podjęcie się i urealnienie kolejnej Drogi Krzyżowej Chrystusa, którą dzięki nim można było przeżyć w prawie "namacalny" sposób.

Małgorzata Woźniak

Misterium Męki Pańskiej mogło być odegrane dzięki zaangażowaniu wielu osób. Na szczególne wyróżnienie zasługują młodzi aktorzy, którzy raczej za wiele ze sceną teatralną na co dzień wspólnego nie mają. Ale mimo wszystko podjęli wyzwanie i jemu sprostali. Byli to przede wszystkim uczniowie ZO w Stoczku Łukowskim, w Kisielsku, Starych Kobiałkach, ZS w Stoczku Łukowskim, członkowie Młodzieżowego Zespołu Teatralnego, ale również osoby spoza tych grup. Jak widzieliśmy, było ich bardzo dużo (ok. 60 osób), dlatego nie sposób ich wszystkich wymienić z imienia i nazwiska. Wymienię tylko odtwórcę głównej roli - Jezusa, w którą wcielił się Sebastian Sobiech. Wszystkim serdecznie dziękuję za zaangażowanie i wspaniały występ.

Obok tych, których słyszeliśmy i widzieliśmy, były również osoby, które pracowały za kulisami - przygotowywały elementy ubioru, rekwizyty, zatroszczyły się o nagłośnienie. Tych także była liczna grupa, a podziękowanie dla nich składam na ręce p. Małgorzaty Woźniak, p. Aliny Pięta i p. Zbigniewa Sidora. Dziękuję naszemu chórowi parafialnemu za śpiew pieśni wplecionych w przedstawienie oraz Grzegorzowi Zasuwikowi za przygotowany plakat.

Dziękuję także p. Sitkiewiczom za udostępnienie mieszkania oraz władzom miasta za zabezpieczenie miejsca występu.

Niech Zmartwychwstały Jezus błogosławi wszystkim osobom dobrej woli, którzy czynią wiele dobra dla innych.

ks. Krzysztof Chaciński


IV Turniej kandydatów do Bierzmowania
im. bpa Adolfa P. Szelążka

Dnia 20 stycznia odbyły się rozgrywki sportowe bierzmowanych imienia Biskupa Adolfa Piotra Szelążka. Od czterech lat biorą w nich udział uczniowie gimnazjum klas III z naszej parafii w kategoriach piłki nożnej - chłopcy i siatkówki - dziewczęta. Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 10:00 wspólną modlitwą. Ksiądz Krzysztof nasz opiekun i organizator całego spotkania powitał wszystkich przybyłych i podał zasady turnieju. Pierwsze w piłkę siatkową zagrały dziewczyny ze Starej Prawdy i Starej Róży. Lepszymi okazały się uczennice ze Starej Prawdy. W kolejnym meczu wystąpiły zawodniczki Stoczka Łukowskiego i Starych Kobiałek. Wygrana okazała się dla Stoczka Łukowskiego. Gospodarze wygrali także ze Starą Różą. Stara Róża zdołała zwyciężyć zaledwie ze Starymi Kobiałkami. Nikt nie zdołał pokonać Starej Prawdy, która okazała się zwycięzcą całego turnieju. Drugie miejsce zajęły dziewczyny ze Stoczka Łukowskiego, trzecie miejsce miała drużyna ze Starej Róży i czwarte ze Starych Kobiałek. (Paulina Karpińska)

W tym samym czasie co dziewczęta swoje zmagania rozpoczęli chłopcy. Męska część kandydatów do bierzmowania rywalizowała w zawodach piłki nożnej. Na starcie rozgrywek stanęło 5 ekip:
- Róża Stara
- Stare Kobiałki
- Kisielsk
- Stoczek I (klasa III a)
- Stoczek II (klasa III b).

Przed pierwszym gwizdkiem sędziowie wyjaśnili i przypomnieli najważniejsze zasady. Można było zaczynać sportowe zmagania. W meczu otwarcia stanęły na przeciw siebie drużyny Stoczka II i Starych Kobiałek. Spotkanie to bez większych problemów wygrał zespół gospodarzy. Kolejne meczy przynosiły coraz więcej emocji. Na parkiecie można było zobaczyć zaangażowanie zawodników, czystą walkę, a także techniczne popisy graczy poszczególnych drużyn. Swoje pierwsze mecze wygrały zespoły Róży Starej i Stoczka II, które w początkowej fazie zawodów szły łeb w łeb. Przełomowym momentem miały być derby Stoczka. Zawodnicy grający na co dzień w LKS Dwernicki bardzo dobrze się znali, dlatego żeby wygrać ten mecz trzeba było zaskoczyć czymś przeciwnika. Bardzo dobra gra obu zespołów na początku spotkania zapowiadała bardzo ciekawy i emocjonujący mecz. Wtedy odpaliła drużyna złożona z zawodników klasy III b, kilka ciekawych i składnych akcji sprawiło, że bramkarz przeciwników musiał wyciągać piłkę z siatki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:0 dla ekipy Stoczek II. Kibice którzy przybyli na hale przy Zespole Szkół w Stoczku Łukowskim nie mogli narzekać na brak emocji. Wszystkie pięć zespołów dały z siebie wszystko. Pomysł ks. Krzysztofa Chacińskiego - opiekuna kandydatów do bierzmowania, po raz czwarty wypalił. Liczyła się tego dnia przede wszystkim czysta, pełna emocji gra, a zarazem zintegrowanie się uczniów, którzy w tym roku przyjmą sakrament bierzmowania. Kilkugodzinne zmagania dobiegły końca. Tak przedstawiała się końcowa tabela:
1. Stoczek II
2. Kisielsk
3. Róża Stara
4. Stoczek I
5. Stare Kobiałki

Młodzież biorąca udział w sportowych zmaganiach została zaproszona na poczęstunek do Zespołu Oświatowego w Stoczku Łukowskim. Najedzeni i wypoczęci zawodnicy z powrotem udali się na hale, tym razem na ceremonię wręczenia nagród. Kilka słów podsumowujących powiedział ks. Krzysztof Chaciński, piękną przemowę dodał ks. Proboszcz Stanisław Bieńko, a także dyrektor Zespołu Szkół w Stoczku Łukowskim pani Małgorzata Gołęgowska. Po nagrodzeniu wszystkich zwycięzców, można było zamknąć IV turniej kandydatów do bierzmowania. Zmagania jak zawsze zakończone zostały modlitwą. Z niecierpliwością czekamy na przyszłoroczny V już turniej. Zobaczymy w nim nowych zawodników, którzy z pewnością będą z zaangażowanie walczyli o zwycięstwo.

Sebastian Łukasik

Dziękuję bardzo p. Wiesławie Milczuk - Dyrektor ZO w Stoczku Łukowskim wraz ze współpracownikami za udostępnienie sali sportowej, stołówki, Paniom z kuchni za przygotowanie posiłku, Radzie Rodziców za sfinansowanie obiadu dla zawodników, p. Małgorzacie Gołęgowskiej - Dyrektor ZS w Stoczku Łukowskim wraz ze współpracownikami za udostępnienie hali oraz zaplecza, nauczycielom, opiekunom poszczególnych grup - Joannie Czub, Hannie Garwolińskiej, Edycie Woźny, Bożenie Szmigiel, Elżbiecie Izdebskiej, kadrze sędziowskiej: Adamowi Osiakowi, Piotrowi Bany, Damianowi Czubowi, Rafałowi Dynkowi oraz sponsorom: ks. Proboszczowi Kanonikowi Stanisławowi Bieńko, ks. Leszkowi Gwardeckiemu, za patronat medialny - Tygodnikowi Parafialnemu.

Dziękuję za sportowe zachowanie zawodnikom i zagrzewanie do walki kibicom. Mam nadzieję, że takich spotkań integracyjnych uda się zrealizować więcej.

ks. Krzysztof Chaciński



 

 

AktualnościKancelariaDuszpasterzeWspólnotyHistoriaGaleriaCzytelniaArchiwum T.PLinkiKontakt